CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJózef Massalski

Józef Massalski · Romanticismo

Poezye Józefa Massalskiego — Jacek

polaco

Szósty Krzyżyk naszedł Jacka;

Mina jednak hajdamacka,

Twarz tak świéża jak jagoda

I myśl była zawsze młoda,

Wąs nie siwiał a fryzura

Czarna gdyby krucze pióra.

Któś tam wieści pofałszował,

Że włos barwił, twarz tynkował;

Lecz bodaj fałszérz oniemiał,

Jacek téj próżności nié miał.

Tylko, mówiąc między nami,

Lubił żarty z kobiétami;

Wyjąwszy z panią Jackową.

Rzadki uśmiéch, rzadkie słowo,

I to nie duszko, nie droga,

Jak to zwykli rozkochani;

Lecz to Imość to Waćpani;

Słowem jakaś kara Boga.

Nie żeby pani Barbara

Była szpetna albo stara;

Lecz już gust nasz tak dziwaczny

Że nam swój kąsek niesmaczny.

A że i to bywa czasem

Iż cudzą wadę za lasem,

Swojéj nie widzim pod nosem;

Poziérał Jacek ukosem,

Gdy się Imości zdarzyły

Z młodzieżą żarty lub śmieszki;

A choć to wcale nie były

Ani grzechy ni pół-grzeszki;

Jednak Jegomość przez migi,

To jéj dokuczał przez słowa:

— „Moja pani! rzuć te krygi,

Już mi i tak cięży głowa“ —

A żona, nie wiém czy wierzyć,

Chowała, mówią, milczenie;

Choć było z czém się rozszérzyć

Za jakieś strachy na sienie,

Za żmurki jakieś w praczkarni.

Lecz my zwyczajnie bezkarni

Za błędy, które kobiécie,

Cień na całe rzucą życie.

„A toż, mówił, jaka wada

Że wdówka z bliskiego domu

Ma w nim grzecznego sąsiada?

Alboż i to szkodzi komu

Że on czasem kiwnie, mrugnie,

Że kolana przed nią ugnie?

Wszakże mrugać nie zabrania

Dziesięcioro przykazania.“ —

Wdowa jednak nie zbyt rada

Przyjmowała w dóm sąsiada;

Owszem zawsze z Jackiem krzywo;

— „Nie graj, prawi, przy mnie gacha,

Żony pilnuj.“ — Jako żywo!

Jacek z tego cha-cha, cha-cha.

Zawsze wiérny wdowy sługa,

Wzdycha, płacze, kiwa, mruga.

Po długiéj nakoniec biédzie

Zdała się nakłaniać wdowa;

Zyskał uśmiéch, za nim słowa:

— „Niech dziś w północ Jacek przyjdzie

Pod wysoką kamienicę;

Ja kosz spuszczę na ulicę,

I Jacka na sznurze

Pociągniem ku górze.“ —

Jak się cieszy ptasznik mały,

Kiedy do nieczynnéj sieci,

Przy któréj sechł przez dzień cały,

Pod wieczór wielki ptak wleci;

Takiém uczuciem uderzy

Wezwanie wdowy na Jacka;

Z radości nie jadł wieczerzy,

Myśli jak zemknąć znienacka

Przed Imości bystrém okiem;

Myśli, chodzi wielkim krokiem,

To na zegar spójrzy bokiem;

To zcicha coś gadać pocznie,

To przez okno wytknie głowę,

To wyprawia spać Jackowę;

Zegar późni się widocznie,

Imość przewlokła w gawędzie,

Dała dobranoc nareście.

Posyłał zapytać w mieście

Czy téj nocy pułnoc będzie.

Nie zwiodła, przyszła choć późno;

Ale wietrzno, ale mróźno;

Tylkoż, kogo miłość grzeje

Niedba na to że wiatr wieje.

Nie uśpiał Jacek wziąść szuby,

Bieży, bieży pod dóm luby,

I już widzi jak na sznurze

Kosz się spuszcza w dół po murze;

Jeszcze nie dochodził ziemi,

Jacek spójrzał w lewo, w prawo,

Potém nogami równemi

Dał do kosza sus tak żwawo,

Że się razem z tym powozem

Okręcił blisko sta razy.

Potém zatargał powrozem,

Znane usłyszał wyrazy,

I jedzie z zawrótem głowy

Na słodki wieczór do wdowy.

Jedzie, jedzie, aż w pół drogi

Kosz się raptem zastanawia;

Jacek podniósł się na nogi,

Targania mocniéj ponawia,

Ale tylko drga na sznurze.

Zamknęły się okna w górze;

Gwiżdże i klaska, nic to nie pomoże;

Wdowę i siebie piorunami pali,

Klnie że tam gzymsów mularze nie dali,

Klnie kosz ten z którym rozstać się nie może.

— „Jak tu rzekł do jutra

Doczekać bez futra?

A jutro gdy przyjdzie....

O hańbo! o wstydzie!

Ujrzy mnie tu całe miasto.

Przepadnij chytra niewiasto!“ —

Tysiąc życzeń przesłał wdówce,

Bo mu źle na tym noclegu;

Lada co skrzypnie po śniégu,

Jacek, jak mysz w samołówce,

Ledwo ze strachu nie mdleje.

A mróz ciśnie, a wiatr wieje.

Już się bierze do poranku,

Już Jacek ma się poświęcić,

Wyskoczyć, choćby kark skręcić;

Aż słyszy z góry — „Kochanku!

Daruj mi swą niewygodę;

Wielką mieliśmy przeszkodę;

Ale teraz ciebie proszę

Na milsze zwłóką roskosze,

Zapomnij swoich kłopotów.“ —

— „Jam gotów, rzecze, juz gotów;

Lecz nie marudźcie dla Boga!

Roskosz ta będzie zbyt droga;

Całą noc zębami dzwonię,

Mało duszy nie wyronię.“ —

Zaraz się przy oknie zoczył,

Jak więzień z turmy wyskoczył;

Ledwo światło przez zasłonę

Ujrzeć damę pozwoliło,

Schwycił, ścisnął rączkę miłą,

Spojrzał w twarz i poznał — Żonę.

Sigue explorando

Por su autor
Józef Massalski · 60 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Poezye Józefa Massalskiego — IndykPoezye Józefa Massalskiego — Kanarek Zosi →

Expediente

Autor
Józef Massalski
Título
Poezye Józefa Massalskiego — Jacek
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-poezye-jozefa-massalskiego-jacek--jozef-massalski-a00dc9
Cita recomendada
Józef Massalski, «Poezye Józefa Massalskiego — Jacek», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-poezye-jozefa-massalskiego-jacek--jozef-massalski-a00dc9.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.