Skryta nie przeto, że płocha;
Bo kto Elinę ukocha,
Ten się z płochością rozbrata.
Skryta, bo wydać nie umiém.
Ty spójrzysz w oczu źwierciadło,
I już twe serce ją zgadło,
Już mi powiadasz: rozumiém.
Taka się łaska pamięta,
Nie że ten arkusz był cały,
Że gładki, świéży, tak biały
Jak śnieg, jak owe rączęta,
Które ten arkusz składały;
Lecz, że do tego arkusza,
Przez jakieś cudu zrządzenie,
Wieszcze włożyłaś natchnienie,
Którém przejęta ma dusza,
Swoje uczucia, nadzieje,
Na ten sam arkusz wyleje.
Lecz że miłość czysta, stała
Zwie się córką nieba;
A poecie ziemia mała,
Więc mu kochać trzeba.
Nie pozna nigdy ma dusza,
Gdzie są miłości téj szranki;
Czci wszystko, co od kochanki,
Czci wszystko, aż do arkusza.
Więc go nie oddam nikomu,
Nie oddam dopóki tchnienia,
Śród łaski niebiós, czy gromu,
Już go nie oddam nikomu.
W smutku nań zwrócę spójrzenia,
A na wiatr pójdą cierpienia.
Więc go nie oddam nikomu,
Nie oddam dopóki tchnienia.