CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaWiktor Gomulicki

Wiktor Gomulicki · Modernismo

Poddasze

polaco

Cześć świątyni! Jej wieże, co w obłokach giną,

Stroi gotyk misternych ozdób plątaniną.

Nad wrotami lśni okno różnofarbnem kołem;

A nocą, pod sklepieniem, gdy kościół otwarty,

Roją się, jak mrowisko, cheruby i czarty:

Świat blasku i świat cienia, pomieszane społem.

Lecz mych oczu nie nęcą w głaz zaklęte cuda,

Silnych wieżyc wysmukłość, wiotkich rzeźb ułuda,

Jasność pełna otuchy i mrok pełen strachu;

Duch mój bliżej przypada, gdzie świeży a krzepki

Głos dziewczęcy wypływa z poddasznej izdebki,

Zawieszonej, jak ptaszę, na krawędzi dachu.

Jeśli świątynia słońcem, izdebka jest gwiazdką,

Lecz ja nad dąb olbrzymi wyżej kładę gniazdko;

Milszy mi szept wietrzyka, niż ryk huraganu;

I gdy mi przepych morza staje się widomy,

Przekładam drobną mewę nad skał wielkich złomy

I ćwierkaniu jaskółki nad szum oceanu.

II.

Dziewczątko rozśpiewane, wesołe a hoże.

Mówią, że to sierota, sama pośród ludzi.

Jednak czasem w jej oczach taki blask się budzi,

Jakby przywykły patrzeć wprost w oblicze Boże.

Dość ją ujrzeć, by poznać jak czysta i święta;

Jej serce nie zna burzy, wzruszeń nie pamięta;

To ptaszę nie spotkało się jeszcze z potrzaskiem;

Z dziewiczej duszy nie spadł ani jeden listek,

Motyl ma na skrzydełkach złoty pył swój wszystek,

Na kwiatku perła rosy świeci pełnym blaskiem.

Z wnętrza cichej izdebki gdy wybiegnie oko,

Promieniem swoim przestrzeń ogarnia szeroką:

Plac, przechodniów, niewiasty z dziećmi rozśmianemi,

Tłum korny, co świątynię mijając, przyklęka,

Czoła, które uliczna rozjaśnia piosenka,

Wszystkie odblaski niebios, wszystkie echa ziemi.

Wokół czystej dzieweczki, jak wokół świątyni,

Wszystko skromnie a składnie powinność swą czyni.

Pszczoła znosi miód słodki, kwiat rozlewa wonie,

Wieża daje cień chłodny półomdlałym trawom,

A nocą, wprost okienka, wierna Bożym prawom,

Wypływa złota gwiazda i w błękitach tonie.

Szyję dziecka, co barwą kwiatom lilij sprosta,

Przystraja nie haft drogi, lecz chusteczka prosta,

W węzełek zadzierzgnięta skromny a uroczy.

Na czole niema pereł, lecz i zmarszczek niema;

Twarz źrenice gwiazdami rozwidniają dwiema —

Co zasie po brylantach gdzie iskrzą się oczy!

III.

I przypinał krzyż złoty na piersi zwycięzkiej,

Łzy ciekły mu po twarzy marmurowej, męzkiej,

A pułk stał, uwielbiając w milczeniu półboga;

Zdało się, że on własne wszczepia weń natchnienie,

Że z piersi, której dotknie, buchają płomienie,

Zbawcze dla walczącego, śmiertelne dla wroga.

V.

Przez gościa rozpustnego trafem zapomniana;

Z jej kart, pełnych bezwstydu, zeszły wiek przemawia,

Wiek, w którym rządził Wolter, ten gieniusz bezprawia,

Wysłany między ludzi z misyą od szatana.

VI.

Drżyj! ten mędrzec wykrętny zna życia kałuże!

Drżyj! pod jego oddechem mrą dziewictwa róże!

Złote gwiazdy on gasi i anioły strąca!

Ileż razy, chwyciwszy ofiarę do sideł,

On darł pióro po piórze, z tych anielskich skrzydeł,

Na których dusza w niebo ulatuje drżąca!

Twego serca on liczy ciche uderzenia

I zawsze się wzrok jego dziko rozpłomienia,

Gdy choć jednę myśl złowi niepłynącą z Bogiem;

A jak wilk, przy owczarni kołujący w mroku,

Tak chwilami, widoczny tylko wieszcza oku,

Szatan zęby wyszczerza za izdebki progiem.

VIII.

IX.

Jak źdźbło trawy złocistej między jarem zbożem,

Jak gwiazda, jak kwiat biały, co się zwiesza z drzewa,

Jak wszystko, co się śmieje, jak wszystko, co śpiewa,

Jak wszystko, co zasypia w ukojeniu Bożem.

Bądź cichą. Cisza serca wykwita na twarzy.

Spokój jest nimbem mędrców, duchowych mocarzy.

Bądź wesołą. Kto wierzy, nie patrzy surowie.

Jednym z odblasków nieba jest uśmiech niewieści,

A wesołość to promień, którym duszę pieści

Światło gwiazdy niebieskiej, co się Prawdą zowie.

Wesołość jest dla ducha złocistą przepaską

I skrywa twarz natury uśmiechniętą maską.

Bóg gniazdem świegotliwem stare mury wieńczy,

Pośród krzewów kwitnących szczątek gmachu ginie,

Bo nawet grobom zimnym i martwej ruinie

Potrzeba ruchu, światła i szaty młodzieńczej.

Bądź dobrą. Dobroć serca za skarby ci stanie.

Stwórca i dla grzeszników miewa zmiłowanie,

A jest bratem tych, których nie tknęła pokusa.

Z tej jednej tylko cnoty, która złość zwycięża,

Duszę sprawiedliwego wykował on męża,

Jako niebios kopułę z jednego turkusa.

Tak czyniąc, na skroń gładką weźmiesz znamię Boże,

Białym liliom dorównasz w blasku i pokorze,

I przed nieczystych widzeń opędzisz się zgrają;

A wiodąc łódź do portu, życie do spokoju,

Sercem do tych się wzniesiesz, co, wytrwali w znoju,

Modląc się w każdy wieczór, w każdą noc sypiają!

Sigue explorando

Por su autor
Wiktor Gomulicki · 196 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Pod urokiem (François Coppée, 1901)Poezja i cyfry →

Expediente

Autor
Wiktor Gomulicki
Título
Poddasze
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-poddasze--wiktor-gomulicki-a9a1f5
Cita recomendada
Wiktor Gomulicki, «Poddasze», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-poddasze--wiktor-gomulicki-a9a1f5.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.