CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaBronisław Komorowski

Bronisław Komorowski · Modernismo

Po śmierci (Komorowski) — Scena II

polaco

Stasio moja!...

Walery!...

Masz ci! widno, pojętna dziewczynka.

Lecz ty Stasieczko moja drżysz — a smutna minka

Coś niedobrego wróży?... O, czemuż tak trwożnie

Na drzwi spoglądasz? droga!

Nic — nic!... To bezbożnie

Było bardzo, lecz nie chciej mię już pytać dalej!...

Jam ci została wierną... masz mię!... Choć badali

I namawiali prośbą, wyrzuty i drwiny:

Ja ci zostałam wierną... Tyś pan mój — jedyny!

Biedna moja! o, jakżeż zdołam ci odwdzięczyć

Miłość twoją?... Wiem, wiem to — musiano cię dręczyć? —

Wiem — i stosunek ze mną robiono ołowiem

Twojej sławie?!...

O, nic to!... Lecz ja ci opowiem

Całe zajście fatalne, a ty już koniecznie

Zajmij się mną — bo z tobą tylko żyć mi wiecznie!

O wiecznie!...

To wyraźnie wypadło im z roli...

Słuchaj! dziś na dobitek tej naszej niedoli

Pan baron mej decyzji zażądał ostatniej.

Straszna to była chwila — ile, że do matni

Naszych losów przybyła jeszcze wola papy,

Który bardzo pokochał lokajów harcapy

Baronowskich, i piękny herb na ekwipażu —

A skłaniając mię bardzo do tego marjażu

Oświadczył najdobitniej, że choćby wbrew własnej

Woli zostanę żoną barona...

O jasny

Drabie!...

I coż, coż dalej?

Nie było sposobu...

Wyjawiłam mu wszystko, wołając: do grobu

Wy mnie raczej skłonicie niż na takie śluby —

Jedno jest życie moje i jeden mój luby,

Jedno szczęście, co dla mnie z świata się wynurza —

Walery!...

Ha!...

Okropna zerwała się burza

Nad biedną głową moją: — papa w niebogłosy

Krzyczał jakby w gorączce i rwał sobie włosy:

Wszystko struchlało jakby na widok upiora,

A papa łamiąc ręce pojękał: „aktora!...“

Ha, ha!... (po chwili boleśnie.)

I tyś o miła, tyle dla mnie zniosła?

Tyle goryczy?

Patrzcie-no starego osła!...

Dla ciebie mój kochany? O, choćby stokrotnie

Tyle mi znieść wypadło — i bardziej sromotnie

Przyszło wydać się oczom niespłukanym w niebie:

To ja bym nie zaparła mej miłości — ciebie!

O, tegom ja nie godny...

Dziewczysko poczciwe!

Jednak... przyszło te słowa, może nieco żywe,

Odpłakać bardzo ciężko...

Przezemnie! przezemnie!

Teraz zbiegłam do ciebie tu miły! tajemnie...

Oddano mię pod ścisły nadzór guwernanty —

Łzami, kupiłam chwilę...

Drogiemi brylanty

Kupiłaś!

Lecz dla ciebie! dla ciebie mój drogi!...

Ach, w obec takich ofiar jakżem ja ubogi!

Jak ty mi poczuć dałaś mą duszę poślednią!

Dość! o, dość! czy ty chciałeś mieć miłość wybrednią?...

Miłość, jak słup promieni powinna być prosta,

Serce wziąwszy za słońce.

To jest „prosto z mosta!...“

Dalipan, mądre dziewczę!

W oczach twoich, miła,

Leży taka prostoty niepomierna siła,

Że ust twoich nie słysząc można w nich wyczytać

Myśli twoje... Ty wzdychasz?... O, pozwól więc spytać:

Ile nam pozostało nadziei? — gdzie szukać

Gwiazdy naszej?...

My biedni!... Wprawdzie przestał fukać

Papa, lecz owszem ciągle trwają jeszcze fochy —

A nic też nie pomogły i prośby i szlochy;

Nakoniec mi oświadczył jako rzecz skończoną:

Że muszę baronową zostać... tak jest, żoną

Barona.

Co ty mówisz!...

To jakiś wisielec!...

Ty wiesz, że już za dwa dni nadejdzie popielec...

Więc jeszcze i ten pośpiech... Boże! na pojutrze

Naznaczono...

Zjesz pierwej djabła, stary lutrze!...

Pojutrze?... więc nam trzeba działać! ani chwili

Nie mamy do stracenia...

Cóżbyście radzili

Uczynić, moje państwo? Stoję na usługi...

Co do mnie: — pominąwszy ceremonjał długi,

Radziłbym — ot, poprostu — nie zważając jędzy,

Udać się krytym koczem — i to jak najprędzej —

Do pierwszego lepszego, co ma władzę stuły,

A zbywszy po zwyczaju ten obrządek czuły

Obdarzyć kawalera i tatusia — figą...

Nie, nie! ja nie chcę szczęścia zdobywać intrygą.

Zresztą, mój ojciec nie jest w istocie tak srogi,

Jakby się to zdawało... „Za wysokie progi“

Nie jest jego zasadą, lecz raczej obłędem —

Nie złą wiarą, lecz bardziej wyuzdanym względem

Którego wziął z swych czasów... człowiek starej daty!...

Ani słowa już o tem! nie chcę podejść taty —

Czyliż nie można znaleźć już radę godziwszą?

On jej godzien — on serce ma!

Mam myśl szczęśliwszą...

Cóż? gdybyśmy tak razem...

Ach, uchowaj Boże!

To byłoby za wcześnie... Mówił: — o aktorze

Nie chce i słówka więcej już słyszeć odemnie —

Nie pora na ten środek... Daremnie, daremnie!

Wszak lepiej już nie drażnić bardziej...

O mój drogi!

Tyś posmutniał?... Ach, wybacz jemu — mnie ubogiej

Wybacz, że jestem echem jego słów zelżywych!

O świecie, pełen jeszcze wyobrażeń krzywych!

Kiedyż te drożdże pojęć nareszcie dokisną?...

O, to boleśnie! do ócz gwałtem łzy się cisną...

O!... to smutno...

Walerku!...

Cóż-bo pan znów kwili?...

To nie ładnie!... dalipan, brzydko!... Do tej chwili

Miałem pana aktorem — teraz zwykły człowiek!...

Ej! corychlej ocieraj pan to morze z powiek,

Bo nie możesz popatrzyć nawet na panienkę...

Któż-bo widział?...

Najdroższy!...

Anioł złoty!... Rękę,

Rękę twoję najlepszą!...

I... dość już czułostek!

Lepiej nam myśleć warto, jakby rzucić mostek

Przez przepaść; co rozdziela papę od aktora —

Wszak ci to z tej miłości wciąż jak szydło z wora

Wyłazi!... Na frasunek dobry też i humor:

Smutek — won! śmiać się, śmiać się — a choćby na umór,

To może w dobrej myśli znajdzie się i rada —

A jeśli się śmiać chcemy, to niech pan wybada

Panienkę, co to papa mówił o scenarzach,

I będzie źródło śmiechu!... Ot, widzę na twarzach

Ucieszenie... Niech serce przesądom nie przeczy!

Uśmiechem zbyć należy właśnie takie rzeczy,

Co nie wyszły z złośliwych serc, lecz z jakichś mętów —

Cieszmy się więc!... Panienka zaś, bez żadnych wstrętów

Raczy nam opowiedzieć tę opinją papy

O aktorach...

Mój Pietrze!... (Stasia ukrywa uśmiech.)

Najprzód: — „To są capy“!...

Nieprawdaż panieneczko?... Uśmiecha się... zatem

Tak mówiono!... Cóż jeszcze jest powinowatem

Dobrem mych pryncypałów?... a! brak wychowania!

Ej, Pietrze! to nieładnie... Te naigrawania

Ranią bardziej...

Broń Boże!... wszak uśmiech wesoły...

O, daj mu mówić, droga!

Aktorzy są — woły,

Zdecydowano zatem...

Fe, będę się gniewać...

Ha, ha!... o moja droga! daj mu już dośpiewać

To miserere!

Aktor, ma ze szmat pałace!...

Aktory — komedjanty — skoczki — kpy — pajace: —

Były w wyrazie owej opinji słownictwem;

Krytyka gazeciarska jest całem dziedzictwem

Owych panów, choć czasem ta niewie co pisze...

Króciej: królowie sceny — to głośni hołysze!...

Walerku mój!...

O dzięki — jaki uśmiech słodki!...

Słuchaj, pokazywałam papie owe plotki

Gazeciarskie — wyrocznie liche twojej sławy...

A on?...

O drogi, nie bądź tylko znów tak łzawy

Jak przed chwilą... Wszak Piotr już dobrze nam objaśnił,

Że raczej śmiać się z tego! — Któżby serca waśnił

Z przesądami?... Więc papa spojrzawszy na dziennik

Rzekł: „Krytyka?... to błazen! to największy zmiennik

Pod słońcem! — Zresztą, cóż że na Parnas go wsadzą

Gdy on głodny — a jeść mu gazety nie dadzą!...

Krytyka, to szubrawstwo nikczemne — ladaco —

Ona poróżnia ludzi z wszelką dobrą pracą,

Trąbiąc o jakiejś sławie — o laurach — o wieńcu...“

Lecz tyś posmutniał znowu? O, w twoim rumieńcu

Czytam hańbę orzekań, których nam nie zmienić,

Ale właśnie wypada chyba się rumienić...

O sny moje!... Artysta! ulubieniec całej

Publiczności!

„Coż przyjdzie ludziom z takiej chwały?“

Mówił papa — „za życia jest to wielkie zero:

Artysta żyć zaczyna po śmierci dopiero,

I wtedy świat dopiero tworzy dziwolągi

Jego wielkości szczytnej, stawia mu posągi,

Gdy on ani łaknący już, ani spragniony...“

I kiedy — najważniejsza — nie trza mu już żony!...

Ach, po śmierci — po śmierci odżyjesz artysto!

Anieli cię ubiorą w koronę gwieździstą...

Po śmierci!

Gdy już robak serduszko powierci!

Oh! Stasieczko!...

Walerku!...

Po śmierci! po śmierci!...

Po śmierci?... hm, po śmierci!... Ej, ej — byłby wątek...

Papa twierdzi, że może wskrzesić?... na początek

Wcale nie złe to!... Pan zaś mój, nieraz w teatrze

Grał — umarłych... Do djabła! niech się lepiej wpatrzę

W to „po śmierci...“

O, jakżeż tak razem bezpiecznie!...

Ach, nie budź ty mię ze snu tego... Z tobą wiecznie!...

I ta wielkość pośmiertna — i te papy cuda —

I sąsiedztwo tych dwojga... Ha, może się uda!...

Co? powinno się udać! — pewne powodzenie,

Byleby chcieli przystać?... (do kochanków głosem tryumfu.)

Zbawienie! zbawienie!...

I coż znów za dziwactwo?

Dziwactwo? — zwycięztwo!...

Zużytkujemy dobrze całe czarnoksięztwo

Talizmanu „po śmierci!“...

Co mówisz?

Hosanna!...

Przedewszystkiem: żart na bok — zaś kochana panna

Musi się zgodzić z nami!... A teraz do rzeczy: —

Że wielkość z śmiercią wzrasta, czy mi kto zaprzeczy?

Otóż — śmierć! i raz jeszcze — śmierć, nadzieją całą!...

Czyś oszalał?

Ach, jeszcze by tego nie stało!...

Ha, ha, ha! przestraszyłem jak fuzją turkawki...

Ba, śmierć!

Aj, nie prawdziwa śmierć — ot, dla zabawki

Śmierć, udana!...

Udana?!...

Zaczynam pojmować...

Myśl dziwna!... Więc nie chciałbyś po śmierci pochować?...

Ale gdzie zaś...

Wybornie!

To by było ślicznie!...

Droga! on dobrze myśli!... Ha, umrzeć — praktycznie!

Tak... z poczuciem najlepszem swej pośmiertnej sławy!...

To, to, to... właśnie, umrzeć tylko dla zabawy,

I swoję wielkość trupią mieć jeszcze za życia...

Piotrusiu, niech cię kaduk!...

Lecz umrzeć...

Bez gnicia

I robaków, przysięgam!

Szalona idea!

Stasieczko!...

Ale nie czas teraz na Romea

Lub Karlosa — i chwili nie ma do stracenia...

Objaśnijże mi...

Miła, trochę powodzenia:

Dobrze będzie!... Ja zmieram...

Nagle —

Skrzydłem wiatru

Piotr roznosi wiadomość...

Do kawiarń — teatru —

Popłoch. — Każdy już widzi śmierć na własnym nosie,

Kto widział mię niedawno...

Wczoraj, w Don-Karlosie —

Nu afiszu najnowszym czytają mą rolę,

A to zpotęgowuje bardziej aureolę

Pośmiertną...

Tłum ciekawych roi się przed domem...

Kto wczoraj kpem nazywał, mieni już ogromem!...

Młodzieńczy trup rozczula najtwardsze centaury —

Pełen nadziei! krzyczą...

Znoszą kwiaty, laury

Na trumnę...

Ależ... przebóg! gdzież nam w tem porada?...

Już o nic więcej niechaj panienka nie bada —

O tem, co z tego może być, nie wiemy sami...

Podobny żarcik jednak nikogo nie splami,

Tem mniej skrzywdzi — a samym, bardziej nie zaszkodzi,

Nawet ulepszyć może: boć ta śmierć łagodzi

Najtwardszych nieprzyjaciół i największe wstręty —

Wierzaj, droga! to żadne nie będą wykręty

Podłe... Niech cię ta trupia maska nie przestrasza:

Jej celem, przekonanie naoczne Tomasza

Niewiernego o pewnych istot człowieczeństwie,

Których on dotąd w ludzkiem widział społeczeństwie

Wyrodkami — bez zasług — z pracą pożyteczną

Poróżnionych... (Stasia ociera łzę.)

O miła! w tę ranę serdeczną

Dłoń włożywszy, on uzna nasze ludzkie prawa,

I nie odgrodzi szczęściu... Czemużeś tak łzawa

Stasieńko?... O! bądź tylko dobrej, błogiej myśli —

To miłość nasza biedna takie środki kreśli...

Nadzieję!...

Dobrze, dobrze! więc coż mi wypada

Czynić?...

Niechaj panienka napowrót się skrada

Do swego pokoiku, tak niepostrzeżenie

Jak przedtem do nas — słówkiem nic więcej o scenie

Owszem, udać przed papą obojętność pewną

Dla... aktora —

Stasieńko, czemuś ty znów rzewną?...

Dalej — dalej —

O wszystkiem... nie pisnąć nikomu!

Aż gdy już głośne krzyki rozniosą po domu:

Żyje! żyje! zmartwychwstał!... jakby na skinienie

Potrzeba zejść tu do nas... (całuje jej rękę.)

Kłaniam uniżenie!

Dziej się więc...

Tyś najlepsza!...

Reszta się ułoży

Sama przez się... A teraz do dzieła, kto hoży!

Oddalam się — postąpię jak mi naznaczono...

Walery!...

O, miej ufność! wszakżeś powierzoną

Miłości mojej!

O, tak — tak! jestem spokojną. —

Bądź zdrowy!

Do widzenia... W szczęściu?...

Sigue explorando

Por su autor
Bronisław Komorowski · 8 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Po śmierci (Komorowski) — Scena IPo śmierci (Komorowski) — Scena VI →

Expediente

Autor
Bronisław Komorowski
Título
Po śmierci (Komorowski) — Scena II
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-po-smierci-komorowski-scena-ii--bronisaw-komorowski-13f871
Cita recomendada
Bronisław Komorowski, «Po śmierci (Komorowski) — Scena II», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-po-smierci-komorowski-scena-ii--bronisaw-komorowski-13f871.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.