CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaBronisław Komorowski

Bronisław Komorowski · Modernismo

Po śmierci (Komorowski) — Scena I

polaco

Słuchaj-no mój Piotrusiu, rzuć już raz ten dziennik

Do djabła! — Ot, wolałbyś raczej patrzyć w sennik,

To choćbyś na loterji może spłatał terno —

A cóż ci z tego przyjdzie, że przeczytasz mierną

Gazeciarską krytykę mej aktorskiej famy?...

To balsam dla artysty!...

Niech takie balsamy

Kaci drą! na coż mi dziś wszelka sława zda się?...

A bah! wszakże złociste krzesło na Parnasie!...

Tak — miejsce na Parnasie! uniżony sługa!

Na ziemi niech artysta do muz sobie mruga

I cieszy parnasową twoją perspektywą,

Bo mniej dla niego pewnie byłaby godziwą

Ludzka żądza — naprzykład...

Bifsztek na pół krwawy...

Głupiś!...

Żónka — przepraszam!...

Co dzisiaj z tej sławy,

Która ani ogrzeje cię, ani przytuli?

Niech sobie kokietują z muzą ludzie czuli,

Głupcy niech poprzestaną na swoim Parnasie:

Dla mnie to nie wystarcza.

Lub raczej, w nawiasie

Powiedziawszy, gwałtowne dają się czuć braki

Pewnej połowy ludzkiej —

O losie w zygzaki

Wysnuty — losie głupi — losie czczy i mglisty

I grzęzki — losie... słowem, o losie artysty!

Niech cię... ha! nie dokończę tej prześlicznej ody...

Patrzcie ludzie! ot, przeciem taki zdrów i młody

Jak na świecie miliony innych — nawet może

Od innych ja czujący bardziej życie boże —

Ja — przecie ani gołąb’, ani też wymoczek:

Ja, z góry zrzec się muszę wszelkich ładnych oczek,

Aktor bowiem, mam muzę i bobkowe liście!

Ha, ha! do nóżek ścielę się panu artyście!

Dziękuję! bardzo pięknie dziękuję! upadam!...

Protoplastą artysty nie jest więc ten Adam,

Któremu na sam tęskno było nad Gangesem,

A Bóg się ulitował i złączył go...

Z biesem...

Nie wspomnę już o bardziej specjalnym przesądzie.

Ku aktorom!

Pan aktor jeździ na wielbłądzie

W oczach świata — strasznemi saharskiemi pustki:

Saharą artystyczna kieszeń, gdzie prócz chustki

Do nosa nic nie znaleźć...

Stare rękawiczki...

A! pardon!... Zaś wielbłądem, są owe pożyczki

Izraelskie...

Niestety! śliczne mi obrazy!

Mój dług!... (skłania głowę na piersi.)

Ten kończy jazdę: arab do oazy

Zawija — zaś artysta poznaje się z kozą...

O terminy!...

O pustki!...

O przesądów zgrozo!...

O serca zapatrzone!...

Ojcowie nieczuli!...

O węże! „coście serca dwa naraz zatruli!...“

O długu mój!...

O leku!...

O nicość!...

O światy!...

O dniu jutrzejszy!...

Sądny dniu!...

Mojej wypłaty!....

O żołądku tęskniący!

Artystyczna sławo!...

Muzo!...

Plumps!... teraz stoisz — ni w lewo, ni w prawo!...

Kędy spojrzeć chcesz — ciemno... przepaść z każdej strony

Pod nogami — tu termin Icka, jak szalony

Piorun wypadać zda się z chmur i godzić..

W kieszeń!

Bardzo smutną... Zginąłem! nie masz już pocieszeń

Dla mnie, tu na tym świecie!

Ej, a coż by na to

Rzekł ktoś — z pierwszego piętra...

Toć mniejsza z wypłatą —

Ale właśnie — i właśnie to piętro...

Rzecz inna!

Piętro — a raczej córka gospodarza: — zwinna

Jak muszka świętojańska — oczki jak dwa bratki —

Szatynka — miód tchnie z ustek, a liczka — opłatki...

To dalipan wartało już popuścić tręzle

Sercu — czyli tam raczej powiedziawszy zwięźle:

„Zakochać się po uszy!“

Ba! „zakochać“ samo

Głupstwem! ale co zrobić z tą przeklętą tamą

Co mię grodzi od Stasi? co zrobić z tym papą

Co ma herb, dom — i w domu swoim jest satrapą!

O, sęk ten pan gospodarz! z ócz można mu czytać

Że w aktorze nie bardzo rad zięcia powitać,

Człowiek wysokich progów i strasznego wąsa —

Przytem zrzęda, na sługi cały dzień się dąsa,

Łaje, gdera i wszystkiem co w domu pomiata,

A nawet, jak wiem pewnie, ma coś i z warjata...

Jako żywo!

Ba, właśnie wiem to od lokaja,

Który po kilku chorych dziennie mu naraja,

I ci służą za kozłów jakiejś tam praktyki

Durnopatycznej...

A więc papa ma swe bziki?

Dobrze wiedzieć.

Tfy! dziwne bo jakieś sposoby

Kuracji, a na wszystkie pod słońcem choroby

Jedne, i mianowicie: machanie rękami

Pod nos choremu, co też czasem i omami

Aż do snu...

To magnetyzm pewnie! a, rzecz nowa,

Teorja cudotwórcza!

Niech sobie kpi zdrowa

Z chorych ludzi! Więc papa ma pasją się biesić

Nad chorymi, i twierdzi, że nawet i wskrzesić

Już po śmierci możnaby owem cudotworstwem...

Mentykaptus widocznie!...

Co gorsza, z aktorstwem

Na bakier... Pietrze, Pietrze! coż że ty przekradać

Umiesz listy do Stasi, albo się ujadać

Z żydami? Jeśliś mądry, powiedz — ja za głupi —

Co będzie gdy mi moję Stasieńkę zakupi

Ten złoty Holofernes, co się o nią stara?

Ej, czyżby?

Ba, czy nie znasz starego tatara,

Którego los bezczelny robi ojcem Stasi,

Na psikus, najwyraźniej!

A któż to się łasi

Do panny Stanisławy? po pierwszy raz słyszę...

Ach, jakże ja ci tego Adonia opiszę?

Usta wprzód przypraw złote, na organ wymowy

Tchnij eterem złocistym — w pierścień brylantowy

Opraw nadto słóweczko każde — każdą zgłoskę —

Pod literą rozumiej tysiącduszną wioskę;

W każdej duszy...

Dość, gwałtu! dość, bo nie udźwignę.

Masz go!

Ej, bo pan mówi przez złotą malignę!

Masz go! z wszystkich stron jego świeci złoto bose!

Aj, aj!

On w złoto bardziej bogaty, niż w rosę

I w kwiaty i w promienie najczulszy poeta!

Ho! tutaj protestuję...

A jego kaleta

Po brzeg pełna pekunią, jak wodą Atlantyk...

Czy młody?

Grat — rudera — z podagrą romantyk!

Bryła złota, przelana na model barona!

A serce?

W bokobrodach i w szkiełku.

Coż ona?

Panna Stasia co na to?

Co? co? — biedne dziecię!

I coż zostaje dla niej oprócz łez na świecie?

Ten wielki mongoł — ojciec — każe iść za cielca:

Dwa dni zostają jeszcze na ślub do popielca,

I w tych dniach będzie może już po mojej Stasi!...

I artyście wieść przyjdzie nadal żywot ptasi!...

Och, och, och!...

Ej, bo coś mi pan naprawdę czmuci?...

Fe, dalipan żałośny!... mię to bardzo smuci,

Gdy pana widzę takim... Gdzie smutek — a aktor?...

Pochlebca!...

Ot, ja sobie już ćwierćwieczny faktor

Tego stanu, i muszę z nim być już do grobu...

Jak osioł wzwyczajony do jednego żłobu,

Nie kwapię się już nawet za wonniejszem sianem.

Kto czyim — moim tylko aktor będzie panem!...

Więc też znam ja już dobrze, dobrze swoich ludzi:

Przy takim panu człowiek nigdy się nie znudzi,

Mówi do cię — i jakby czytał z jakiej roli...

Gdy łaje — możesz przysiądz, że tylko swywoli,

A już o smutku jego człowiek nie zamarzy!...

Po prawdzie, smutek jemu nawet nie do twarzy!

I kiedy ujrzę czasem... ot, jakby w tej chwili

Mego pana — to myślę, że mię oko myli,

Że to nie ten sam pan mój... Gdzież humor? gdzie wena?...

Lecz wszystko dobrze będzie! Najprzód: wiwat scena!

A potem pomyślimy nad zgubą Krezusa...

Poczciwy!... Coż byś myślał?

A gdyby psikusa

Jakiego mu wypłatać, sążnistego?

Na nic!

Jego złoto możniejsze od wszystkich szatanic

I szatanów...

A biesy! użyczcie mi rogów?...

Widzisz, to nie tak łatwo...

Do miljon prologów!

I ta śliczna Stasieńka...

Oh, oh, jego żona!

Ho, to pytanie! hola!... choćbym miał Mamona...

Nie dopuszczę!... Co? w łapy tego...

Podagrzysty!

Tego złotorogiego Apisa?...

Tej glisty

Z żółtem sercem w monoklu?...

Lub w złotym guziku!

A, poczekaj no Waćpan!...

Stój hipochondryku!

Patrzcie, on tylko siebie chce widzieć brylantem!

Musi być egoistą!...

I kutwą!...

Pedantem!

I on miałby aniołka tego?...

Moją Stasię

Kochaną?!...

Stój łupieżco!

Bandyto! a zasię!...

Bah! lecz tu trzeba radzić, radzić przedewszystkiem,

Jakby najlepiej było uporać się z chłystkiem?...

Tak, tak! więc radźmy, radźmy jak się pozbyć łotra...

No — a gdyby naprzykład napędzić mu piotra?...

Pietrze, tyś zawsze piotrem!...

No, no — myślę: boja...

Ale coż to pomoże nam?...

Masz!

Sigue explorando

Por su autor
Bronisław Komorowski · 8 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

Po śmierci (Komorowski) — Scena II →

Expediente

Autor
Bronisław Komorowski
Título
Po śmierci (Komorowski) — Scena I
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-po-smierci-komorowski-scena-i--bronisaw-komorowski-71ed1a
Cita recomendada
Bronisław Komorowski, «Po śmierci (Komorowski) — Scena I», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-po-smierci-komorowski-scena-i--bronisaw-komorowski-71ed1a.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.