Patrzcie na brodę mą białą,
I na te szaty podarte;
Pukałem wszędzie nieśmiało,
Znalazłem chaty zawarte!
Patrzcie na rzéki na błonie;
Brnę przez te śniégi zdaleka,
Teraz tu do was się chronię,
Raczcie wysłuchać człowieka!
Skarb mię nie czekał na świecie,
Byłem śród pracy ubogi;
Teraz już starość mię gniecie,
Ledwie że niesą mię nogi!
Wyszedłem prosić o wschodzie,
Słońce już stacza się z nieba;
Błąkam się dotąd o głodzie,
Ani napoju ni chleba!
Niech was nie gniéwa wołanie;
Dajcie ciepłego napoju!
Abym — uchowaj mię Panie! —
Nie padł przy waszym pokoju!