Na jeziora srébrnéj wodzie
Coraz słabszy promień drży;
Bo już słońce na zachodzie,
Gdzie jak wstęgi leżą mgły!
Tędy strumień tak rozlany
Jak najczystszy ognia płyn;
A tam daléj białe piany
Na powietrze rzuca młyn.
I z uśmiéchem złote chmurki
Oglądają słońca zgon;
Już się skryło poza wzgórki,
Już do modłów woła dzwon!
Będę czekał aż wypłynie
Pełny księżyc w szary mrok;
I z obłoku na mnie skinie,
Bym do chaty zwrócił krok.