CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kochanowski

Jan Kochanowski · Renacimiento

Pieśń VI (Kochanowski, 1882)

polaco

Coby ty urodziwa Hanno! na to dała,

Aby ta twoja gładkość wiecznie z tobą trwała?

Wierzę, w tym wieku młodem ani myślisz o tem;

Ale, byś też i dobrze myśliła, nic potem.

Bo czas nie da trwać żadnej rzeczy w jednej mierze,

A jako wszytko niesie, tak zaś wszytko bierze:

Widziałem ja po ranu piękny kwiat przyjemny,

A widziałem zaś w wieczór zwiędły i nikczemny,

I drzewa, które teraz odziały się w liście,

Złupi z tego ubioru mroźnej zimy przyście.

W temże prawie i człowiek, a w gorszem; bo kwiaty

I drzewa w rok wetują zawżdy swej utraty,

Odmładzając się znowu; ale człowiekowi

Kiedy się raz na twarzy zima postanowi,

A włos śniegiem przypadnie: gęsta wiosna minie,

Niźli z głowy przeziębłej ten zimny rok zginie.

Czemu jeleń pierzchliwy łaskawsze ma bogi,

Któremu wolno zrzucić pochodzone rogi?

Czemu wąż fortunnieszy, który z przyrodzenia

Każdy rok wiotche lata na młodą płeć mienia?

Człowiek, choć wyraz boży, niesposobny na to,

Ani nalazł fortelu na szedziwe lato.

Oszukały się króla tesalskiego córy,

A ojca nieboraka jeszcze barziej, który

Dać gardło musiał dla ich głupiej pobożności;

Bo życząc mu nowych lat i pierwszej młodości,

W nadzieję zioł zchwalonych, spólnie go zabiły,

Żeby wrzeczy starą krew z niego wycedziły.

Potem go czarownica w kocieł wrzącej wody

Wrzuciła między zioła; a ten, nierzkąc młody,

Ale ani wstał żywy; jakoby to było

Kosztowne ziele, coby sto lat wyparzyło.

Przeto póki panuje wiosna w twarzy twojej,

Daj się Hanno! napatrzyć wdzięcznej krasy swojej,

Która nie da nic naprzód ani Fosforowi,

Kiedy napiękniej z morza wynika ku dniowi.

A wy malarze! i wy, co marmor cieszecie,

Jeśli przyszłemu wieku zachować się chcecie;

Malujcie tę piękną twarz i rzeźcie w kamieniu;

Nie był jako żyw Zeuxis w takiem podziwieniu,

Ani zacny Fidias, jako wy możecie

Z tej tylko samej sztuki sławni bydź na świecie.

Ja na farbach malarskich nic się nie rozumiem,

Także wiele z marmorem postępować umiem;

Ale wierszem ozdobnym i rymy gładkiemi,

Mam nadzieję, że z mistrzmi porównam dobremi.

Temi ja przeciw długim latom się zastawię,

A za chęcią cnych bogiń imię twe wybawię

Z niepamięci nieszczęsnej; że o twej urodzie

Będzie wiek późny wiedział i po naszym schodzie.

Nie była wiecznie gładka sławna pani ona,

Dla której mocna Troja z gruntu wywrócona;

By ją był Parys poznał w szóstemdziestem lecie,

Nigdyby był tej trwogi nie wzbudziła na świecie;

Ale jednak, co jej wiek łakomy uszkodził,

To swem pismem życzliwy poeta nagrodził;

Za co, niewiem, przecz go bóg ślepoty nie zbawił,

Ponieważ Stezychora o wzrok był przyprawił,

Że tęż istą śmiał ganić rymem uszczypliwym,

Acz to potem odwołał piórem osobliwem.

Ja ztąd oczu nie stracę i w tem będę stały,

Że chwalić nie omieszkam, co jest godno chwały;

Bo nieleda bóg jako swych darów rozdawa,

Temu łaskawszy, komu co nad ludzi dawa.

Przeto tusz dobrze Hanno, urodziwa! sobie,

Z twoich darow znać, że bóg jest łaskawym tobie;

Który jako ozdobę i piękność szacuje,

Ten czyn niezmierzonego świata okazuje,

Tak pięknie zbudowany. Kto sklepowi temu

Nadobnemi gwiazdami ślicznie sadzonemu,

Nadziwować się może? kto nocoświetnego

Miesiąca, abo słońca niespracowanego

Napatrzył się dowolej, lubo rano wstaje,

Lubo ku wieczorowi prędki bieg podaje?

Taki więc z swej łożnice nowy oblubieniec

Wychodzi, na nim złoty płaszcz i złoty wieniec,

Perłami przeplatany, gore znakomity,

Jego ze wszech namilszej dar niepospolity.

Ale i ziemia nie jest bez swojej ozdoby,

Bo i tę bóg oszlachcił dziwnemi sposoby:

To górami, to lasy, to kryształowemi

Rzekami, to łąkami pięknie kwitnącemi;

A w poły ją przepasał morzem urównanem

Prosto, jakoby pasem srebrem okowanym.

Taki przedewszystkimi polem rozmierzonem

Leci olbrzym udatny pędem niewściągnionym;

Tego na kresie czeka abo trynog drogi,

Abo prędki koń, abo bawoł złotorogi.

Ta takie, co widzimy. Cóż, gdzie nasze oczy

Dosiądz nie mogą? gdzie myśl, która niebem toczy,

Gdzie sama piękność świeci i kształty wszech rzeczy?

Nie może tego pojąć mdły rozum człowieczy.

Dar boży tedy gładkość, a dar znamienity;

Bo jeśli go ten nie da, zinąd nie nabyty,

Jako są insze rzeczy, których człowiek może

Za swem staraniem dostać; tu nic nie pomoże.

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kochanowski · 698 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Pieśń VI (Kochanowski, 1803)Pieśń VII (Kiedy się rane zapalają zorza...) →

Expediente

Autor
Jan Kochanowski
Título
Pieśń VI (Kochanowski, 1882)
Lengua
polaco
Época
Renacimiento
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-piesn-vi-kochanowski-1882--jan-kochanowski-80d55e
Cita recomendada
Jan Kochanowski, «Pieśń VI (Kochanowski, 1882)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-piesn-vi-kochanowski-1882--jan-kochanowski-80d55e.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.