CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJuliusz Słowacki

Juliusz Słowacki · Romanticismo

Pieśń trzecia

polaco

Ho! daleko Czarne morze,

Gdzie się czajki kąpią w pianach.

Palmy, zamki na Bosforze,

Jako trzciny na limanach.

5
Piękny to pożar łąk, oczeretów,

Lecz jakże płonie wspaniale

Wielki las masztów, las minaretów.

Szumcie czajki! szumcie fale!

Ho! kozak panem

10
Błękitnéj fali.

Urra ho! daléj! — urra ho! daléj! —

Z naszym Hetmanem

Urra ho! daléj! —

Nasza czajka szybka, zwrotna,

15
Choć nie błyszczy w malowidłach;

Jak jaskółka czarna, lotna,

Na sitowia leci skrzydłach:

Piędziesiąt wioseł w biegu ją nagli,

Dla Turków niesie podarek,

20
Dwa dział ze spiżu i sto janczarek:

Z szumem wioseł — z szumem żagli.

Ho! kozak panem

i t. d.

Lećcie z nami morskie wrony,

Gdzie południa świéci gwiazda:

25
Lećcie z nami — wam na gniazda

Damy turban zakrwawiony.

Za nami wrony! za czajek śladem!

Dla was co pożar ocali,

Łachmany żaglów — zaszumcie stadem,

30
Z szumem wioseł — z szumem fali.

Ho! kozak panem

i t. d.

Jak wesoło czajki płyną:

Piękny widok przy pogodzie,

Gdy chorągwie się rozwiną.

35
Gdy obwieją nasze łodzie...

Mijamy cmentarz, nasze mogiły,

A tam nas żaden nie słyszy?

Sen ich szanujmy — sen słodki, miły,

Żagle ciszéj! wiosła ciszéj!

40
Ho! kozak panem

i t. d.

Zmarłych uspi blask miesiąca,

I szum brzozy, pieśń ołtarzy;

Równie smutna, dzika, drząca,

Jak zbłąkanych pieśń wioślarzy...

45
Chaty, mogiły, znikają nagle.

Zaszumcie! zaszumcie wiosła!

Bogdaj nas do nich fala odniosła.

Szumcie czajki! szumcie żagle.

Ho! kozak panem

i t. d.

50
Pieśń dziś smutna, czajka pusta,

Lecz powrócą pełne łodzie.

Tym, co zginą, włożym w usta

Piastr wybity w Carogrodzie.

Pacierze za nich a potém wina,

Wina w Weneckim krysztale:

Za pamięć druhów pije drużyna.

Szumcie czajki! szumcie fale.

Ho! kozak panem

Błękitnéj fali...

Urra ho! daléj! urra ho! daléj!

Z naszym Hetmanem

60
Urra ho! daléj!...

Tak dziką pieśnią, przy wioseł pracy,

Chaty żegnali — a przed chatami

65
Na brzegu stali tłumem rybacy,

Starce siczowi, zalani łzami.

Jeszcze niekiedy nóta wędrowna

Od zabłąkanych powraca czajek...

O! pieśni dzika, pieśni czarowna,

70
Zmieszana z dźwiękiem wioseł i grajek,

Upływaj z echem, jak upłynęła

Młodość... tak rybak marzy — i wzdycha,

Wrócił ponury, milczał — sieć cicha

W błękitne fale Dniepru tonęła. —

75
Niech wolniéj pieśń płynie, na moim torbanie

Strón braknie... Któż wyda kozackie pożogi?

Huk ognia, trzask domów co lecą w otchłanie.

Rwę stróny torbanu i ręka drzy z trwogi.

Spiéwając sam jestem jak Turek wybladły,

80
Choć widzę ogniska płonące po chatach:

Zatrważa mię każdy liść z drzewa opadły,

I szelest sumaka co śmiga po kwiatach...

Jak ciche, błękitne przystanie Synopy.

W około na palach podnosi się szaniec,

85
A fale błękitna konała u stopy

Latarni portowéj, gdzie w nocy kaganiec

Oświecał dalekie błękitu odmęty.

Dla kupca, dla majtka, to widok jedyny,

Te mogiemnogie przy groblach uspione okręty;

90
Gdzie statkom podobne krzyżują się liny,

I bielą się żagle — ze strzelnic galery

Wygląda blask spiżu, gdzie drzémie grom bitwy,

Na masztach różnego koloru bandery,

Tak lekkie, krajane jak skrzydła rybitwy.

95
Gdy niebo i morze nie łączą się mgłami,

Ciekawe wejrzenie z wież puszcza się szczytu,

I ściga okręty, z białemi żaglami.

Co zdają się płynąć do nieba błękitu.

Dziś tłumem się grobla napełnia portowa,

100
I fala spieniona do huku zadrzała.

Poznali huk Turcy — to mnogie grzmią działa:

Lecz w któréj to stronie? — Od stron Oczakowa.

To może znać dają galery Sułtana,

Ażeby strzedz portów od hord Zaporoża.

105
Ha! cóż nam te czajki? nam trwoga nieznana,

Sam huk je dział naszych zatopi do morza.

Tak Turcy mówili... Lecz kiedy po fali

Noc ciemna posępne rozciąga całuny

Na czarnych niebiosach błysnęły dwie łuny,

110
To płonie Białogród — Trebizont się pali.

Noc była ponura, a łuna szeroka

Pozłaca xiężyce i szczyt minaretów.

Otwarto żelazne podwoje meczetów,

Przy lampach lud wzywa modlitwą proroka;

115
A potém ufając w przeznaczeń wyroki,

Skończywszy modlitwy, lud wrócił do domów.

I wszystkich w haremach sen ujął głęboki,

Obudzą się może wśród ognia i gromów. —

Gdy Ulem meczetu zamykał podwoje,

120
Nie postrzegł zapewne, lampami olśniony,

Że Turek posępny, ubrany we zbroje,

Stał między filary jak gdyby uśpiony

I ani się ocknął — choć słyszał, ponury

Jęk rdzawych zawiasów i ryglów łoskoty,

125
I widział po ścianach, jak łuny blask złoty

Oświecał żyłami krwawione marmury.

W haremie niewidać że niebo się pali,

Bo mury wysokie, krzew gęsty i drzewa.

Dziewice w złocistéj zebrały się sali,

130
Gdzie płoną pochodnie, róż tchnienie przewiewa.

Jak szczére tam śmiéchy! jak miłe zabawy!

Bo Basza daleko — na cztérech fregatach,

Na czarne gdzieś morze przedsięwziął wyprawy.

Eunuchy w odległych usnęli komnatach. —

135
Dziewice obsiadły sadzawki, gdzie z głazu

Tryskają fontanny lamp ogniem iskrzone.

Z westchnieniem widomém przez gazy zasłonę,

Słuchają miłośnych gazalów Szirazu.

Ta żądzy tajemnéj kraszona rumieńcem,

140
Choć przyszłość zna swoją — a jednak ciekawa,

Dziecinnie się śmieje, gdy w dłoni jéj trawa

Węzłami spojona, rozwija się wieńcem.

Ta smutna, kwiat róży po listku obrywa,

Liść każdy opadły ma tajne znaczenie,

145
Ostatni liść róży jéj przyszłość odkrywa;

Zerwała ostatni, — i słychać westchnienie,

I długo dumała nad kwiatem opadłym,

Ze łzami na twarzy i z czołem pobladłém.

Ta kwiaty obrywa, ta patrzy jak kwitną;

150
Ta chroniąc płeć dłoni od wiosny upału,

Podrzuca na dłoni dwie kule z kryształu.

Lub płoszy wachlarzem mgłę kadzidł błękitną.

Zulema szukając zaciszy i chłodu,

Usiadła samotna na złotém węzgłowiu;

155
I okno otwarła na kwiaty ogrodu.

Noc była tak ciemna — bo xiężyc na nowiu.

Cieniami pokryte fontanny i drzewa.

I tylko przez okna barwione i kraty

Od sali się światło złociste wyléwa.

160
Na drzące pod oknem z kwiatami granaty.

Na niebo zamglone patrzała dziewica,

A myśl jéj igrała z ciemnością i mgłami.

Czy sen to?... Przy blasku niepewnym xiężyca,

Widziała minaret pomiędzy drzewami:

165
Na szczycie z ołowiu, jak światło poranku,

Mignęły płomienie niepewne jak zorze.

Ukazał się rycerz na wieży krużganku,

W turbanie na głowie, w tureckim ubiorze.

Spojrzała dziewica, westchnęła boleśnie,

170
I oczy odwraca, zapomniéć by chciała,

Bo tego rycerza widziała gdzieś we śnie.

Znów patrzy — o nieba! tatarska to strzała

Puszczona pod chmury ze skrzydłem płomienném,

Wróciła na wieżę i zgasła na szczycie.

175
To może w jéj oku zroszoném i senném

Lśni gwiazda przelotna po niebios błękicie?

Lecz skądże się nagle szczyt nieba rumieni?

W około płomienne rozlały się blaski,

I słychać zdaleka trzask głuchy płomieni,

180
I słychać jęk ludu, gwar dziki i wrzaski,

I straszny szczęk broni i grzmienie janczarek.

Na wieży krużganku znów nowe zjawiska,

Od króla polskiego kosztowny podarek,

Złocona chorągiew hetmańska połyska.

185
Gdy miasto w płomieni okryło się wianku,

Chorągiew dla Turków, to całun grobowy;

A przy niéj stał kozak na wieży krużganku,

Żelazem błyszczący od stóp aż do głowy.

W światłości czerwonéj haremu ogrody,

190
Odkryły się kręte gaików zarysy,

I ciche kanałów złociły się wody,

Po wodach cień smutne rzucały cyprysy;

Fontanny jak ze snu zbudzone pożarem,

Tryskają pod niebo złotémi słupami.

195
Wieść straszna, wieść śmierci, przebiega prze harem.

Rzezańce wzruszeni rospaczą i łzami,

Prowadzą dziewicę po jasnym ogrodzie,

Nad kanał, wokoło drzewami zarosły;

Tam róże haremu usiadły na łodzie,

200
A wiosła je szybko od brzegu odniosły.

Czy mamże powiadać? jak czajka w haremy

Przez kraty skruszone na kanał wybiegła?

I krzyki żon Baszy — i radość Zulemy,

Gdy z wieży rycerza przed sobą spostrzegła.

205
Ta postać, wpół żaglem na czajce owiana,

Znajoma Zulemie... Nie zdradzę tu w pieniach,

Tajemnic ukrytych w nieśmiałych westchnieniach,

I w oczach Zulemy i w oczach Hetmana.

.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

Byleby w fali znalazł dolara,

Lub piastr turecki... Ho! baczność wiara!“

„Lecz my szczęśliwsi niż oni w chatach,

Gdy nas obwieją dymem pożary;

235
Miło w tureckich błądzić komnatach.

I pić i złote chować puhary;

Lub leżéć w siatce, gdy kołysana

Lekko się waha, buja na maszcie;

I patrzéć w niebo i drwić z Sułtana.“

240
„A teraz bracia dobrze rozważcie,

Oto zdaleka wieża drewniana,

Czy ją zapalić? czy zrównać z piaskiem?

Oto na wieży latarnia miga,

I brylantowym pali się blaskiem.

245
Niech moja czajka brzegu dościga,

Ja sam pod zręby ogień podłożę.

Lecz jeszcze okiem rzucę na morze:

Jak cudny widok?... Tu czajek dwieście

Które noc kryje i groźna strzeże.

250
Zdala rząd świateł, Pera przedmieście,

Daléj Sofijskie złocone wieże;

Ledwo ich blade widać zarysy

Na ciemném niebie... Tam krzew żałoby

Tureckich grobów widać cyprysy.

255
I w nocy nawet czernią się groby. —

I gwar daleki i morza szumy,

I myśl o wschodnich roi straszydłach:

Zda się że widzę jak widmo Dżumy

Płynie nad miastem, na czarnych skrzydłach.“

260
Już zniknął Hetman — czas szybko bieży...

Cicho i głucho — słychać jęk dziki...

To pewno strażnik skonał?... Na wieży

Błękitne siarki widać płomyki.

I nagłe światło na morze pada,

265
Krwawo się czarna fala rumieni.

I twarz miesiąca zagasa blada,

Słychać huk ognia i trzask płomieni,

I ożywione jak malowidłem

Dalekie miasto, z minaretami

270
Z cieniów wypływa — a tu chmurami

W dymach pożaru zbudzone wrony,

Niekiedy białém migają skrzydłem.

Słychać pisk ptastwa — ogień szalony

Wzmaga się, rośnie. Ogniem owiana

275
Straszniejsza niżli widmo pomoru,

Niżli pochodnia w gmachach szatana,

Swiéci kozakom wieża Bosforu.

„A teraz druhy — hej! do zabawy!...

Daléj! w przedmieścia gdzie Grek zdradziecki,

280
Gdzie kryje złoto kupiec Wenecki;

Lecz pamiętajcie — gdy świt jaskrawy

Pozłoci niebo, wrócić do łodzi,

I przynieść wiele złota z wyprawy;

Będziemy piastry mierzyć na garce.

285
Lecz jeśli kogo szatan uwodzi?

Jeśli się z łupu nie wyspowiada?

Niechaj pamięta, w Żmii janczarce

Pięć kul się kryje, biada mu! biada!“ —

Już świta — świta... Ognie pożarów

290
Gasły przed słońcem — a wschód był krwawy.

Patrzcie! pod miastem chmura kurzawy,

Czy to się zbliża rota janczarów?

Migają zbroje... Zasiąść na ławy,

I szyję harmat zwrócić do wałów;

295
Jeśli się zbliżą? wnet stem wystrzałów

Przywitać Spachów... Nie będzie boju...

Biała chorągiew błysnęła w tłumie,

Posłowie niosą słowa pokoju;

Oto kadzidło hetmańskiéj dumie...

300
Słyszę ich trąby i rozstrojony

Dźwięk surm tureckich, dziki i huczny;

A w tłumie miga kolor zielony:

To jakiś Emir, Basza buńczuczny.

Koń jego szybki jak błyskawica...

305
— „Cóż tam Emirze od twego pana?...“ —

Emir pozdrowił nisko Hetmana,

I rzekł... „Syn słońca a brat xiężyca...“ —

— „Ho!“ — przerwał Hetman „Wasz Sułtan stary

Jak brat xiężyca zbladł przed pożarem.

310
Jeśli cię z jakim przysyła darem,

Chętnie przyjmiemy Sułtana dary;

Lecz póki jestem w brzegach Bosforu,

Póki mam silne prawo zdobyczy;

W darach miéć mogę prawo wyboru. —

315
„Piérwsza jest cerkiew... Dla cerkwi w Siczy

Żądam obrazu... Między ikony

Jest w Carogrodzie obraz święcony,

Obraz co płacze rzewnémi łzami;

A gdy go człowiek w morzu zanurzy,

320
Morze gniewliwie bije falami,

Pieni się, huczy, pryska i burzy,

I póty gniewne podnosi tonie.

Aż pogan statki w falach pochłonie.

Lecz to dla popa — słuchaj Emirze!

325
Niech sobie mnichy walczą cudami;

Póki mam szablę i czajki chyże,

I zamek w Siczy, król nad zamkami,

Póki mam tysiąc raźnego chłopa,

Co po obrazie?... Obraz dla popa. —

330
„Słuchaj Emirze! dla méj drużyny

Złota potrzeba cudnego blasku!

Nie rodzą kruszców nasze krainy,

Dniepr się nie toczy po złotym piasku:

Gdyśmy go cały orali flotą,

335
Pytając... Dnieprze ma twoje łoże

Złoto?... On czajki wyniósł na morze,

Aż po Carogórd, — rzekł: tam jest złoto.

Tu pięć tysięcy jest młodzi z Siczy,

A więc syn słońca, pan twój łaskawy,

340
Da pięć tysięcy piastrów odprawy;

Dla mnie?... jednego niech nie doliczy. —

„Emirze! teraz dar dla hetmana,

Nie piastr turecki, nie malowidło...

Widziałem pyszny pałac Sułtana,

345
Gdzie się on kryje blady ze strachu.

Każcie rozrzucić pałacu skrzydło,

A każdy Kozak gruz weźmie z gmachu,

Z kamieniem w pola Siczy powróci,

Jak skarb przechowa na dnie skarbnicy,

350
Potém ten kamień na grób mi rzuci,

Wstanie mogiła, pod tą mogiłą

Głucho spiącemu, będzie się śniło.

Że w czajce grożę waszéj stolicy.“ —

Sigue explorando

Por su autor
Juliusz Słowacki · 192 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Pieśń trzeciaPiosnka dziewczyny kozackiej →

Expediente

Autor
Juliusz Słowacki
Título
Pieśń trzecia
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-piesn-trzecia--juliusz-sowacki-15d586
Cita recomendada
Juliusz Słowacki, «Pieśń trzecia», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-piesn-trzecia--juliusz-sowacki-15d586.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.