CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Pieśń o burmistrzance

polaco

III.

PIEŚŃ O BURMISTRZANCE.

Z MOTYWÓW LUDOWYCH.

Poszli z siecią rybarczycy

Na wielkie jezioro,

Radują się, weselą się:

Będzie rybek sporo.

A trzcina szeleści...

Radują się, weselą się —

Hej! nasz mocny Boże!

Ja-ć gromnicę na ołtarzu

Woskową położę...

Ja-ć koronek zmówię cztery

I za mszę zapłacę,

Tylko dobry daj nam połów,

Wspieraj naszą pracę!

Poszli zbożni rybarczycy

O poranku, w lecie,

Zapuścili na głębinę

Białe, lniane siecie.

Idą na dno siecie lniane,

Trzcina w krąg szeleści —

O czem prawi chwiejna trzcina?

Jakież niesie wieści?

Czy o skarbach zatopionych?

Czy o rybce złotéj,

Którą złowił rybak młody,

Ginący z tęsknoty.

Czy o siostrze trucicielce?

Czy o zdradnej żonie,

Co, zabiwszy swego męża,

Poszła spać na tonie?

Z żalu poszła i rozpaczy

I śpi do wieczora,

A zaś nocą wstaje z głębin,

Siada u jeziora.

Widzieli ją starzy ludzie:

Wyżarte ma oczy,

Łono w szmaty poszarpane,

Ręka we krwi broczy...

Starzy ludzie ją słyszeli —

Woła na wsze strony:

— Oczy wzrok mi twój wypalił,

O mężu zdradzony!

Płyną zbożni rybarczycy,

Siecie idą na dno —

Dobry połów! ciągnij, bracie!

Wyciągnąć nie snadno!...

Widać, szczupak choć na łokieć,

Albo jesiotr duży —

Kto się umie wziąć do dzieła,

Temu szczęście służy...

A trzcina szeleści...

Hej! nie szczupak to, ni jesiotr —

W białe, lniane siecie

Ułowili rybarczycy

Niewiniątko-dziecię.

Niewiniątko ułowili,

Niosą je do miasta:

Każ-że dzwonom bid, burmistrzu,

Gdzież ta zła niewiasta?!

Gdzież ta matka? Gdzież zbrodniarka?

Dziewczyna czy pani?

Wstydem serca napełniła,

Miecz katowski dla niéj.

Miecz katowski albo topiel

Na wieczną pogardę —

Każ-że dzwonom bić, burmistrzu,

Sądy sprawuj twarde!...

Biją dzwony, po ulicach

Głoszą głosiciele:

Hańba spadła na gród stary,

Wygnała wesele!

Na jeziorze, na głębokiem,

W białe, lniane siecie

Ułowili rybarczycy

Niewiniątko-dziecię.

Burmistrz zasiadł na straszliwe

Sądu sprawowanie:

Która w duszy ma niewinność,

Niech przed sądem stanie!

Biją dzwony uroczyste

Na kościelnej wieży,

Do ratusza, przed burmistrza,

Orszak dziewic bieży.

Spieszą tłumnie, w białych sukniach,

Z liliami w ręku —

Nie boją się głosicieli

Ani dzwonów dźwięku.

Nie boją się błysku miecza,

Ni młyńskich kamieni;

Jeszcze nam się wian ruciany

Na skroniach zieleni!

Jeszczeć białe w naszych rękach

Nie zwiędły lilie!

Która winna, niech jej oczy

Mokra rosa pije!

Wszystkie zeszły się dziewice

Z różanymi wianki — — —

Dzwony biją, a trzcina szeleści — — —

Niema jednej między niemi

Panny burmistrzanki...

A trzcina szeleści...

Gdzież ma radość? gdzież me szczęście?

Koniec z mą nadzieją?!

Wstał pan burmistrz, okiem wodzi,

Nogi mu się chwieją.

Bijcie, dzwony! Niech głos płynie

Nad ranne niebiosy!

Zjaw się, córko! chroń od hańby

Siwe moje włosy!

Biją dzwony, ku jezioru

Straszne lecą wieści,

Nad jeziorem chwiejna trzcina

Szeleści, szeleści...

O czem szepce trzcina chwiejna?

Czy o rybce złotéj,

Którą złowił rybak młody,

Ginący i tęsknoty?

Czy o siostrze trucicielce?

Czy o zdradnej żonie,

Co, zabiwszy swego męża,

Poszła spać na tonie?

Ni o siostrze, ni o jęku,

Idącym w wsze strony:

Oczy wzrok mi twój wypalił,

Mężu mój zdradzony!

O rybakach trzcina szepce,

Którzy w lniane siecie

Ułowili, zamiast rybki,

Niewiniątko-dziecię.

O tej biednej burmistrzance,

Co na brzegu siadła

I żałuje, i narzeka,

Nieszczęsna, pobladła.

U stóp wianek poszarpany,

Zmięta lilia biała...

Hej! niegodnam-ci ja życia,

Śmierć mi pozostała!...

Szumiej trzcino! niech twe szumy

Idą w świat daleki:

Na dnie moje dzieciąteczko

Śpi już, śpi na wieki!...

A dzwony dzwonią na wieży...

Nie będziesz mi w słońcu rosło,

Jak ten kwiatek w polu,

Patrzeć w oczy mi nie będziesz,

Dusza kona z bolu!...

Bijcie dzwony, wstyd mój głoście,

Wstyd wypiję do dna,

Już mi tylko śmierć została,

Świata-m ja niegodna!

Przyjdźcie po mnie, pachołkowie,

Zapłacę za winę:

Niech dziewice spojrzą na mnie,

Niech z tej hańby zginę.

Niech mi ojciec własną ręką

Wydrze serce z łona,

Niech się córki swej wyrzecze

Matka ma rodzona...

Niech odepchnie mnie w żałości

Ma jedyna siostra:

Gdzież jest kara na zbrodniarkę

Za gorzka, za ostra?

Spieszcie, spieszcie, pachołkowie —

Co prędzej! co prędzéj!

Przed trybunał zaprowadźcie

Widmo mojej nędzy!...

Pospieszyli pachołkowie,

Przed sądy ją wiodą —

Na topielną śmierć skazano

Burmistrzankę młodą.

Hej! tonęła burmistrzanka

Na wielkiem jeziorze,

Widzi: ojciec łzę ociera —

Mój Boże! Boże!...

Żal jej życia się zrobiło —

Tak pięknie dokoła —

I na ojca rodzonego

Żałośnie zawoła:

— Ratuj-że mnie, ojcze drogi,

Wyciągnij te dłonie,

Niechże córka twa rodzona

Tak marnie nie tonie!

— Toń-że do dna, córko moja,

Nieszczęsna, toń do dna,

Boś ty świata już bożego

Niegodna! niegodna!

Biją dzwony,

Głucho biją,

A trzcina szeleści...

Hej! tonęła burmistrzanka

Na wielkiem jeziorze,

Widzi: siostra łzę ociera —

Mój Boże! Mój Boże!

Żal jej życia się zrobiło —

Tak pięknie dokoła —

I na siostrę swą rodzoną

Żałośnie zawoła:

— Ratuj-że mnie, siostro droga,

Wyciągnij te dłonie,

Niechże siostra twa rodzona

Tak marnie nie tonie.

— Toń-że do dna, siostro moja,

Nieszczęsna, toń do dna!

Boś ty świata już bożego

Niegodna! niegodna!

Biją dzwony, głucho biją,

A trzcina szeleści...

Hej! tonęła burmistrzanka

Na wielkiem jeziorze,

Widzi: matka łzę ociera —

Mój Boże! Mój Boże!

Żal jej życia się zrobiło —

Tak pięknie dokoła —

I na matkę swą rodzoną

Żałośnie zawoła:

— Ratuj-że mnie, matko droga,

Wyciągnij te dłonie,

Niech twa córka w tym jeziorze

Tak marnie nie tonie!

— Nie dam ci ja, córko moja,

Tak marnie iść do dna,

Choć sędziowie obwieścili,

Żeś świata niegodna!...

Sprawiedliwe-ć trybunały —

Sam ojciec rodzony

Z łzami w oku kazał dzwonić

W te pogrzebne dzwony.

Aleć serce twojej matki

Wyroku nie powie —

Ratujcie mi córkę drogą,

Niezłomni sędziowie!

Ratujcie mi córkę drogą,

Ratujcie jej wiosnę —

Albo niech i dla mnie dzwonią

Te dzwony żałosne...

Zmilkły dzwony na dzwonnicy,

Ucichło powietrze...

A tylko trzcina szeleści...

Powracają w dom sędziowie,

A lica ich bledsze...

Powracają w dom, za nimi

Orszak dziewic bieży:

Lilie w ręku, a na skroni

Mają wianek świeży...

Zmilkły dzwony, tylko trzcina

Nad wodą szeleści...

O czym-że to, szumna trzcino,

Przynosisz nam wieści?

— Ani o tej rybce złotej,

Ni o zdradnej żonie,

Ni o siostrze-trucicielce

Ślę ten szum na tonie.

Ani o tych rybarczykach,

Którzy w lniane siecie

Ułowili nie jesiotra,

Lecz niewinne dziecię.

Ani o tej burmistrzance,

Co nad brzegiem siada,

Z podeptaną u stóp rutą,

Żorująca, blada.

Szumię sobie hej! o matce,

Która poszła do dna

Za tą córką, choć ta córka

Świata już niegodna...

I szumi tak na wieki...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Pieśń irlandzkaPieśń o pani, co zabiła pana →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Pieśń o burmistrzance
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-piesn-o-burmistrzance--jan-kasprowicz-9d0ca5
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Pieśń o burmistrzance», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-piesn-o-burmistrzance--jan-kasprowicz-9d0ca5.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.