CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaWolfram von Eschenbach

Wolfram von Eschenbach · Medieval

Parsywal

polaco

Do pałacu się udali,

sto pająków napotkali,

w wszystkich świec mnogo płonie,

a oprócz tego w każdej stronie

pełno się mniejszych świeczek bieli.

I miękkich łożnic sto ujrzeli,

a na nich sto poduszek leży;

na każdej czterech wraz rycerzy

wczasu zażywać może.

Z osobna stoi każde łoże,

kobierzec każde z nich przedziela.

Wszystko to króla Frymutela

mógł sobie sprawić syn, co z pieczy

nie puścił także jednej rzeczy,

wcale nie skąpiąc złota.

Z marmuru była to robota

te trzy kominki czworogranne!

A na nich ognie bezustanne

z lignum aloë — tak się zwało

kosztowne drzewo. — Nie widziało

tu w Wildenburgu żadne oko

ognisk płonących tak szeroko.

Samci gospodarz w tej godzinie

tuż przy środkowym siadł kominie

na krześle miękko słanem.

Rozkoszy nie był panem

żadnej na świecie — nie! — on nie żył,

lecz wciąż się z śmiercią mierzył.

Gdy się Parsywal w zamku stawił,

wnet się przyjaźnie z nim rozprawił

ten, co w gościnę go zaprosił;

od razu słowo doń wygłosił,

aby się zbliżył, nie stał dłużéj

a usiadł obok: „niech wam służy

to miejsce przy mnie; siadać zdala,

na to gościnność nie pozwala“.

To rzekł gospodarz nieszczęśliwy.

Był schorowany, więc nie dziwy,

że potrzebował, na wpół skrzepły,

wielkiego ognia, sukni ciepłéj:

z wierzchu i spodu temu gwoli

dostatnią suknię miał z soboli

i płaszcz rzęsisty miał na sobie,

czarny i szary: w tej ozdobie

najgorszy skrawek wart pochwały.

Takiż z soboli okazały

kołpak na głowie miał dwucięty,

górą z arabska burtą spięty,

a w środku na nim spina

z przezroczystego rubina.

I przed rycerskich szereg gości

wniesiono oznaki żałości.

Do środka giermek drzwiami wskoczył

z oszczepem w ręku (gdyś go z oczyłzoczył,

tak wraz do żalów byłeś rączy).

Krew z jego ostrza tak się sączy,

że aż na dłoń po drzewcu spływa

i gdzieś w rękawie się ukrywa.

Jak tam jęczeli, jak płakali

w onej rozległej sali!

Nie umiałyby tej boleści

podołać ludy z ziem trzydzieści!

I tak naokół każdej ściany

podniósł się oszczep krwią oblany,

co uczyniwszy, wnet za progi

skierował giermek swoje nogi.

Potem się ludu żal ułożył,

co z tego bolu się wytworzył,

gdy owy giermek wniósł był w ręku

oszczep do sali, sprawcę jęku.

A jeśli was nie znużę,

to dalej wam posłużę

i rad opowiem od początku

o cnych sprawowań dalszym wątku.

Przy samym końcu sali

otworzyły się drzwi ze stali,

a niemi weszły dwie dziewoje —

Słuchajcie, jakie na nich stroje!

Wielką-by miłość temu dały,

ktoby w ich służbę poszedł, śmiały.

Przecudne to kochanki!

Dwa na ich włosach wianki,

uwite z kwiatów miłej woni.

Każda z nich niosła w dłoni

świecznik złocisty; włos z ich głowy

spływał, rozwiany, długi, płowy.

I świece niosły zapalone.

Nie trza zapomnieć, w jakiej one,

Cudne dziewice, lśniły szacie,

gdy je ujrzałeś w tej komnacie.

W sukni grafini z Tenabroku

brunatny szkarłat błyszczał oku,

w takimże stroju jej powierna.

Fałdów i sprzączek moc niezmierna,

a nad biodrami, w smukłym stanie,

podwójne miały przepasanie.

Z kolei weszła wraz z swą drużką

księżna, a każda z nich z sztalużką

z słoniowej kości utoczoną.

Kraśne ich wargi ogniem płoną.

Wszystkie się pokłoniły,

a dwie z nich ustawiły

przed gospodarzem swe sztalugi.

Tak się sprawiwszy, wierne sługi,

mając przystojność cną na względzie,

stanęły wszystkie w jednym rzędzie.

Na wszystkich czterech jednakowy

błyszczał się strój od stóp do głowy.

Co się nie stało, patrzcie, daléj!

Dwa razy cztery pań do sali

weszło za niemi: w ręku świéce

dzierżyły cztery dziewice,

a drugie cztery za te progi

przyniosły kamień drogi.

Wszystkim on znany jest z nazwiska —

Granat-hiacynt — a tak błyska,

jak słonecznego światła smugi.

Kamień szeroki był i długi,

rznięty w tak gładkie, cienkie płyty,

że może być na stół użyty,

przy którym do uczty nielada

sam-ci gospodarz siada.

Jak gdyby za rozkazem,

przy gospodarzu wszystkie razem

stanąwszy, głowy swe skłoniły.

Cztery z nich płyty położyły

na owe z słoniowej kości

sztalugi takiej białości,

że niczem jasność śniegu.

Potem stanęły znów w szeregu.

Od świeżej trawy zieleniéj

na wszystkich ośmiu się mieni,

aksamit z Agagugi,

dobrze skrajany, suty, długi.

A w samym środku strój był spięty —

pas miał kosztowny wązko cięty!

Każda z tych ośmiu niebianek

miała na włosach wianek,

uwity z kwiatów niewielu.

Hrabia Iwain na Nonelu,

a także Jernis, pan na Rylu

pomimo mil dalekich tylu,

dali w tę służbę córy swoje:

Co za przedziwne stroje

miały księżniczki te hoże!

Od ości ostrzejsze dwa noże,

godne podziwu okrzyku,

przyniosły z sobą: na ręczniku

każdy z nich leżał, srebrzysty.

Mistrz je wykonał rzeczywisty,

a takiej były ostrej siły,

że nawet stalby przekroiły.

Poprzed tem srebrem znowu inne

cztery panienki szły niewinne,

cztery wybrane, cne dziewice,

niosące w ręku jasno świéce.

I tak ich weszło sześć do sali.

Zważcie, co tu się stało daléj.

Pokłoniły się... Potem z koła

dwie, przybliżywszy się do stoła,

złożyły noże swe na płycie,

a zasię przeszły należycie,

gdzie się postacie lśnią dziewicze

w liczbie dwunastu... Dobrze liczę,

jest osiemnaście ich w tej porze.

Lecz znowu idzie sześć — a hoże,

a w drogie suknie naodziane,

na poły z plialtu tkane,

na pół z bisioru z Niniwy.

Te więc i pierwszych sześć — o dziwy!

miały wzorzyste odzienie —

dwanaście sukien — po cenie

najdroższej zakupionych.

W ślad strojnych dziewic onych

weszła na końcu królowa,

a tak jaśniała jej głowa,

że wszystkim się zdawało,

jak gdyby wokół zadniało.

Szła w sukni cudnego wzoru

Z arabskiego bisioru,

A zaś w jej ręku się mieni

na achmardowej zieleni

ta „Rozkosz Raju“ — z korzeniem

i z konarami: imieniem

Grala to rzecz nazwana,

nad wszystko w świecie wybrana.

A ta, co go dźwigała,

Repaus de Zoj się zwała.

Ta zaś właściwość Grala,

że trza od fałszu być zdala,

że trza niewinność swą zachować,

gdy jego służbę chcesz sprawować.

A zaś przed Gralem przyniesiono

sześć szklanych latarń, które pono

nie mało strawy miały w sobie:

balsam się palił w nich w tej dobie.

Gdy przekroczyły próg dziewice,

niosące w ręku te szklenice,

pełne balsamu, wraz z królową

skłoniły się przystojnie głową,

potem królowa, tak jak była

pełna godności, postawiła

przyniesionego z sobą Grala

przed gospodarzem. Parsywala

zaduma schwyci wnet głęboka,

tak że nie spuszczał długo oka

z onej królowej bogatéj,

co wniosła Grala do komnaty,

a której płaszcz krył mu ramiona.

Do osiemnastu tamtych grona

te siedem w rychłym czasie

zwróciły kroki, w środek zasię

tę najprzedniejszą wzięły.

Tak wokół niej stanęły —

Wzdyć po dwanaście z każdej strony,

a ona z blaskiem korony

na swem królewskiem czole,

lśniła urodą w tem kole.

A dla rycerzy, co w te progi

zeszli się w liczbie tak mnogiéj,

byli do służby dodani —

jeden na czterech — szambelani,

z złotemi misy do wody;

za każdym pazik stał młody,

co biały ręcznik dzierżył.

Bogactw-byś wszystkich nie zmierzył.

Sto było stołów daléj,

które wniesiono do sali,

a zaś przy każdym, tak wypadło,

czterech rycerzy siadło.

Na wszystkie stoły należycie

bielutkie dano nakrycie.

Gospodarz sam na duszy chory,

umył swe ręce tej pory,

Parsywal wnet to samo zrobił.

Jedwabny ręcznik przysposobił

syn im hrabiowski, na kolana

co tchu przykląkłszy u stóp pana.

Na wolnych miejscach, po za stołem,

po czterech paziów stało kołem,

by służby swej nie zapomnieli

około tych, co tam siedzieli.

Dwóch z tych pazików, klęcząc, kraje,

a drugich dwóch co tchu rozdaje

jedzenie wokół i napoje,

spełniając chętnie służby swoje.

Teraz powiedzieć mam ochotę

coś o bogactwach: statki złote

na czterech wozach rozwozili,

aby z nich jedli i pili.

Wokół ścian czterech je ciągnęli.

Czterej rycerze stawiać jęli,

owe naczynia dłońmi swémi

przed gośćmi ucztującymi.

Za każdym wózkiem pisarz kroczył,

aby niczego nie przeoczył,

ażeby baczyć, czy też w ładzie

chowają statki po biesiadzie.

Teraz opowiem rzecz wam inną —

stu giermków służbę miało czynną:

W ręku ręczniki świeże,

chleb z Grala przed rycerze

kładli po stołach sowicie.

Tak mi mówiono — wy wierzycie

i przysięgniecie wszyscy na to,

że Gral miał strawę bogatą

(jeżeli kłamstwem moje słowa,

to fałsz i we was się chowa).

Niech się kto o co zapyta,

wszystkiego znajdzie do syta:

potrawy zimne i gorące,

stare i świeżość mające,

mięso domowe i dziczyzna.

Może niejeden, wątpiąc, wyzna,

że niebywałe są to rzeczy:

niech z niedowiarstwa się wyleczy,

bo wszak o Grala tu chodzi,

co dolę świata słodzi

swojemi dary i prawdziwie

niebieskiej równa się niwie.

Z złotych kubeczków do potrawy

brano potrzebne przyprawy:

pieprz, sos i wszelkie kwasy.

I wstrzemięźliwi i opasy

mieli w podaniu gładkiem

wszystkiego podostatkiem:

wino i syrop, sok morwowy,

gdyś kubek w ręku miał gotowy;

i inne, jakie chcesz, napoje,

płynęły hojnie, niby zdroje,

z Grala, co dzisiaj oto

z taką niezwykłą szczodrotą

ugościł naraz tyle luda.

Wszystkie bogactwa, wszystkie cuda

widział Parsywal, lecz w swem łonie

nie miał odwagi pytać o nie.

Pomyślał sobie: „W dobrej wierze

Gurnamanz radził mi szczerze,

bym się nie pytał zbyt dużo.

Co tu się dzieje, jak tu służą,

jaki tu zwyczaj się wyłania,

może się dowiem bez pytania,

wszak i u niego-m tak się sprawił“.

Kiedy tak dumał, wnet się zjawił

giermek, niosący miecz w swym ręku:

za pochwę mógłbyś dać bez lęku

choć tysiąc grzywien; w rękojeści

piękny się rubin mieści,

a żeleść jego cuda może

spełniała w niejednej porze.

Gospodarz miecz gościowi wręczył,

mówiąc: „nim Bóg mnie tak umęczył

na mojem ciele, jam w potrzebie

miał go niejednej, teraz ciebie

chcę nim obdarzyć, niech ci będzie

nagrodą za to, gdy na względzie

zbyt tu nie miano twej osoby.

Dzierż go, a on ci każdej doby,

gdy potrzebujesz jego cnoty,

da przebyć ciężkie obroty“.

Że się nie pytał teraz — nieba! —

wielce żałować mi go trzeba.

Żal mi jest także gospodarza,

że go choroba trapi wraża;

zadałoby jej kres pytanie.

Wtem się skończyło ucztowanie

i cała służba, jak najęta,

zaczęła zbierać sprzęt do sprzęta —

na cztery wozy je złożono.

Jak przedtem, owych dziewic grono

zadanie spełnia swoje,

tylko, że teraz dziewoje

ostatnie idą na przedzie.

Grono to kroki swoje wiedzie

znów do świętego Grala.

Do gospodarza i Parsywala

królowa schyli swe lice,

a za nią wszystkie dziewice —

i z wszystkiem poszły daléj,

z czem się zjawiły w tej sali.

W ślad ich Parsywal wzrok potoczy.

I wnet ujrzały jego oczy

w jednej komnacie, nim się dźwierce

zawarły znowu, cud — kobierce,

a na ich miękkiej pościeli

starego człeka włos się bieli,

a piękność w starcu tym się mieści,

o jakiej przedtem nie miał wieści.

Mąż ten — w przesadzie-m nie skwapliwy,

bardziej niż siwa mgła, był siwy.

Sigue explorando

Por su autor
Wolfram von Eschenbach · 14 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Maniger klaget die schonen zitUō der zinnē →

Expediente

Autor
Wolfram von Eschenbach
Título
Parsywal
Lengua
polaco
Época
Medieval
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-parsywal--wolfram-von-eschenbach-533b8b
Cita recomendada
Wolfram von Eschenbach, «Parsywal», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-parsywal--wolfram-von-eschenbach-533b8b.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.