CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Oni i my

polaco

VIII.

ONI I MY.

I.

»Za wiele żółci macie, a za mało

Serdecznych uczuć kryształowej rosy!

Przed nami duszę zamykacie całą,

A gorzką skargę rzucacie w niebiosy

I, przepełnieni swem własnem cierpieniem,

Schylacie głowy, jak czerwcowe kłosy,

Które grad pobił lodowym kamieniem,

I nie wierzycie w ciepłą dłoń anioła,

Mogącą blade orzeźwić wam czoła.

II.

W łachman się chłopski okrywacie z dumą,

Od naszych stołów uchodząc zdaleka.

O, i krzyczycie niedojrzałym tłumom:

»Niemasz tam, niema szlachetnego człeka!

Oni wam kwilą na miłosną nutę,

A dłoń się waszych uścisków wyrzeka

I piersi w pancerz żelazny zakute,

A gdy się który do braterstwa przyzna

I ust wam poda: strońcie, tam trucizna!«

III.

Wszystko, co piękne, wszystko, co szlachetne,

We waszych oczach marą lub głupotą;

Rycerskie hasła i zwycięstwa świetne

I skroń, koroną przystrojona złotą

W urągowisku u was i pogardzie.

Niwelacyjną zajętym robotą,

Wielkie tryumfy widzącym w petardzie,

Ze spiekłej wargi wieczne krzyki płyną:

Hej, chodź, Spartaku! hej, chodź, Katylino!

IV.

Zbrojni w nożyce fałszywej nauki,

Ufni skalanych zwolenników mnóstwem,

Pragniecie pociąć w najdrobniejsze sztuki

Węzeł, człowieka kojarzący z bóstwem.

Święte małżeństwo religii z rozumem

Wy karygodnem zowiąc cudzołóztwem,

Gasicie słońce zachwytów przed tłumem,

Każąc natomiast w bezwstydnej nagości

Szukać rozkoszy, siły i mądrości.

V.

Rwiecie nas naprzód, ale wasza droga

Rani nam stopy jadowitem zielem;

Wznosicie kościół, lecz kościół bez Boga,

A w nim z was każdy kapłanem mścicielem.

Odwieczne prawdy bezrozumną mrzonką

I Chrystus dla was płonnym marzycielem.

Pod apostolstwa niewinną osłonką,

Lud odrywacie od jasnego nieba,

Krzycząc z nim razem: chleba! chleba! chleba!

VI.

O nie tak! nie tak! niecni matkobójce!

Macież podkładać pod upadłe chaty

Świeże wciąż iskry i męczeństw ogrójce

Nowymi ciągle powiększać rozbraty?!

Uchwyćcie wiary pochodnie w swe ręce,

Ducha w pokory przyobleczcie szaty,

Wtórujcie ładu i zgody piosence

I bądźcie więcej wylani i szczersi,

A my do swojej przytulim was piersi.

VII.

Zadowoleni bądźcie raz z tej strawy,

Którą wam wieki zgotowały dawne:

W kradzieży smutnej nie szukając sławy,

Rzućcie roszczenia śmieszne i zabawne;

Lud nasz do ofiar wiedźcie i poświęceń,

Ucząc, że stany święte są i prawne,

Że ziemska rozkosz znakiem zezwierzęceń,

I w tej szlachetnej nie ustając pracy,

Przestańcie pytać: Henryk czy Pankracy?...«

VIII.

Tak mówią oni... i z swych posterunków,

Na swe gasnące już patrząc ogniska,

Albo się ku nam do bratnich całunków

Poniżyć raczą, widząc, że śmierć blizka,

Lub, dawnych zwycięstw upojeni wonią,

Nie wierząc w przyszłość krwawego igrzyska,

Walczą bezpłodnie śmiechem i ironią,

Lub też, przejęci »oburzeniem świętem«,

Od nas swe oczy odwracają z wstrętem.

IX.

A my? czyż mamy czekać ze spokojem,

Aż się rozegra ten dramat dziejowy,

Którego pierwsze akty łzą i znojem,

Brakiem miłości, światła, karmi zdrowej;

A bohaterem, co swą pierś wypręży,

By zerwać pęta, ten olbrzym ludowy,

A katastrofą — szczęk krwawych oręży,

A epilogiem — równość i swoboda,

Chleb i królestwo miłości i zgoda?...

X.

My idziem naprzód, pragnąc waszej ręki,

Jeśli nam szczere przynosi sojusze;

Jesteśmy zawsze skłonni do podzięki,

Jeśli swą duszą grzejecie nam duszę.

Umiemy uczcić te męże ze stali,

Eleazary i Makkabeusze,

Co swoje życie dla idei dali —

Umiemy uczcić, choćby ich męczeństwo

Dla dzieci nowe przyniosło przekleństwo.

XI.

Lecz się nie damy ukołysać pieśnią

Owej przeszłości, co dzisiaj ruiną;

Dla nas z grobowca, pokrytego pleśnią,

Uzdrawiające kaskady nie płyną!

Ojce w zwycięstwach nie szukali chluby,

Aby zgotować gnuśny spokój synom:

Oni pragnęli, byśmy, jak cheruby,

U dziejowego postawieni tronu,

Błyskali mieczem przebojów do zgonu.

XII.

Lecz się nie damy uwieść ani zgłupić

Owym szalbierzom społecznej mennicy,

Co fałszywemi grzywny chcą okupić

Krew z naszej piersi, łzę z naszej źrenicy,

My się nie damy zgnieść kamiennym murem,

By tylko błyszczeć na dziejów stronnicy,

Pisanej waszych najemników piórem,

I nie odbierzem swoim dzieciom strawy,

By wasze dzieci miały chleb łaskawy.

XIII.

Wam, przyodzianym w samowładztwa delie,

Trudno się wyrzec złocistej poduszki,

Trudno ubóstwa przyjąć ewangelię:

Milej kornymi otoczyć się służki,

Milej się zakuć w zbroicę dogmatu,

Ludzkie rozumy zmienić na podnóżki

I tak panować zgłupiałemu światu

I, z rafineryą, w szaleństwie zaciekłem,

Wyroki swoje pieczętować piekłem.

XIV.

O stójcie! stójcie! Ascetycznych sukien

Kraj się w tym wielkim zapędzie odwiewa,

A z pod tych grubych, z pod włosiennych włókien,

Któremi każden z was się przyodziewa,

Wygląda nagość bezwstydnej niecnoty!

O stójcie! stójcie! Krzyżowego drzewa,

Uświęconego męczeństwem Heloty,

Co świat chciał zbawić szlachetnem marzeniem,

Nie znieważajcie tem brudnem ramieniem!

XV.

Głosim swobodę myśli, wolność ducha,

Wierząc w rozsądek i szlachetność ludzi,

Nie w katowskiego potęgę obucha.

A kiedy dzisiaj już nas nikt nie złudzi

Zaobłocznego wesela fantomem,

Nie będziem czekać, aż nam łan rozgrudzi

Zews lub Jehowa swoim ostrym gromem,

Lecz sami schwycim pługi w rękę czarną

I tu będziemy siali szczęścia ziarno.

XVI.

Na gruncie, dłonią uprawionym własną,

Wznosim świątnicę nowym ideałom,

Nie na wzór waszych kamienną i ciasną,

Ale sterczącą ponad ziemią całą;

Jej Przenajświętszem: to człowieka serce,

A w niem Bóg-Miłość, otoczony chwałą,

Płonie, jak promień w porannej iskierce,

A kolumnami, na których się wspiera:

Rozsądek, piękno, cnota, prawda szczera.

XVII.

Idziemy naprzód! dalej! dalej z nami!

Lepiej wziąć topór, niż paść pod toporem!

Idziemy naprzód, lecz nie ze stryczkami.

Nie ze sztyletem, skrytobójców wzorem!

Idziemy naprzód na otwarte pole,

Idziemy jawnym i ubitym torem —

Idziemy walczyć za ludzkości bole!

Śmierć albo życie! jedna ostateczność:

Dalej! Dziejowa zmusza nas konieczność!...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Ognie pastuszkówOrzeł (Kasprowicz) →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Oni i my
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-oni-i-my--jan-kasprowicz-8835a5
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Oni i my», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-oni-i-my--jan-kasprowicz-8835a5.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.