CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJuliusz Słowacki

Juliusz Słowacki · Romanticismo

Odpowiedź na „Psalmy przyszłości” (1909)

polaco

Podług ciebie, mój szlachcicu,

Cnotą naszą — znieść niewolę.

Ty przemieniasz ziemską dolę

W żywot ducha na księżycu;

Głosem dziecka wołasz: czynu! 5

Czynu — czynu naród czeka.

Lecz ty wiesz, bez ducha gminu

Jaka słaba pierś człowieka...

A ty, który budzisz czyn,

Gdy spojrzałeś w ludu oczy, 10

Rzekłeś, że z nich rzeź wyskoczy!!

A kto inny jest — niż gmin?

Nie tak — nie tak, mój szlachetny,

Bo czyn ludu nie piosenka.

To nie w herbie z mieczem ręka, 15

To nie ród imieniem świetny,

To nie pieśni próżny twór,

To nie buntu próżna mara,

To nie chmurny lot Ikara,

Gdzie zasługą upaść z chmur! 20

To nie na słońc, gwiazd granicy

Z kochankami mdlejąc latać,

Włosy splatać i rozplatać,

Tchnienie tracić w błyskawicy;

Ale twardo, ale jasno 25

Śród narodu swego stać,

Myślą bić, chorągwie rwać,

Świecić czynu tarczą własną!

W drogę, choćby niepowrotną,

Ale prostą — naprzód twarzą, 30

Z piersią czystą, choć samotną,

Choć ją sztyletami rażą,

Z twarzą smętną, ale białą,

Chrystusową, choć zwiędniałą,

A ciągnącą lud do siebie 35

Niesłychanym Bożym czarem:

Takim duchem i sztandarem

Być na ziemi — jest być w niebie!

Jam spróbował na mej głowie,

Nakształt gwiazdy kałakuckiej, 40

Nosić gwiazdę myśli ludzkiej

I z tą gwiazdą żyć surowie.

I przybiegli aniołowie,

Aniołowie Betleemscy —

A odbiegli ludzie ziemscy 45

I drzwi moje pożegnali,

I przeklęli... me domowe

Duchy — serce — moję głowę —

Każdy włos poprzeklinali...

A jam przecie, bez ich wiedzy 50

I bez serc ludzkiego ciepła

Czuł, ze w żyłach: krew nie krzepła.

Ani na rozstajnej miedzy,

Która świat od Boga dzieli,

A do przyszłych idzie światów, 55

Rosło mniej tęczowych kwiatów,

Choć suszyli ją i klęli.

I dlatego, żem się umiał

Pohamować — być nad zgraję —

Wichr przeleciał i wyszumiał 60

I legł martwy... a ja wstaję;

Bo ojczyznę mą w łańcuchu

Widząc, miałem tę pokorę,

Żem żadnego nie klął ruchu...

Czuł gorących — bo sam gorę, 65

Modlił się o czasy nowe

I o wrogów mych zwycięstwo,

Choć groziło mi męczeństwo,

I w sąd... mogło pójść o głowę.

Bo ty nic myśl, że z anioły 70

Tylko Boża myśl nadchodzi;

Czasem Bóg ją we krwi rodzi,

Czasem rzuca przez Mongoły!...

A ty, jasny jakiś panie,

Bo cię nie znam, ale słyszę, 75

Słysząc twoje wierszowanie,

Że ktoś jak perłami pisze,

Że ktoś nakształt się proroka

Stawia ludziom — ale modny,

Jak historyk świata — chłodny, 80

Obejrzawszy świat z wysoka,

Wieszcze rymy, jako cugi

Posłał na świat równym kłusem

I napełnił wóz Chrystusem,

Jak Owidyusz Faetonem, 85

I rozesłał swoje sługi,

Swe kolory czcić pokłonem.

Honor myślom, z których błyska

Nowy duch i forma nowa!

Bo są światu, jak zjawiska, 90

Jako jutrznia są różowa,

Jak ogniste meteory

Stopom ludu podścielona,

By gościńce Irydyona

Pielgrzymowi, który od nich 95

Bierze ogień i kolory,

Gdy już gwiazd dochodzi wschodnich.

Taką była dawniej dana

Poetyczna karm dla ludu,

Objawienie pełne cudu; 100

Myśl, jak mara niespodziana,

Z piersi naszej wychodziła

Nakształt gwiazdy lub miesiąca,

Narodowi dźwiękiem miła,

Ludu sen wspominająca, 105

To jak słońce wpółobłoku

Oczom wschodziła i rosła,

To jak róża na potoku,

Albo lekki Sylf bez wiosła.

Jakaś siła niewidzialna, 110

Przez poetę na świat lana,

Wolna — jako anioł Pana!

Silna — jako skra zapalna!

Dziś co? — Każdy wieszcz z rozkazem,

Każdy patron... lecz za sobą; 115

Nie z promieniem, lecz z wyrazem,

Nie duch-duchem, lecz osobą,

Kiedy gore świat cierpieniem,

Kiedy wzbiera czynu fala,

On się kładzie sam kamieniem, 120

Na ruch ludzki nie pozwala;

Chce zawrócić w stare łoże

Nowe fale — rzekł Boże;

Do zbolałych serc nie wnika,

Gromu ludu nie ma w dłoni, 125

Ale w uszy formą dzwoni,

Albo dzwoni — albo syka.

Jego dźwiękiem, jego mową

Nie odetchnie pierś szeroka,

Nie pomyśli jego głową, 130

Skier nie weźmie z jego oka;

Tylko nędzne ujrzy płachty,

Zamiast wieszcza — sztandar jego

I krzyk: »Na Boga żywego!

»Ty, kto jesteś? nie rznij szlachty!!...« 135

Któż i gdzie zagroził nożem?

Któż i gdzie ci stanął sporom? —

Możeś spotkał się z upiorem,

Z całem dawnem Zaporożem?

Możeś widział pochód głuchy, 140

Krzyki krwawe i namiętne,

I księżyce nad krwią smętne

I sokoły w mgle, jak duchy?

Może tobie zastąpiły

W poprzek twojej sennej stecki 145

Same tylko ich mogiły —

A ty zląkł się! — wódz szlachecki!! —

Może tylko w noc półjasną

Upior jaki nadlatywał,

Strzały sobie z ran wyrywał 150

I mgły krwią czerwienił własną,

Hełm rozpalił w błyskawicę,

Miecz potrząsał purpurowy,

A okropne cztery głowy,

Jako perły zausznice 155

Z twarzą nieznajomych plemion,

Niby róże — niósł u strzemion.

— A ty zaraz — w ręku kord,

W kosach przed nim cała wieś!

Duch ten, krzyczysz, jest to rzeź! 160

Duch ten, to czerwony mord!...

— Nie mord, nie rzeź: — to z girlandy,

Co leciała ponad Lidą,

Jakiś sługa dziewki Wandy,

Jakiś złoty husarz z dzidą, 165

Jakiś krzyża kapłan świecki,

Z tęczy widzeń oderwany,

Znów powracał na kurhany —

A ty zląkł się! — syn szlachecki!! —

Duchy lecą i nie giną — 170

Czasem pełne snów czerwonych:

Czy ty jeden z przestraszonych

Ręką rzezi — gilotyną?

Skądże taka w tobie trwoga

I od ludu rów i przedział? 175

Prawdę mówisz?... Nie, na Boga,

Wiem, żeś prawdy nic powiedział!

Tylko jakieś sny czerwone,

Zaludnione czartów gminem,

Twych firanek karmazynem 180

Owionięte, osłonione,

Jak róż jasne — jak sen płone,

Pełne, mówię, mar szkaradnych,

Bez słońc, bez gwiazd, kwiatów żadnych,

Przestraszyły cię, żeś krzyknął: 185

»Stójmy tak — na Ojców kości!«

I twój anioł, już w przyszłości

Zabłyśniony — jak sen zniknął.

Jeszcze co? ani zamachu —

Naród cały hasła czeka — 190

A krzyk pierwszy z ust człowieka

Był krzyk: stójmy! był krzyk strachu,

Bo to sen na końcu pieśni,

Że magnaty — kiedyś — staną

Z wielką tęczą chorągwianą. 195

Otrząśnięci z wieków pleśni,

Z wielką myślą w sercu — w głowie —

Chatom — niby aniołowie;

I bunt święty rozpłomienią,

I świat cały od nich zgore... 200

— W tych magnatach serce chore:

Wąż im sercem, a proch rdzenią!...

Kiedyś ze sto was tysięcy

Było szlachty z serc i z lica;

Dziś jednegom znał szlachcica, 205

I kraj cały nie znał więcej.

Jeden tylko serca męką,

Zamiarami, choć nie skutkiem,

Wielkim, cichym, dumnym smutkiem,

Pełną zawsze darów ręką, 210

Smętną jakąś nieszczęść sławą

Był szlachcicem — i miał prawo...

Dziś — i ten nie został z wami

I godności swej nie trzyma;

Poszedł gnić między królami, 215

Już go niema — i was niema!

Nie myśl, ze wszystko na naszej łące

Smutnieje, więdnie, zachodzi nocą,

Że nietoperze ociemniające

W powietrzu cicho skrzydły łopocą, 220

Gdzie znajdą lampę — skrzydły zaduszą,

Gdzie znajdą ciepłą polską krew w żyłach,

To ją wysmokczą — serce wysuszą —

Mózg o waryackich zostawią siłach.

Nie tak, tu nie tak... jak ci się może 225

Przyśniło, głośny szlachty upiorze!

Duch, ogień, młodość

Orla i żywa

Ogniem porywa

I z ducha czerpie. 230

Nad nią na sierpie

Z blasków księżyca

Boga Rodzica

W zorzy czerwonej,

Na wywróconej 235

Tęczy porannej!

A pod nią mgła

Z ognia i szkła

W skrze nieustannej

Bałwany wznosząca, 240

By znieść ją z miesiąca,

Z gwiazdami złotemi

Postawić na ziemi,

Ogłosić królową,

Piękność z płomieniem w sercu, z gwiazdami nad głową. 245

Wyszła, wyszła z za obłoku,

Ludom się pokaże,

I na żniwie i na toku

Ujrzą ją żniwiarze!

Cała w słońcach, cała w błyskach, 250

Z kwiatem złotym w dłoni;

Pastuszkowie przy ogniskach

Zaśpiewają o niéj!...

Ujrzą ją na polu trzody

I smętnie zaryczą; 255

Zadrzą drzewa, staną wody,

Sny z niej tęcz pożyczą!

I zgromadzą się włódarze

Z kosami na roli;

Bo się w sercach — w śnie pokaże 260

Człowiek dobrej woli...

Bądźże żywotniejszej cery,

Bo cię żywym być przymuszę;

Wygnaj z myśli Maryusze,

Cezary i Robespiery. 265

Z komet, z meteorów cyfer

Czytaj przyszłość, wieszczu młody,

Nie bądź w przyszłą noc pogody,

Jako gwiazda zła — Lucyfer,

Gdy słoneczny wóz wyciąga, 270

Jak pies, węża mając szyję,

I zła skrzy... i w oczy bije

I bezsennym się urąga. —

Bo my z bezsennego łoża

Wzrok rzucamy gorączkowy, 275

A ty łyskasz blaskiem noża,

Dziecko, lub zły duch Jehowy,

Bo nam tworzysz czarną marę

I w zrodzoną rodzisz wiarę.

Ten, kto ojcu powie: raka! 280

Ten przeklęty: — więc się bój!

Polski lud, to ojciec twój.

Zeń, jak z cierniowego krzaka,

Gotów znowu Bóg wybuchnąć,

Z wichru mając twarz i lice, 285

I na ciebie, jak na świecę —

Iść — i dalej pójść — i zdmuchnąć!

Więc się bój: — bo nie ja grożę,

Marny człowiek i twój brat,

Ale jakiś straszny świat 290

I widzialne światła Boże,

Z ciszą, z wiatrem i z szelestem

Rzucające się na lud

Strachy, które mówią: cud!

Ognie, które szepcą: jestem! 295

Więc się bój: — bo duch się wdziera

Zewsząd i podważa wieże.

Słaby, mówisz, rzeź wybiera;

A czy wiesz, co on wybierze?

Może ludów zatracenie, 300

Może nam przyniesie w dłoni

Komet wichry i plamienie,

W których drzy król, matka roni,

Działa, wozy, hufce, konie

Ogień pali, ziemia chłonie; 305

A nikt z mogił nie korzysta,

Jeno wszczynający ruch,

Wieczny rewolucyonista,

Pod męką ciał — leżący duch!

We łzach, Panie, ręce podnosimy do Ciebie, 310

Odpuść nam nasze winy!

Niech będzie Twoja wola na ziemi i w niebie;

Przez nas czyń Twoje czyny!

Niechaj się Twoje imię na wysokościach święci,

Niech się święci trzy razy! 315

Abyśmy już nie byli z ksiąg żywota wyjęci

Dla naszych ran i zmazy.

Wspomnij, cośmy cierpieli pod chłostą tych mocarzy,

A ducha-śmy nie dali;

Nie poznaliby ojce naszych bolesnych twarzy, 320

Gdyby z grobowca wstali.

Gdyśmy cierpieli mocno, wołaliśmy do góry,

Jak gołębie: »nie ciśnij« —

Duchy, jak gołębice, rozleciały się w chmury;

Zatrwóż! niech wrócą!... błyśnij! 325

W tej błyskawicy, Panie, ujrzym się i z daleka

Brat pozna swego brata,

I wejdzie nieśmiertelność, jako anioł, w człowieka

I staniem ludem świata!...

A tu niżej 330

Pan poniży

Namiętnych.

Głos uciszysz,

A usłyszysz

Jęk smętnych. 335

Zebrzydowscy

I Zborowscy

W czerwonych deliach,

Błyskawice

I dziewice 340

W bladych kameliach.

Chór przychodzi,

Zda się w łodzi,

O brzegi trąca.

Nad smętnemi 345

Lampa ziemi,

Okrąg miesiąca.

Zegar świata,

Ptak Piłata,

Godzinę pieje, 350

Strach i nudności,

W grobach drzą kości,

Bezduch szaleje.

Duch uciska,

Mroczy i błyska, 355

Aż uzupełni

Wiek idący,

Bogiem błyszczący,

Jak miesiąc w pełni,

W takim hymnie wieszczu stój; 360

Bo pieśń taka pójdzie górą,

Nad podlejszych dusz naturą

Panująca — Boży strój,

Do którego Bóg nagina

Wszystkie tego wieku struny, 365

Złączy dźwięki i pioruny,

Świat, co kocha i przeklina,

I błękitu rzuci na tła,

Przemienioną krwawość w światła.

Anioł się z aniołem zetrze, 370

Chrystus wyjdzie na ciał złamy

I z Chrystusem się spotkamy,

A spotkania plac... powietrze! —

Lecz dopóki ty i twoi,

Duchem Bożym nie skrzydlaci, 375

Chcecie stać na głowach braci,

Tak jak szatan dotąd stoi,

Ciałem — formą, która kuta

Od tysięcy lat we świecie,

Choć spróchniała — duchy gniecie, 380

Wyrobiona i przeżuta,

Przeświecona piekłem mara,

Dla was święta tem, że stara...

Póki wy, jakby z kamienia,

A kryjący strach kobiecy, 385

Opieracie wasze plecy

O ten wiatr z gwiazd i z płomienia,

Który się jak słońce pali

I lud niesie, a was wali —

Lecz dotychczas jeszcze szczędzi 390

Najpiękniejszych od zagłady,

Aż nie mogąc, dusz gromady

Przerażone z ciał wypędzi; —

To ja — pomny na potrzebę

Przyszłych ludzi, tych Cezarów, 395

Którym każdy stary narów

Kładł pod nogi kamień, glebę,

Męczenników pełną chatę,

Swój interes i prywatę; —

To my święci, to my młodzi 400

Jutrzenkami i błyskaniem,

Charonowej twojej łodzi,

Pełnej trupów — poprzek staniem!

Sigue explorando

Por su autor
Juliusz Słowacki · 192 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Oda do wolności (1894)Ostatnie wspomnienie. Do Laury (1894) →

Expediente

Autor
Juliusz Słowacki
Título
Odpowiedź na „Psalmy przyszłości” (1909)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-odpowiedz-na-psalmy-przyszosci-1909--juliusz-sowacki-4b3219
Cita recomendada
Juliusz Słowacki, «Odpowiedź na „Psalmy przyszłości” (1909)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-odpowiedz-na-psalmy-przyszosci-1909--juliusz-sowacki-4b3219.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.