Czas nieszczęścia i hańby, przez podłość i zdrady
Pomnożonych wyrodków, prawie zgładził ślady
Cnych miłośników twoich, Polsko! W schyłku sławy
Zbyt zapomniałaś co jest obywatel prawy.
Chcę ci jego przed oczy wystawić rzetelny
Obraz, i do wzbudzenia naśladowców dzielny.
Nie jest on myśli t woremtworem: z swych rysunków znany
Niedogasłéj nadziei wzmoże promyk chwiany,
Gmin tu od sławy przodków i cnoty odrodnych,
Tak chciwych rządzić sterem jak rządzić niegodnych,
Usłuży czarnym cieniem brzydkich wizerunków
Do wybitnego pięknych wydania rysunków.
Ten z przychodnią pomocą własną złączył zdradę,
A darmo chytrą mową chcąc okryć szkaradę,
Na czas, na okoliczność, na ciosy niedoli
Zwala skutek swéj zbrodni, swéj przedajnéj woli.
Gasi żądze obrony i ostatki męztwa,
Radzi ustąpić mocy podłego zwycięztwa.
Aby wcale zagubić matkę próżno zwaną,
Sam tnie, rani, kaleczy od obcych szarpaną.
Ów, rozbita ojczyzna kiedy wszystko traci,
Z smutnych łupów, wśród burzy w mgnieniu się bogaci.
Mienia obywatelów potrzebą ściśnionych
Idą zwiększać dostatków ze skarbu zwróconych.
Kiedy Polska zniżona i wstydem okryta,
On pychą wzdęty cienie czci i nazwisk chwyta.
Inni bez światła, próżni wiadomości rzeczy,
Niegodnie się podjęli publicznych spraw pieczy;
Albo chytrością gorszych w błąd ślepo popchnięci,
Lub słabych serce trucizną, bojaźnią przejęci,
Idą podle się zginać z swoimi hersztami,
Poświęcając ojczyznę przed gwałtu bożkami.
Równéj zbrodni swém głupstwem i lękaniem winni,
Gdzie z rozumem i meztwem wnijść byli powinni.
Wśród tych okropnych poczwar, co szpecą ród ludzi,
Wspaniały obraz nowe serc wzruszenie wzbudzi.
Prawdziwy obywatel, radca nieskażony,
Serce mężne, a umysł niesie objaśniony.
Zna i lubi powinność, zna sprawy ojczyzny,
W środki dzielne i w radne wynalazki żyzny
Odkrywa zdradę, hańbi podłość, dźwiga cnotę,
Gdy upór przekonywa, naucza prostotę.
Sprawiedliwość, odwagę, tchnie słowy, przykładem.
Nie strwożon, Rzymian idzie i Spartanów śladem.
Czuje krzywdę i zbrodnię, hańbę niżéj kładzie
Niż śmierć i niż niewolę, i w skutku i w radzie.
Czy po odważném mową zdania wyrażeniu,
W czynach się z mową zgodnych zamknie i w milczeniu;
Czy znowu duchem wyższym ruszony potężnie,
Przed obliczem narodu odezwie się mężnie:
Zawsze znać, że ni zysku chęć go wzniosła podła,
Ni osobista żądłem nienawiść ubodła.
Mocą prawdy i czucia tchnie, chwieje, porusza,
Przez usta się udziela drugim jego dusza.
Grom wspaniałéj wymowy wali podłość zdrady,
Lamie stawione trwogi, sromotne zawady;
Kruszy dumę nadętą, mężnych, dobrych chwali,
Gnuśne serca rdzą tknięte nowém meztwem stali;
Groźby, gwałty i skargi bezwstydne wyzywa,
Gryzie się pod nogami złość błaha i mściwa;
Przymuszona szacować cnotę nielubioną,
Choćby wzięła jéj życie, zna się zwyciężoną.
On niby szkopuł, kiedy wala go bałwany
Rozjuszonego morza, stoi niezachwiany;
A Neptun darmo szturmów zażywszy i trwogi,
Składa srogość zniżony i liże mu nogi.