Słońca światłość żywa,
Wzdłuż i wszerz z daleka
Leśną gąszcz przeszywa.
Wśród tych smug, ucieka,
Tańcząc w mgłach ze złota,
Pyłów skrząca rzeka.
Jakaż je tęsknota,
W ruch wirowéj siły,
Nieustannie miota?
Czyżby owe pyły
Także, wśród przestrzeni,
Rzeszą światów były?....
Tak z przedwiecznych cieni,
Przez niezłomne prawa,
Których nic nie zmieni,
Gdzie czas iść przestawa,
Kędy śmierć nie znana —
Skrzy się gwiazd kurzawa,
Przed obliczem Pana!