dobroć wolność mi dała,
A złość jedyna skrępowała.
Niema waloru wolność złota,
Gdy w sumnieniu grzechow, jak błota.
30Nieznam pokoju w mych pokojach.
30Bez woyny strach skrzypi w podwojach,
30Grzech dzień, i noc, na trwogę bije
30Złe larum, póki w sercu żyje.
Boże umarłych, i żyiących
Jedyna nadziejo grzeszących,
Day sumnieniu widzieć zginienie,
Strzedz nad honor, złoto, zbawienie.
30Day zważać, że Niebo zawarte
30W gòrze, w dole piekło otwarte,
30Śmierć z kosą przed oczyma skacze,
30W dzien Sądu przegrawszy, zapłaczę.
Oto ginę, i tracę siebie
Codziennie obrażając Ciebie.
Jawnie, skrycie, grzesznik mizerny
W mych parolach Bogu niewierny;
30Niestały jak Xiężyc na nowiu
30W pełni grzechow, ułając zdrowiu;
30Wraz stawam, choć życia kwadranse
30Mowią: nie pewne lat wakanse.
O cero twarzy! do Cerery
Podobnaś kwiatu z maniery,
Lud wdziękiem łudzisz, zwodzisz wiele,
Ust rumieńce grzebiąc w popiele.
30Trwałaś jak trawa, jak śnieg nikniesz,
30Nad młodym, i starym wykrzykniesz;
30Tuś mi grzybie i czerstwy rydzu!
30Idż w grobu krobkę ślepowidzu.
Głupie wspieram śię jak na trzcinie
Świata machynie, bo w godzinie
Wiek, bieg życia, chorągiew zwinie
Sto lat iak jeden moment minie,
30Gwałtem fata popchną do truny
30Z fałszywie wieczystey fortuny,
30A ja wieczny nędznik ubogi
30W Niebo niewścibię ani nogi.
Cieszę się słysząc: Rycerz z Ciebie;
A niedojadę kresu w Niebie,
Czart zajeździł me animusze,
Gdy tak dzielną osiodłał duszę.
30Cofnąć śię w Niebo sił niestanie
30Bies silno trzyma na arkanie
30Złych nałogow; trudno przestawię,
30W co przewrotną naturę w prawię.
Nie ochrona Oręż przy boku
Gdy ja u Boga, jak sol w oku.
Układ niepewny płytkie szable,
Przytnie sumnienie jak pòłdiable.
30Jęczeć musi w złościach zacięta
30Wolność, nim zleczy skrucha Swięta,
30Stęka pod grzechow Cetnarami
30Wewnątrz brząkając kaydanami.
Wszędy, i wstystkim zdrowo radzę,
Przy talentach jestem w powadzę,
W mym Domu slepy idyota
Nietrafię poprawić żywota.
30Głowa innym, sobiem półgłówek,
30Spię w zginieniu jak od makówek,
30Choć trwoży w boju, i w pokoju.
30Grzech, ciągnący pomstę w konwoju.
Còź mi czynić? co mam wykonać
Nim pewnie w krotce przydzie skonać?
Nim śmierć wyda hasło czy pozew,
Krzyknę: IEZU! MARYA! JOZEF!
30Ratuycie nędznego grzesznika,
30Bo wasza dobroć was przenika
30Z waszey łaski, i sił ramienia
30Dòydę pokoju, i zbawienia