Rzekł jeden: zależałeś swoję godność doma,
Insi biorą przed tobą obiema rękoma.
Musi być, że inakszą godność w sobie mają,
Bo takim, jakim, ja jest, nic nie rozdawają.
Teżem ci się ja kiedyś cisnął, gdzie dawano, 5
Tusząc, że mię też także przeglądać nie miano:
I różne moje staranie, praca próżna była,
Prosto na płoną rolą cnota ma trafiła.
Biedny kąsek, co był spadł z pana mego stołu,
I ten mi odjęt zaraz z nadzieją pospołu. 10
Zaczym nie tylko leżeć, ale mi spać przyszło.
Widząc na jakim włosku szczęście me zawisło.