Nasz dobry Doktor spać się od nas bierze,
Ani chce z nami doczekać wieczerze:
Daycie mu pokóy: naydziem go w pościeli,
A sami przed się bywaymy weseli.
Już po wieczerzy: pódźmy do Hiszpana,
Ba wierę pódźmy: ale nie bez dzbana.
Puszczay Doktorze towarzyszu miły
Doktor nie puścił, ale drzwi puściły.
Jedna nie wadzi, dayci Boże zdrowie,
By ieno iedna, Doktor na to powie:
Od iedney przyszło aż więc do dziewiąci,
A Doktorowi mózg się we łbie mąci.
Trudny (powiada) móy rząd z temi pany,
Szedłem spać trzeźwo, a wstanę piiany.