Trudna rada w tej mierze, przyjdzie się rozjechać,
A przez ten czas wesela i lutnie zaniechać;
Wszytka moja dobra myśl z tobą precz odchodzi,
A z tego mię więzienia nikt nie wyswobodzi,
Dokąd cię zaś nie ujźrę, pani wszech piękniejsza!
Co ich kolwiek przyniosła chwila teraźniejsza.
Już mi z myśli wypadły te obecna twarzy;
Twoje nadobne lice jest podobne zarzy,
Która nad wielkiem morzem rano się czerwieni,
A z nienagła ciemności nocna w światłość mieni;
Przed nią gwiazdy drobniejsze po jednej znikają,
I tak już przyszłej nocy nieznacznie czekają.
Takaś ty w oczu moich! Szczęśliwa to droga,
Po której chodzić będzie tak udatna noga;
Zajźrę wam gęste lasy i wysokie skały!
Że przedemną będziecie taką rozkosz miały:
Usłyszycie wdzięczny głos i przyjemne słowa,
Po których sobie teskni biedna moja głowa.
Lubeż moje wesele, lubeż me biesiady!
Mnie podobno już próżno szukać inszej rady —
Jedno smutnego serca podpierać nadzieją;
W nadzieję ludzie orzą i w nadzieję sieją;
A ty tak srogą nie bądź, ani mię tem karzy,
Bych długo nie miał widzieć twojej pięknej twarzy.