CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Naruszewicz

Adam Naruszewicz · Ilustración

Na rychły odjazd Elżbiety z książąt Poniatowskich Branickiéj Kasztelanowy Krakowskiéj Hetmanowy W. Koronnéj

polaco

Ozdobo dam żyjących, starożytnych wzorze,

Jedna z pierwszych w zacności, w dostatkach, w honorze,

Godna ze wszech miar pani! strzymaj jeszcze kroku:

Czyliż szczęśliwszy od nas los Białego-stoku?

Tyle lat w téj rozkosznéj puszczy wierna żona,

Jak jutrzenka przy boku letniego Tytona,

Przeżywszy; ledwo coś się nam jawiła jaśnie,

Już twe nadobne światło z oczu naszych gaśnie.

Nie płocha cię próżniackiéj ciekawość Warszawy,

Główniejsze w domu rzucać pobudziła sprawy;

Żebyś dla płonnéj chluby skarbów i urody

Trwoniła w ciężkiéj chwili oporne dochody.

Pana chciałaś odwiedzić, co go niebowładny

Twórca nad ludzkie siły z rąk zgrai szkaradnéj

Wrócił poddanym; pociąg ten przywary niéma,

Ten cię zwabił, ten niechaj dłużéj z nami trzyma.

W tobie narodu ociec i król dobrotliwy

Tak ścisłemi natury złączony ogniwy,

Uprzejmie krwi swej kocha, jako brat, kropelkę;

A dobrą, jak powszechny pan, obywatelkę.

Z tobą zacne rodzeństwo słodkie chwile trawi,

Twoja bytność przykładna mądrze wszytkich bawi,

Z twojej się obecności każdy, kto zna, cieszy,

I sam obcy, żeby cię poznał, chętnie śpieszy.

Rzadki zaiste przykład, aby kto w tym stanie

Na powszechne u ludu zasłużył kochanie,

Gdzie sama szczęścia wielkość pięknéj cnoty tłumi

Bujne nasiona, kto z niéj korzystać nie umié.

Słusznie łajem fortunie: kogo jéj los dzielny

Nad rodzaj zmienną ręką wydźwignie śmiertelny,

I cały mu krąg świata zrobi hołdownikiem;

Że go tymże oświeca i ślepi promykiem.

Często żadnym nie zjęty w zapędach wędzidłem

Dumny zlepek, jakby go celniejszym tworzydłem

Sprawca życia wytłoczył, a nie z téjże gliny;

Czyni, co mu jest lubo, a nie, co jest winny.

Fortuna bez rozumu, bez cnoty, toż samo

Co bystre fale brzeżną nie ujęte tamą:

Nie mieszcząc mętnych nurtów w korycie warownym,

Rwą za sobą wsi, miasta, biegiem niestanownym.

Żalą się licznych kmieciów okólne zagrody,

Że jeden gnuśny żywioł tyle zrobił szkody,

Czekając, aż traf jaki, lub silniejsza rada

Rozhukaną moc stępi dumnego sąsiada.

W różnéj się dla mocarzów świat obraca sferze:

Za wszytko u nich samo szczęście miejsce bierze.

Pod jego zdradnym płaszczem szczera złość ukryta,

Pochlebcze nadętemi usty dymy chwyta.

Tyle zburzył narodów, tyle złego zbroił,

Klęskami ląd utuczył, rzeki krwią rozpoił;

Zbójca w szkarłat odziany, Filipowe plemię:

Lecz że w purpurze, świat mu w gruzach schyla ciemię.

Omamieni, czym nie są, przez złość czy ułomną

Naturę, czym są, na to panowie nie pomną:

Wszytko im szczęście zdarza; same tylko zwleka

Dla niegodnych postępków naturę człowieka.

Jeśli często silniejsza płeć swym chuciom, snadnie

Tłumnym szczęścia ogromem obarczona padnie;

Cóż mówić o tych, którym niebiosa powolne

Równą dały namiętność, a siły mniéj zdolne?

Honor, zacność, dostatki w ręku mdłéj kobiety,

Co w ręku Faetonta słoneczne dzianety:

Duma ten wóz osiada, próżność lejcem szali,

Zuchwalstwo go pogania, a słabość świat pali.

Harda płeć, co swych kluby obowiązków łamie,

Ściągając myśl do rządu, a do miecza ramię;

Tym sroższy szwank przynosi, że chociaż źle czyni,

W słabości swéj bezkarnie siedzi, jak w świątyni.

Szczęśliwy, kto na marnéj życia tego scenie

Pożyczone od losu tak nosi odzienie;

Że pomniąc na powszechny stan, w myśli nie zatrze,

Iż wszyscy równi na tym, prócz maski, teatrze!

Kto, czyli mu łaskawe niebo chętnie zdarzy

Ród wysoki, obszerne włości, gładkość twarzy;

Pierwsze ma na to oko, w ten cel naprzód bje,

Że jest człowiek, że z ludźmi i dla ludzi żyje.

Patrząc na wiek skażony, byłem w rozumieniu,

Że cnota siedzi tylko w prostaczym odzieniu.

Twój mię wysoki przykład z tych błędów wywodzi;

Widzę, że i w purpurze ona jeszcze chodzi.

Czysta od wszelkich przywar, w zupełnéj ozdobie,

W twojéj nam zajaśniała, Elżbieto, osobie:

A tym jeszcze świetniejsza bije od niéj łuna,

Że jéj sama zapala wdzięcznie blask fortuna.

Tak kosztowny z swojego klejnot przyrodzenia,

Żywszym podrażnia szmelcem dziennego promienia,

Gdy go misterny przemysł pod dowcipnym młotem

W nierozerwaną sforę z czystym sprzęże złotem.

Piękna jest z siebie cnota; lecz gdy ją nie wspiera

Fortuna, płonne z siebie światło rozpościera,

Podobna do księżyca: pożyteczniéj świeci

Złote słońce, bo z blaskiem rodny ogień nieci.

A komuż ta bogini tak była życzliwa,

Jak tobie, o płci żeńskiéj zaleto prawdziwa!

Dla kogoż, zapomniawszy na zawiść wrodzoną,

Bogaciéj otworzyła płodne skarbów łono?

Pierwszym krzesłem po ojcu jaśniejesz w senacie,

Masz pana i monarchę w ukochanym bracie,

Z matki tykasz krwi królów, a z męża w twe progi

Dwojaki wkroczył zaszczyt i miecza i togi.

Drugi-by tak powabnych tytułów obłokiem

Zamącony, na ludzki ród przenośnym okiem

Patrzał jako na obcy, za dumy powodem;

Ciebie ściśléj twa zacność z ludzkim łączy rodem.

Samego się cnót wiernie trzymając modelu,

W tym tylko chcesz różnicę miéć od innych wielu;

Byś pokazała węzłem nigdy nie zerwanem,

Że można być pospołu cnotliwym i panem.

Dobra pani, poczciwa żona, siostra zgodna,

Przyjaciółka, kto tego jest wart, niezawodna,

Zbiór szlachetny przymiotów powszechnym mniemaniem,

Każesz się wszytkim kochać, lecz z uszanowaniem.

Próżność, zbytek, piękrzydła, świegotne obmowy,

Za najpierwszą dziś chlubę mają białegłowy;

Lecz gwiazda zawsze ciągłym blaskiem mruga ładnie,

A pusty ogień ledwo zabłysnął, przepadnie.

Nie wszytko ma szacunek, co się świeci z wierzchu,

Często co rano chwalim, ganimy przy zmierzchu.

Lada obłuda w oczach podziwienie wzbudzi,

Rozum wszytkiego sędzia nigdy nie ułudzi.

Jego bystry rozsądek mimo silne wstręty,

Co mu stawi twarz gładka zwodniczemi nęty,

W zapadłych serca tajniach trybunał osadza,

Patrząc, jak często zwierzchni pozór cnotę zdradza.

Wdzięk urody szukaną krasą nieprzyprawny,

Powaga bez hardości, dowcip niewystawny,

Wierność w swych obowiązkach, hojność bez utraty:

To są skarby późnemi nie zatarte laty.

Z temi gdy wielu innym wytwornemi pióry

Stawi za życia ryte pochlebstwo marmury;

Trwalsza będzie nad inne twa, Elżbieto, sława:

Przyjaźń ci ją rokuje, a zazdrość przyznawa.

Sigue explorando

Por su autor
Adam Naruszewicz · 143 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Na powszechną radość z oddanéj buławy mniejszéj koronnéj J. W. Rzewuskiemu, Staroście DolińskiemuNa śmierć Augusta III, Króla Polskiego, W. Książęcia Litewskiego i Elektora Saskiego, w r. 1763 →

Expediente

Autor
Adam Naruszewicz
Título
Na rychły odjazd Elżbiety z książąt Poniatowskich Branickiéj Kasztelanowy Krakowskiéj Hetmanowy W. Koronnéj
Lengua
polaco
Época
Ilustración
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-na-rychy-odjazd-elzbiety-z-ksiazat-poniatowskich--adam-naruszewicz-c4fb8f
Cita recomendada
Adam Naruszewicz, «Na rychły odjazd Elżbiety z książąt Poniatowskich Branickiéj Kasztelanowy Krakowskiéj Hetmanowy W. Koronnéj», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-na-rychy-odjazd-elzbiety-z-ksiazat-poniatowskich--adam-naruszewicz-c4fb8f.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.