CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaKlemens Junosza

Klemens Junosza · Modernismo

Na ruinach Wólki

polaco

O gęsi biała, coś z swemi gąsięty

Deptała łąkę czerwonemi pięty,

Dziś gdy mi żywot i wszystko obrzydło,

Daj mi swe skrzydło.

O biała gęsi, która wraz z gąsiorem,

Zdrowiem i dobrym cieszysz się humorem,

Ty, która nie dbasz o marności świata,

Pójdź tu pierzata.

Niech w inkauście zmoczone twe pierze,

Śpiew mój łabędzi da ludziom w ofierze,

Niech jęki moje uwieczni atrament

I srogi lament.

Muzo ty piękna, muzo moja sielska,

Wynijdź ty z krzaków i z różnego zielska

I pomóż treny napisać żałosne,

Na żydy sprosne.

Gdy duch mój jeszcze tkwił w małym chłopczyku,

Jeździłem zawżdy na wronym kucyku,

A skoro chłopskie napotkałem dziecię,

Siekłem po grzbiecie.

Świętéj pamięci rodzic pan Makary,

Dusił we skrzyni nowiutkie talary,

I naokoło znali go sąsiedzi,

Iż na nich siedzi.

Panna Charlota, francuzica blada,

Wciąż mnie uczyła jak się w świecie gada

I pokazywał mi niemiec djabelski,

Język angielski.

Lecz mama moja, poczciwa niewiasta,

Tych dręczycieli wywiozła do miasta,

I tak nabrałem słusznie z owej racyi,

Dość edukacji.

Zachorzał rodzic i złożon jest w grobie,

Jakoż ja Wólkę dziedziczyłem sobie,

A dla pomocy wziąłem sekretarza

Jankla pachciarza.

O losie zmienny, i któżby się spodział,

By się ten Jankiel w moją skórę odział —

I w hypotece wziął tytuł własności

Mej posiadłości!

Cóżem uczynił, o okrutny losie,

Żeś mi tak srogo dzisiaj dał po nosie,

Że z Wólki mojéj, spuścizny pradziadów,

Niema i śladów!

Żem lubił pijać, to tylko węgrzyna,

Że mi się czasem udała dziewczyna,

Że grałem w karty, a i to nie co dnia,

Jest że to zbrodnia?!

Stokroć przeklęte są te inżyniery,

Co wymyślili pióra i papiery,

Może dziś w Wólce, sen by mnie kołysał,

Gdybym nie pisał...

Raz gdym się w pięknéj zadurzył Ludwice,

Musiałem za nią jechać za granicę,

Przyniósł mi Jankiel za papieru szmatek

Rubli dostatek.

W Paryżu, mieście, co rozpustą dyszy,

Byłem osadzon w zamku zwanym Clichy,

Do Jankla tedy, z rozpaczliwym gestem,

Piszę, gdzie jestem.

Z niewoli onéj wykupion okrutnej,

Wracałem do dom posępny i smutny,

Jankiel mnie wówczas, mając w ręku zapis,

Palił jak lapis.

O moje gęsi, barankowie bieli,

Już was na zawsze wszyscy djabli wzięli,

Takoż wierzchówkę moję ukochaną,

Anglezowaną.

A jako szczury w spichrzu przez łakomstwo

Tak się Janklowe uwija potomstwo,

W owych komnatach, gdziem kiedyś siadywał,

I w karty grywał.

Te są Janklowe one dzieła sprośne,

Które niech będą jak najwięcéj głośne,

Które ja smołą wypiszę na płachcie

I podam szlachcie!

O muzo moja, muzo moja sielska,

Idź się napowrót zagrzebać wśród zielska,

Bom już wyśpiewał biedę moją wszelką

I boleść wielką.

Sigue explorando

Por su autor
Klemens Junosza · 83 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Na odjazd teatrzykówNad strumieniem (Junosza, 1877) →

Expediente

Autor
Klemens Junosza
Título
Na ruinach Wólki
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-na-ruinach-wolki--klemens-junosza-e0f7ce
Cita recomendada
Klemens Junosza, «Na ruinach Wólki», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-na-ruinach-wolki--klemens-junosza-e0f7ce.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.