Mistrzu! Niech żyje twoja lutnia złota,
na której struny światłem tęczy skrzą;
niech żyje cudna twej myśli robota,
promieniejąca wyobraźni grą;
Niech żyje moc Twa, co złamanym siłom,
każe iść naprzód! Naprzód — i na wyłom.
Niech żyje duch Twój, co pośród odmętu
wśród fal zwichrzonych przez zagładny prąd,
jest jak latarnia morska dla okrętu
drogę do lądu wieszcząca — i ląd...
Żyj!... woła naród, któremuś w ofierze
poeta, życie swe niósł, jak rycerze!
Żołnierz rozpaczny i smętny wygnaniec
z milionem bólów wcielonych w Twój ból:
tyś był »jak kamień rzucony na szaniec«,
ani zeszedłeś kiedy krokiem z pól,
gdzieś stanął, dumny i mężny chorąży —
patrz! oto zastęp młodych do Cię dąży!...
W Twych ustach, w których dźwięczy szept kochanki
i szmer powiewny cyprysów, gdy chcesz:
grzmi piorun, kiedy na forteczne blanki
idziesz, wódz hufca i obrońca leż,
a w ręce Twojej lutnia się zamienia
w miecz z kutej stali i w rózgę z płomienia!
................
................
................
................
................
................
Więc »niechaj żywi nie tracą nadziei« —
wołasz — i trwogi precz odpędzą chłód!
Niech w epok zmiennej wieczyście kolei
jaki czas niesie, podejmują trud!
I naprzód idziesz, syn i spadkobierca
ogromnej duszy i wielkiego serca.
Temu tłumowi, tym »zjadaczom chleba«,
ty, kołysany przez piór orlich szum,
gdzieś, z pod słońcami huczącego nieba,
nigdyś nie krzyknął pogardliwie: tłum!
Aniś się z gniewem odwrócił od cieśni
dusz i serc tłumu — »królewski syn pieśni«.
A jeśli kiedy rzucisz mu z wyżyny
goryczy słowo i szyderczy śmiech:
to, bo Cię bolą jego nędzne czyny,
to, bo chcesz karcić jego błąd i grzech,
to, bo w tym wielkim i skłębionym tłumie,
nikt czuć rycersko nie chce i nie umie!
Jesteś!... A przecież Twoja myśl skrzydlata
ma swój kraj pełen ogrodów i łąk,
ma swe przestrzenie nieziemskiego świata
i swoich marzeń nadobłocznych krąg,
i pójść by mogła, daleko od boju,
spoczywać w sławy szerokiej spokoju.
Ale Ty, granic ojczystych obrońca
i sprawiedliwych haseł wierny druh:
ze stanowiska nie schodzisz do końca,
a twój wysoki i promienny duch
do końca świecić będzie nad głębiami,
wypełnionemi krwią, potem i łzami...
Mistrzu! Te laury, co Twą głowę wieńczą,
te — nie uwiędną nigdy! Z Twoich słów,
tętniących męztwem i mocą młodzieńczą,
przyszłych pokoleń wychowa się huf —
i Ciebie, wielki poeto, powoła
do narodowych pamiątek kościoła...