CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Naruszewicz

Adam Naruszewicz · Ilustración

Na akt weselny Józefa Niesiołowskiego, Kasztelana Nowogrodzkiego, z Katarzyną Massalską, Kasztelanką Wileńską i Hetmanówną W. X. Litewskiego

polaco

Bodajby nigdy rozkoszy prawdziwéj

W życiu nie użył, kto na piękność chciwy;

Stąd się rozumie być uszczęśliwiony,

Że gładkiéj dostał i posażnéj żony.

Taki podobien do płochego ptastwa,

Które do klatki lada wabi pastwa:

Że w srogiéj potym niewoli zamknięte,

Tysiącem smutków płaci marną nętę.

Nie chcę ja takiéj słodyczy kosztować,

Którą potokiem łez muszę wetować.

Na drogie perły i złoto-m jest głuchy,

Jeśli stąd ważne dźwigać mam łańcuchy.

Znikoma postać straci farbę z laty,

Czasy z trafunkiem zniszczą skarb bogaty.

Cnota to mój grunt; z tą kiedy się złączę,

Wiem, że szczęśliwie dni moje zakończę.

Kto piękną bez cnót wziął oblubienicę,

Dla cudzych wróblów ten posiał pszenicę:

Wszczepił latorośl winną, alić ona

Komu innemu smaczne rodzi grona.

Uszły te czasy na złamaną szyję,

Co nam zrodziły czyste Lukrecyje;

Za Penelopy, wzór żonek jedyny,

Teraz się brzydkie rodzą Messaliny.

Czy się myśl moja w swych zapędach myła,

Czy się starzejąc, świat coraz wysila,

Że ledwo widziéć, by które z płci białéj

Z starożytnemi damami zrównały.

Nie narażały owe to mężatki

Biednych małżonków na srogie wydatki,

By dla wędrownéj z obcych krajów mody

Drugi zaprzedał ojczyste zagrody.

Nie zdobiły głów indyjskie kamyki,

Ni z drogich kruszców wysiane rubryki;

Nie stały w piątra nadęte czupryny,

Tuż z brabanckiemi szykiem pajęczyny.

Nie była nigdy ludziom na widoku

Nagość, trucizna poczciwego wzroku;

Nie zamiatały długiemi ogony

Z kupnych krwią kmiotków lam sute robrony.

Nie było słychać o żadnéj niewieście,

Aby samopas latała po mieście,

Tłukąc kołami niepotrzebnie bruki

I mrożąc biedne w późną noc hajduki.

Mąż był jéj świadkiem niewinnego życia,

Czy się bawiła w kącie koło szycia,

Czy dom sprawiała pilna gospodyni,

Czy się z ołtarzem bawiła w świątyni.

Ale Bóg za to prostactwo mniemane

Spuszczał na dom jéj skarby nieprzebrane:

Wszystko się w ręku mnożyło czeladki,

Liczne i pewne rodziły się dziatki.

Wiara z miłością pilnie strzegła łoża,

Żyzność stokrotne oddawała zboża,

Pełność mnożyła obory, spiżarnie:

Nic się na stronę nie rozeszło marnie.

Ktokolwiek na jéj postępki poglądał,

W takim żyć związku i umierać żądał;

Bo cóż być może w tém życiu mizernym

Słodszego, jak żyć z towarzyszem wiernym?

W smutku pociecha, ochłoda w przypadku,

Ratunek w pracy, folga w niedostatku,

Nadzieja w chwili złéj niezwyciężona,

Mężowi swemu jest poczciwa żona.

Gdzież owa skromność, gdzie ów wstyd surowy,

Który zalecał dawne białegłowy?

Gdzie ślubów pęta, wiecznym kute młotem,

Żadnym Kupida niepożyte grotem?

Srogie zawiści, zajadłe niezgody,

Oziębłe serca, skwapliwe rozwody,

Niewierne łoża, potomstwo podrzutki:

Te-to są teraz naszych małżeństw skutki.

Niejeden stęka, płonnym uwiedziony

Lica pozorem, lub blaskiem mamony,

I radby nazad szybkie cofnął kroki,

Gdyby nie boskie broniły wyroki.

Szczęśliwy jesteś, zacny kasztelanie,

Że ci na serca twojego żądanie

Takiego Stwórca zdarzył przyjaciela,

Z którym do zgonu użyjesz wesela.

Nie mówię tego, że hetmańska cora,

Siostra pierwszego w Litwie senatora,

Weszła i w dom twój wniosła znakomity

Cnéj Roksolańskich książąt krwi zaszczyty.

Nie mówię, że z nią, jako z Tagiem rzeką,

Obfite nurty z czystym złotem cieką,

I w same corok twych przybytków progi

Z obszernych włości hołd przynoszą drogi.

Dar ci to wprawdzie jest na świecie rzadki

Zacność z fortuną; ale tym przypadki

Ślepe szafują: nie swoim się szczyci,

Kto tylko złotem i herbami świéci.

To twym największym jest uszczęśliwieniem,

Żeś taką pojął żonę, co z imieniem

Cnotliwe łączy serce; że z nich które,

Trudna rzecz nader poznać, bierze górę.

Godzien-eś za twą rzetelność zaiste,

Abyś z nią w związki wkroczył wiekuiste;

Lecz i to wyznać słusznie mi potrzeba,

Że i ty dla niéj jesteś darem z nieba.

W obu was widzę równie piękne sprawy,

Równie spokojny umysł i łaskawy,

Pobożność dawną, powagę bez dumy,

W obu rozsądek i bystre rozumy.

Obu natchnąwszy miłość równie żywa,

W nierozerwane was bierze ogniwa:

Skąd słusznym prawem duch mi wieszczy tuszy,

Że ich zła chwila żadna nie pokruszy.

A kiedy wielu rzewnie na swą dolę

Płacze, w wieczystą wprzągszy się niewolę,

Wy w pętach słodkich, krom żadnéj przygody,

Cieszyć się z miłéj będziecie swobody.

Sigue explorando

Por su autor
Adam Naruszewicz · 143 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Na akt weselny Ignacego Potockiego, Generałowicza Artyleryi W. Ks. Lit., z Księżniczką Elżbietą Lubomirską, Marszałkówną Wielką koronnąNa Akt Weselny Józefa Radzickiego Cześnika Zakroczymskiego, z Teresą Krajewską Instygatorką Koronną →

Expediente

Autor
Adam Naruszewicz
Título
Na akt weselny Józefa Niesiołowskiego, Kasztelana Nowogrodzkiego, z Katarzyną Massalską, Kasztelanką Wileńską i Hetmanówną W. X. Litewskiego
Lengua
polaco
Época
Ilustración
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-na-akt-weselny-jozefa-niesioowskiego-kasztelana--adam-naruszewicz-c4b5d5
Cita recomendada
Adam Naruszewicz, «Na akt weselny Józefa Niesiołowskiego, Kasztelana Nowogrodzkiego, z Katarzyną Massalską, Kasztelanką Wileńską i Hetmanówną W. X. Litewskiego», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-na-akt-weselny-jozefa-niesioowskiego-kasztelana--adam-naruszewicz-c4b5d5.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.