CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Naruszewicz

Adam Naruszewicz · Ilustración

Na akt weselny Ignacego Potockiego, Generałowicza Artyleryi W. Ks. Lit., z Księżniczką Elżbietą Lubomirską, Marszałkówną Wielką koronną

polaco

Przyszedł żądany wieczór; czas ślubnemi wieńcy

Umajać gładkie czoła, piękni oblubieńcy!

Czas wychodzić, gdzie świadek serc waszych, Bóg żywy,

Czeka w świątyni swojéj, aby te ogniwy

Słownemi, na ofiarę utwierdził przyjemną

Dusze, które wprzód natchnął miłością wzajemną.

Ciesz się, zacny Potocki! już twojego meta

Starania, idzie z pańskich przybytków Elżbieta,

Stawiąc bieluchne stopy: już twojego podle

Stoi boku trwożliwa; jak przy jasnym źrzódle

Młoda róża, kiedy ją syn skrzydlaty bierze,

Mając urwać na bukiet pieszczonéj macierze.

Patrzą na nią spółrodnych kwiatków rówiennice,

Kropiąc rannemi perły różnobarwe lice,

Że im los choć życzliwy, z wiecznéj niebios rady

Odbiera czoło pierwsze kwitnącéj gromady.

Ona wrzkomo niechętna, wdzięcznie rodowitym

Usta płoni szkarłatem; lecz w sercu ukrytym

Kocha niewolą swoję, wiedząc, że jéj taka

Dola niesie, by temu, co ją zrywa z krzaka,

I z ukochaną życia rozdziela swobodą,

Została oczu pastwą, a serca ochłodą.

Postępuj w dobrą chwilę, paro ukochana!

Nie Juno was, w obłędnych gdzieś tam wiekach znana,

Sny płonne greckich wieszczków; nie orszak bajeczny

Bożców wiedzie godowych: umysł wam stateczny

Dotrwania w świętym związku pewniejszą przewodnią.

Przyjaźń wam niesie więzy, rozsądek pochodnią;

A równość lat zielonych i wielkiego rodu,

Z niezwiędłego pod nogi ściele kwiat ogrodu.

Nie miała miejsca płochość miedzy temi swaty,

Płochość, co ze krwią wrzącą, i bystremi laty

Rzucając chęci pierwsze nieobacznéj młodzi,

Często o lekkomyślne małżeństwa przywodzi;

I wkrótce niehartowne rozumem ogniwa

Jak marnie pospajała, tak marnie rozrywa.

Postępuj w dobrą chwilę, paro ukochana!

Jak rzeka z niebotycznych pieluszek ulana,

Któréj Twórca swym palcem napisał bieg długi,

Mija drobne strumyki i błotniste strugi;

Lecz z dziedzicznéj siedliny wypłynąwszy, poty

Czystym bieży korytem, a licznemi zwroty

Szukać czegoś zdaje się, póki w téjże mierze

I jasności, co sama, pary nie dobierze.

Więc z nią srebrne złączywszy nurty, biegną społem;

A płynnym wsie i grody bogacąc żywiołem,

Wzajemnie się wspierają nie zazdroszcząc sobie:

Bo są i równie bystre i wspaniałe obie,

Taki nasz złoty potok, który źrzódła swoje

Z wysokich przodków biorąc, a przejrzyste zdroje

Od pierwszych lat prowadząc, żadnym niezburzony

Nagannych przywar mętem, nie mógł lepszéj żony

Dostać, jako gdy wiecznéj upominkiem sprawy

Bok swój o bok zatoczył złocistéj Srzeniawy.

Płyńcie, rzeki fortunne, zawsze jednym torem,

Nigdy się płonnych wieści nie dzieląc pozorem;

Zawsze w pełnéj ufności, w czystym zakochaniu:

Aby i po długiego biegu dokonaniu,

Gdy wam wieczny ocean otworzy swe wrota,

Kędy kres nieprzeskoczny ludzkiego żywota,

Późne się wieki waszéj miłości dziwiły,

Żeście i w morzu długo wód swych nie straciły.

Postępuj w dobrą chwilę, paro ulubiona!

Mogłaż być kiedy nad cię szlachetniéj złączona?

Czym Bóg ludzie na ziemi najjaśniéj oznacza;

To ciebie krwią dotyka, to ciebie otacza.

Tu król, czoło ozdoby; tu szanowne głowy

Z cnot i zasług, co je wiek bieli Nestorowy,

Dwa twe, Polsko, zaszczyty, dwie twoje podpory.

Tu babka, skąd ma pierwsze płeć niewieścia wzory

Wiary i pobożności; tu ociec kochany,

Stróż porządku, stróż prawdy i pana doznany.

Więc matka z miłym sercem, nauką, urodą

Zacna, i równe ciotki pięknym kołem wiodą.

Więc i godni wujowie; tudzież innych siła

Krewnych imion na święto, co je to zwabiła

Dwu wielkich domów przyjaźń i wasze kochanie,

Żeście sobie u ludzi zasłużyli na nie.

Takie, złote mijając sławnéj Pafu wieże,

Płochemi wiosły ptastwo trakt powietrzny rzeże,

Bawiąc lud zadziwiony ciekawym widokiem,

Leci pomiędzy krasnym rączych piór obłokiem

Dwoje jasnych gołąbków, które w winnéj dani

Lotny orszak prowadzi dla cypryjskiéj pani.

Ona je śnieżną dłonią muska i na szyje

Z tyryjskiego szkarłatu miękkie wkłada szlije,

Wprzęgając do złotego wózka, aby wiecznéj

Miłości spólnie ciężar dźwigały serdeczny.

Postępuj w dobrą chwilę, paro ulubiona!

Piękna dla ciebie wróżka, ojczyzno strapiona,

W téj fladze niespodzianéj, gdy twój dach ze słomy

Troistym niszczą bełtem zapalczywe gromy;

I pod mylną zasłoną przychylnego cienia

Sępią, grożąc mgłą czarną wiecznego zaćmienia.

Weselszy czas nastaje! dwie nadobne zorze,

Milsze nad wasze światła, z Polluksem Kastorze,

Wschodząc na nasz horyzont, cały wprzód zaćmiony,

Z grubych cię niezgód chmurnéj wydźwigną zasłony.

Już też same łańcuchy, które wasze ręce

Wiążą, łączą pospołu i domy książęce

Węzłem nierozerwanym. Postaw na puklerzu

Możnym dawnych Jagiełłów, potomny rycerzu,

Krzyż złoty, krzyż waleczny! przytul go do twojéj

Serdecznie, żadnym szturmem niepożytéj zbroi!

Tak pod jedną złączone ze krwi twojéj głową,

Pójdą rzeczy szczęśliwszą nierównie osnową,

A srogim od lat tylu zwątlona pogromem

Dla sporu domów, będzie Polska jednym domem.

Postępuj w dobrą chwilę, paro ulubiona!

Niech z tobą idzie pokój, niech zgoda niepłona.

Zgoda — twierdza narodów; jéj tarczą odbite

Pierzchają, jak proch lichy, ufy miedzią kryte;

A któréj ani ogień, ani miecz nie lęka,

Przed jéj licem łaskawym groźna moc uklęka.

Zgoda — matka porządku; samo przyrodzenie

Jéj sprawą, wieczne niebu ukuło sklepienie;

I ziemię wydobywszy z mętnéj wód otchłani,

Tysiąc istot nadobnych postawiło na niéj.

Co zmysły ludzkie bawi, co nasyca one,

Cóż było, nim się każdy w naznaczoną stronę

Udał żywioł, zawarszy wieczyste sojusze?

Nie było życia, chociaż różne były dusze.

Teraz i płodna ziemia bujne plony rodzi,

I za dniem nieustanną noc koleją chodzi,

I morze ma swe kresy i rzeki łożnice;

Bo wszystkim dała zgoda warowne granice.

Tak ty, zacny narodzie, gdy się twych umysły

Synów w miłości trwałéj węzeł spoją ścisły;

Wybrnąwszy z smutnéj toni, wśrzód własnego łona

Wzbudzisz na dalsze lata fortunne nasiona.

Więc kiedy czas ten przyjdzie, a po srogiéj wrzawie

Słońce nasze w swéj znowu wesołéj postawie

Ożywi świat ojczysty; z nim pospołu i ty,

Mój Potocki, coś dotąd na Parnasie skryty,

Pięknym bawiąc dowcipem pańskie trudy słodził,

Będziesz w szyk jasnych planet policzony chodził;

I przy wieku dostałym sprawy ważniejszemi,

Pod mądrą jego wodzą, polskiéj świecił ziemi.

A my z chatek spokojnych, darem ożywieni

Dobroczynnych onego pasterza promieni,

Będziem wiejskie na gęślach nucić mu padwany:

Świeć nam długo szczęśliwie, wodzu ukochany!

Postępuj w dobrą chwilę, paro ulubiona!

Jako piękna latorośl, latorośl zielona,

Która ma swemu sadźcy stokrotną nadgrodą

Zawdzięczyć letnie znoje, karmią i ochłodą;

Skoro już pełna soku takich lat dolicza,

Że ją bezpiecznie może ręka ogrodnicza

Wziąć ze szkoły spółczesnych drzewek rzeszy młodéj,

I już na urodzajne przesadzać ogrody:

Frasowliwy o swojéj wychowanki doli,

Szuka wszędy gospodarz co najlepszéj roli;

I żeby jéj wiatr silnym nie uszkodził wiewem,

Z gałęzistym ją żeniąc sfornie łączy drzewem.

Z domu Eleonory, z dziadowskiego łona,

Księżniczko! piękniéj cnotą, niż krwią ozdobiona,

Już cię o to życzliwi przenoszą rodzice,

Na wzór rodnéj jabłonki, lub winnéj macice.

Już twe lata dostalsze doszły owéj chwili,

Ażeby, co się samym wprzód kwiatem cieszyli,

Po zeszłéj wiosny porze, mogli patrzéć na to,

Co za łożone prace winno przynieść lato.

Złączona z zacnym drzewem od złotéj Pilawy,

Na którym Mars swe nieraz zawieszał buławy,

Honor tysiączne krzeseł wysokich zaszczyty,

I lasek i sztandarów blask niepospolity:

Rośnij w owoc i w cnoty, śliczna latorośli,

By z ciebie z wnuczętami piękne dziatki poszli,

Ojczyźnie na usługi, a tym na kochanie,

Co ci w swym domu zacne dali wychowanie.

Jużeś, kochana paro, dała sobie dłonie.

Patrzy na to zawisna i ledwo nie tonie

We łzach zazdrość, że tego związku ni opaczny

Język, ni chęci własnych zerwie szturm dziwaczny:

A miłości wam żadne przypadki nie wydrą.

Bóg tak chciał; a czas złotą potrząsnął klepsydrą.

1772, Zab. VI, 386 — 400.

Sigue explorando

Por su autor
Adam Naruszewicz · 143 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Moc pięknościNa akt weselny Józefa Niesiołowskiego, Kasztelana Nowogrodzkiego, z Katarzyną Massalską, Kasztelanką Wileńską i Hetmanówną W. X. Litewskiego →

Expediente

Autor
Adam Naruszewicz
Título
Na akt weselny Ignacego Potockiego, Generałowicza Artyleryi W. Ks. Lit., z Księżniczką Elżbietą Lubomirską, Marszałkówną Wielką koronną
Lengua
polaco
Época
Ilustración
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-na-akt-weselny-ignacego-potockiego-generaowicza--adam-naruszewicz-950489
Cita recomendada
Adam Naruszewicz, «Na akt weselny Ignacego Potockiego, Generałowicza Artyleryi W. Ks. Lit., z Księżniczką Elżbietą Lubomirską, Marszałkówną Wielką koronną», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-na-akt-weselny-ignacego-potockiego-generaowicza--adam-naruszewicz-950489.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.