CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Mona Liza (1912)

polaco

XI.

MONA LIZA.

I.

Śmiejesz się do mnie tym dziwnym uśmiechem

W oczach i ustach, który — nie wiem — cnotą,

Czy też ponętnym przykuwa mnie grzechem:

Tak mi się w serce strzałą wbija złotą.

Pod jego czarem z młodzieńczą ochotą —

U dusz ranionych z niezwykłym pośpiechem —

Rwałbym się znowu ku tym wyżnym lotom,

Gdzie dech nasz z bożym zlewa się oddechem.

Lecz mnie już błękit niebieski przeraża,

W nieskończoności tonący, bezdenny

I bezgraniczny baldachim ołtarza,

Ustawionego w mistycznej świątyni,

Gdzie, jako obraz daleki i senny,

Wielka Miłości ofiara się czyni.

II.

Śmiejesz się do mnie... Spoglądam w twe oczy

I twoje usta, niecierpliwie chłonę

Ten dziwny uśmiech, co w sobie jednoczy

I ciernie cnoty i grzechu koronę.

I żary na mnie buchają czerwone,

Dusza ma ogniem, niby krwią, się broczy —

Tajemną w Sais rozdzieram zasłonę,

By zginąć w światła ślepiącej roztoczy.

Zabójcze światło! Do głębi przewierci,

Człeku, twe wnętrze, ale nie rozświeci

Zagadki bytu, która w niem się chowa.

Przy tobie stanie li zdawkowej Śmierci

Posępne widmo, straszydło na dzieci,

Albo też Boleść, tak, jak Śmierć, zdawkowa.

III.

O Mono Lizo! Niema w sercu mojem

Ni jednej chwili, gdzieby twe powieki,

Pełne tajemnic, zbratały z spokojem

Mą duszę!... Śmiej się! Śmiej się! Niech w daleki

Popłyną przestwór nieuchwytne rzeki

Mgławic miesięcznych, darzące ukojem

Serca, znużone ciężarem opieki,

Którą ich raczy świat ten!... My nad znojem

Staniemy zdrowi i silni!... W ramiona

Pochwyć mnie słodkie!... Wesoła i pusta,

Przytul do ust mych swe motyle usta!

Na piersiach twoich niech pierś moja skona!

Niech wokół wszystko skona, prócz rozkoszy,

Której nam światło z Sais nie wypłoszy...

IV.

O Mono Lizo! Nie wiem, czemu nasze

Zeszły się drogi i czy dzień się zbliży,

Że się rozejdą, ani tem się straszę,

Że na tych drogach wyrośnie rząd krzyży...

Wszystko mi jedno! Po powszednią paszę,

Ambrozyi żądny, duch mój się nie zniży:

Kocham twe ciało! Ku niemu się łaszę,

Wróg Nazaretów świętych i Assyży.

Żądliwie śledząc barwnych szat obrzeże,

Okalające twoje łono mleczne,

Rękę mą drżącą w twoje kładąc włosy,

Im tylko ufam i w nie tylko wierzę,

O Mono Lizo, me pragnienie wieczne!

O Mono Lizo, mój wzlocie w niebiosy!

V.

Śmiejesz się do mnie, czy śmiejesz się ze mnie?...

Na ustach twoich uśmiech tajemniczy

Nad przepaściste prowadzi nas ciemnie,

Gdzie siwy starzec ziarnka piasku liczy...

Jest-li lęk taki w niedostępnej dziczy,

W którą się słońce przedziera daremnie,

Jaki ma śmiech twój, skażon czy dziewiczy —

Śmiech twoich oczu? — ja nie wiem...

Na Lemnie

Czy na Golgocie — tam, gdzie ludzie żyli

I tam, gdzie marli, niema takiej chwili,

Iżbym nie pragnął sięgać ku zasłonie

Z Sais, a zawsze, w mroku czy przeźroczu

Mych dni doczesnych, muszę cofać dłonie,

O Mono Lizo, przed śmiechem twych oczu...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Mojżesz (Kasprowicz)Mróz (Kasprowicz, 1912) →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Mona Liza (1912)
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-mona-liza-1912--jan-kasprowicz-e5c4a3
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Mona Liza (1912)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-mona-liza-1912--jan-kasprowicz-e5c4a3.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.