CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaDawid Frischmann

Dawid Frischmann · Vanguardias / s. XX

Mój mełamed i jego koza

polaco

Niechaj zabrzmi oda wierszem a nie prozą

Na cześć mełameda mego z jego kozą.

Był niegdyś mełamed, zwany rabbi Icze,

Raczej nad-mełamed, jakby orzekł NitzscheNietzsche;

Człek mądry, uczony, godny stu piramid,

Odziany nie w łachman, lecz w atłas, aksamit.

A miał kozę dzielną, kozę niepowszednią,

Kozę żwawą z włosem gładkim, sierciąsierścią przednią;

Kozę ładną, miłą, kozę nad kozami.

Która swoją krasą stado kozłów mami;

Co umiała skakać, pląsać, hopsać gracko,

Beczyć be-me, me-be — słowem kozę-cacko.

A chuda i cienka była także przytem,

Więc się wyróżniała małym apetytem,

Doić zaś się dała, ile kto zapragnie,

Pokorna, spokojna, jak niewinne jagnię;

Potulna, skromniutka, dobrze wychowana,

Lecz trza dalej śpiewać ku chwale jej pana.

Pan ją bardzo kochał, jak nikogo w świecie,

Pieścił ją i głaskał, niby własne dziecię.

Kochał platoniczne, jako owoc rajski,

W szacie różnej: polskiej, żydowskiej, hebrajskiej....

A że serce miał on jak król nie konował,

Więc ją lubił, kochał, hołubił, miłował;

Od rana do nocy ciągle o niej gadał,

Nad każdziutką skazką jej płakał i biadał,

Lub się oblizywał i mlaskał językiem,

Jakgdyby pił szampan, istny Szato-Ikem...

O jednem przepomniał wśród miłosnej wrzawy:

Nie dał jej otrębów, ni siana, ni trawy,

Ani kropli wody, by zwilżyć krew, kości —

Za to wciąż jej prawił o wiecznej miłości;

Miłował ją we dnie, miłował ją w nocy,

Tylko o jej doli nie myślał sierocej.

A biedne bydlątko było coraz chudsze,

Zamiast mięsa — kości, ze szczerbami w futrze...

A czy wiecie, jak się z kózeczką skończyło?

Raz w piękny poranek, albo w nockę miłą

Kochający rebe poszedł do obory,

By, jak zwykle, wyznać jej swoje amory,

Lecz strasznie się przeląkł i zdziwił niemało,

Widząc swojej kózki — wyciągnięte ciało.

Wiecie co siesię stało? Łamcie ręce obie!

Tak pieszczona kózka nagle... zdechła sobie.

Ordynarnie zdechła ta nikczemna koza,

Niech na cześć jej pana brzmią rymy i proza:

On jej dalej złożył swej miłości piętno,

Kazał jej pośmiertną mowę elokwentną

Wyrżnąć takim, którzy rżną podobne mówki,

Nie dostając również ni grosza gotówki.

Za to on i inni tacy „miłośnicy“

Łzy ronili w domu, w knajpie, na ulicy,

Dymem się pachnącym zaciągając z fajki...

....................

Morał sami snujcie z tej niewinnej bajki.

Sigue explorando

Por su autor
Dawid Frischmann · 1 pieza más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

Sześć →

Expediente

Autor
Dawid Frischmann
Título
Mój mełamed i jego koza
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-moj-meamed-i-jego-koza--dawid-frischmann-3b6294
Cita recomendada
Dawid Frischmann, «Mój mełamed i jego koza», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-moj-meamed-i-jego-koza--dawid-frischmann-3b6294.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.