CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaCyprian Kamil Norwid

Cyprian Kamil Norwid · Modernismo

Krakus książe nieznany — I

polaco

I.

(Wnętrze pustelni w okolicach Karpat.)

STARZEC.

Dzień mię odpycha a noc mię woła.

Czuję — że długo tu nie zabawię:

Zostawię tobie świecę — gęśl — zioła —

Świecę, gęśl, zioła tobie zostawię.

Ostatnie słowo, gdy przyjdzie chwila

Tchnę ci na czoło twe jak motyla:

Człek bierze z ciągu rzeczy zadatek,

Acz siłę brania przynosi z sobą

Początek nie nasz, ani ostatek:

Ostatnie słowo z ostatnią dobą! —

Ostatnie słowo — mój Lilianie

Choćby mi głosu już nie starczyło

Pokażę tobie palcem na ścianie

I nie zrozumiesz — lecz powiesz «było»

I nieme pomnieć będziesz kazanie,

Chodząc jak senny z palcem na czole;

Aż w myśli tobie wyraźnie stanie

Jakoby duchem — i dasz mu wolę

Sam przyobleczesz pewności ciałem,

I rzekniesz głośno to, co rzec chciałem!

Byli tu nie raz, byli tu przecie

Ci, co mądrości szukają w świecie.

Na jesionowym tym jadłem stole

Z mężem, co dla niej znosił i bole —

Het! — z za wielkiego przybyłym morza,

Gdzie chmur na niebie nie ma bynajmniej,

A w gwiazdach ręka pisuje Boża.

Gór tam jest sporo — a ziół jest najmniej.

Był tu i z Azjej mędrzec koronny,

Człowiek słodyczy wielkiej i ładu —

I rycerz co się urodził konny,

Pokryty łuską jak piersi gadu.

Królowa jedna w progi tej chaty,

Jak zachodzące słońce czerwono,

Rękoma ciężkie niosąc szkarłaty,

Wchodziła z swoją złotą koroną;

A chłopiec za nią idąc służebny,

Niósł jeszcze drugi płaszcz, niepotrzebny!

LILJAN.

Ojcze! — dwóch mężów właśnie w tej chwili

Słyszę, jakoście słuchać uczyli:

Z bioder się mieczów dwa im kołysze. —

STARZEC.

Synu! — uczyłem cię słyszeć ciszę.

Synu — kto ciszę słyszał aż do dna

Temu i trumna bywa wygodna;

Ale jest nocna cisza i dzienna,

Jest dno mająca i jest bezdenna —

A o tej drugiej rzecz zbyt zawiła;

Co nie dopowiem, powie mogiła.

LILJAN.

Ojcze! Po suchym listku olszyny

Niechby się pająk przetoczył siny —

Słuchem —

Duchem —

Szlaki jego zwietrzę:

I rzeczy przyszłych bladawe świty,

Nim na odległe wpłyną zenity

Mgnieniem —

Tchnieniem —

Wchłonę jak powietrze.

STARZEC.

Synu — zmysł młody i ochroniony,

Użyty dobrze zaraz z powicia,

Droższy jest niźli wszystkie miliony —

A jednak któżby znał to za życia,

Gdyby mu inny w czemś umorzony

Takowej wiedzy skąpił odkrycia?

A przeto zmarli, a przeto zeszli

Nie są to jacyś co ich nie było;

Nie ma ni może kiedyś być — jeźli

I własną przez nich rozrządzasz siłą,

Rzecz ta, wszelako zbyt jest zawiła

Co nie dopowiem, powie mogiła —

LILJAN.

Mistrzu — na oko mężów już obu

Widzę — bez twego patrząc sposobu —

Jeden się z drugim wadzi po drodze —

Są królewice, bracia i wodze:

Ani za łosiem gnali w te lasy,

Po żebrach koni krwawiąc obcasy;

Ani zbłąkali się i chcą cienia,

Ani im woda ujmie pragnienia —

STARZEC.

Zgadobliwością zabiedz im drogę,

Ni poznać czemu idą, nie mogę:

Starcowi nie raz niższych sił zbywa;

Dzień mię odbiega a noc mię wzywa —

Odbiega dzień mię a noc mię woła,

Czuję — że długo już nie zabawię —

Zostawię tobie świecę, gęśl, zioła,

Świecę, gęśl, zioła, tobie zostawię.

LILJAN.

Przyszli — i stoją —

STARZEC.

Wołaj rycerzy —

LILJAN.

Chodźcie mężowie! staruszek leży —

RAKUS, wchodząc.

Na pocisk procy, przed domu progiem

Nieco się wstrzymać, jest rzecz godziwa;

Do grodu, zwykłem słać chłopca z rogiem

Co trąbiąc, imię moje nazywa —

Trąbienia sztukę zna jako mowę

Tak, że się straże dziwią grodowe:

Panny, z lipowych patrzają alej

A ja mu kiwam: trąb waszeć dalej —

Tego, brat Krakus, jakby sosenkę

Z rozkutym koniem zostawił w boru —

Dobrze, że Ojcze, nie macie dworu —

Przyszłoby wjazd nasz otrąbić w rękę —

Książę brat Krakus gwoźdźmi złotemi,

Gdzie konia ruszy, sieje po ziemi:

A ja mam zwyczaj że koń pierw legnie,

Nim się co na nim złamie lub zegnie.

KRAKUS.

Wstydzisz mię bracie —

RAKUS.

Sprawiam się raczej,

Jak gdy kto naprzód wyszle tłomaczy

Cóż-bo osoba może sędziwa

Mniemać — gdy z jednym koniem i sługą

Dwóch wchodzi książąt: —

STARZEC, przerywając.

Nie raz to bywa

Będzie, bywało i potrwa długo —

(do Krakusa)

Książę Krakusie, słowy swojemi

Rzeknijcie za się niebu i ziemi

KRAKUS.

Synowie Króla jesteśmy z grodu,

Gdzie pierwej cudna władnęła Pani,

Przez którą Niemce są odegnani —

Lecz czar się przeniósł w serce narodu

I pod czterema zamku węgłami

Smok jamę czarną wykopał kłami.

Z tym Ojciec boje ustawne zwodzi,

Jak z nawałnicą leżący w łodzi.

I nie raz w okna gdzie starzec drzymie,

Po głazach skrzele wplusną olbrzymie,

Jakoby bluszczu zielona struga:

Skosisz ją — drzwiami podpłynie druga.

Tak co noc! — pokąd jeden z oszczepem,

A drugi z kutym stoi pół-cepem

Przy drzwiach — u okien ciosowej ramy

Sto jasnych włóczni na czole bramy;

Sto drugie pókąd w odwodzie mamy,

Do póty żywot pędzimy taki

Jak w strzelca domu zalęgłe ptaki.

Już każdej z komnat drzwi, okna, progi

Posoką gadu spluskane czernią,

A jeszcze żyje on rdzenio-wrogi

I człony jego wciąż się bezmiernią —

I końca nie ma temu gadowi

Aż ramie w bezwład opadać musi,

Aż z wiórów trupa zgnilizna dusi,

A nie ma końca temu smokowi! —

STARZEC.

Któż z was był rajcą, by szukać rady?

RAKUZ.

Ja pierwszy byłem!

KRAKUS.

— A jam opieszał

RAKUZ.

Naglić musiałem żeby pośpieszał

STARZEC.

Nie będzie gadem kto zetrze gady,

Gadem nie będzie kto gady zetrze —

Sprawa ta stała się już daleko

Za górą siódmą, za siódmą rzeką,

A tu nawiewa z owąd powietrze,

A tu się tylko ostatki wleką.

Dziewicy nogą w ziemi dalekiej

Smokowi głowę starto pierwotną;

To zaś jest tylko odrośl kaleki:

Jeźli już gnije skoro go potną,

Jeźli, gdy mieczem odwalisz sporo,

Nowe się gady z niego nie biorą.

Byli tu tacy — byli tu przecie

Ci, co mądrości szukają w świecie:

Na jesionowym tym jadłem stole

Z mężem, co dla niej znosił i bole

Het! z za wielkiego przybyłym morza:

Ten, sprawę Węża na pamięć umiał

I znał co ręka z nim czyni Boża:

Słuchałem długo — ażem się zdumiał!

Długo słuchałem tego pielgrzyma!

Co jabłoń owdzie posadził złotą;

Gdzie łucznik konia waszego trzyma.

Tę mówię jabłoń posadził oto,

Błogosławieństwa znak kładąc na niej —

A odtąd co rok owoce niesie,

Wonność po całym rozlewa lesie;

Ptastwo ją mija, robak nie rani —

Nie będzie gadem, kto niszczy gady,

Gadem nie będzie kto gady niszczy —

Smok pierwszy runął i zionął jady,

I to się jeszcze pryszczy a pryszczy.

Książęta, jedźcie za siódmą skałę,

Gdzie leżą śniegi na Tatrach białe:

Za siódmą skałą najdzie się struga,

Co między głazy promieniem mruga,

A potem w rzeki urasta żyłę —

Wodę z niej hełmem kto pił miedzianym,

Bywał mu z wodą i sposób zlanym;

Zdobywał fortel, zyskiwał siłę

Przeciwko smokom odwylęganym.

Lubo jest rzadki, co fortel z siłą

W doraźną umiał zamienić wolę,

Zawsze się jedno z drugiem wadziło:

Mówiłbym dłużej, lecz cierpię bole —

Dzień mię odbiega, a noc mię woła.

Lilian niech wam będzie gościnnym

Zostawię po mnie świecę, gęśl, zioła —

Świecę, gęśl, zioła: zostawię innym —

(Głosem cichszym.)

Książęta jedźcie za siódmą skałę,

Gdzie śniegi leżą na Tatrach białe —

RAKUZ.

Strugi jak pytać? i pytać kogo?

STARZEC.

Cel drogi bywa z skończoną drogą,

Grotem się włócznia zazwyczaj kończy,

Wrębem się kończą brzegi opończy:

Człek nie wie, mówiąc o tem i owem,

Że słów granice są jeszcze słowem.

LILJAN.

Książęta jedźcie saza siódmą skałę,

Za siódmą skałę, gdzie śniegi białe —

(Książęta wychodzą. LILJAN, do pustelnika.)

Mężowie wyszli, wadząc się z sobą.

STARZEC.

Gdzie zwada braci zdwoi rodzonych,

Nie kwap się trzecią stawać osobą:

Osobą trzecią braci zwaśnionych

Milczenie najprzód bywa — a potem

Służalec, człowiek kupiony złotem;

By zaprzestawszy swego istnienia,

Dla powaśnionych był zejściem gniewu —

Ten, gdyby zbywał, będą kląć drzewu,

Lub z przydrożnego szydzić kamienia.

Aż gniew, który jest właśnie że owem

Zapowietrzeniem po-jaszczurowem,

Wyrozpoznawa się i wypienia!

(Po chwili.)

— Zmierzyłem ja ich tą siódmą skałą!

Dni siedm, niech błądzą zdala od domu,

By co jest marą, snem się wydało:

A Bóg da resztę — jak będzie komu! —

Sigue explorando

Por su autor
Cyprian Kamil Norwid · 176 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← KółkoKrakus książe nieznany — IV →

Expediente

Autor
Cyprian Kamil Norwid
Título
Krakus książe nieznany — I
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-krakus-ksiaze-nieznany-i--cyprian-kamil-norwid-64ac58
Cita recomendada
Cyprian Kamil Norwid, «Krakus książe nieznany — I», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-krakus-ksiaze-nieznany-i--cyprian-kamil-norwid-64ac58.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.