CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaQ4403576

Q4403576 · Modernismo

Kraina miłości

polaco

Niedawno temu dziwnie śniłem,

Sam nie wiem czym spał wówczas czy na jawie byłem,

Wiem tylko że marzenie miałem,

A takiem ono było pięknem, tak wspaniałem,

Że dziś gdy piórem pragnę wskrzesić je do bytu,

Jeszcze mi ręka drży... z zachwytu.

Kroczyłem niby drogą, co jak oko sięga

Przez step się wiła jak szeroka wstęga,

I odbywałem podróż zmudną

Jakąś krainą czczą i nudną,

Gdzie się na każdym kroku spotykałem z rojem

Ludzi bez ognia, woli, siły,

Postaci ciężkiej i niemiłej,

Z wypisanym na czole opasłym spokojem.

Więc szedłem szybko, pragnąc jak najprędzej

Utracić z oczu nudne te obszary,

I wstrętne istot tych maszkary

Z wyciśniętem na czołach piętnem ducha nędzy.

Przyszedłem tak nareszcie przed mur okazały;

Wyryte na nim głoski tęczowej jasności

Przychodniowi oznajmiały:

„Kraj miłości."

Zabiło mocniej serce moje,

Gdym wszedł w podwoje

I próg przestąpił pierwszy robiąc krok.

Niebiańsko piękny widok uderzył mój wzrok,

Miałem przed sobą ziemię tak wspaniałą,

O jakiej wieszcz lub malarz wyobraźnią śmiałą

I snami marzy natchnionemi,

Krainę niepojętą dla mieszkańców ziemi,

Nad którą raj piękniejszym blaskiem nie jaśnieje.

Obszerna, kwietna błoń, stworzona do marzenia,

Różany w okół las, co sięga nieb sklepienia

I wciąż balsamy woni leje, —

Przejrzysta ręka środek ziemi tej umila,

A jej prąd kryształowy zwraca się co chwila

Ku stronom z których wypłynęła w dal,

Jakby jej rzucić było żal

Tę przecudowną, kwietną błoń,

Tych drzew i kwiatów urok, barwę, woń. —

I dziko romantyczne skały

Nad brzegiem jej powyrastały,

A złote chmury jak pierścieniem włosów

Ubrały szczyty tych kolosów.

Spoglądam w zachwycie na tę ziemię snów,

Wejść do niej sił mi brakło, wielbić brakło słów,

Zostałem długo u jej proga,

Aż wreszcie ziemia ta stokrotnie błoga

Zwabiła mnie swym czarem i wstąpiłem do niej.

„Tam po za rzeką, jeśli ją przepłynę, —

Myślałem, — tam miłości zobaczę krainę!"

Poszedłem na brzeg, wsiadłem w łódź,

Zacząłem szybko wiosłem srebrne fale próć,

Lecz zamykałem oczy, bo na grzbiecie fal

Co chwila płynął siny trup młodzieńca w dal,

I jak przelękłe żaby wskakiwali w wodę

Z nadbrzeża chłopcy i dziewczęta młode.

Przepłynąłem nareszcie nurt rzeki szeroki,

Ale i tam te same ujrzałem widoki:

Gdziebądź spojrzałem w okolicę,

Wszędzie wisielcy, topielce,

Albo ze skał sterczących w dali

Dziewczęta i młodzieńcy w przepaść się rzucali,

A wrząca krew z ich serc i mózg z ich skroni,

Rozbryzgiwały się po błoni.

Błądziłem w koło przerażony

Po tej krainie krwią zbroczonej,

Lecz ten sam widok ze wszech stron,

Zwątpienie, rozpacz, samobójstwo, zgon.

I śmiał się tylko niebios sklep

I cudnem kwieciem wonny step

Rozpromienionem swem obliczem,

Jakby nie wiedział nic o niczem,

Błękitny w górze, kwitnący na dole,

Z spokojem wiecznym na uroczem czole.

Sigue explorando

Por su autor
Q4403576 · 74 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Kłopoty spragnionego człowiekaLiliom Peti →

Expediente

Autor
Q4403576
Título
Kraina miłości
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-kraina-miosci--q4403576-b011b5
Cita recomendada
Q4403576, «Kraina miłości», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-kraina-miosci--q4403576-b011b5.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.