Jako potrzeba służą,
Ani oka nie zmrużą,
Całą noc śpiewają chwała,
Dziecineńko mała,
A dzieciątko leży,
Prawie bez odzieży,
Na garstecce siana,
Posłanie dla Pana
Niebiosów.
Aż ci człeku żałko,
Że na święte ciałko
Nie ma okrywadka,
Przenajświętsza Matka,
Ubożuchna Panienka.
Że całe ogrzanie,
Oślęce chuchanie,
I wole i wole.
Aleć to marne słowa,
Bo gdy zechce się schowa
Za ten obłok biały,
Co idzie z za skały,
A pod nim raj mały,
Przeczystych, złocistych
Aniołów.
Nie bój się o nic człecze,
Mają tam o nim pieczę,
Jeszcze lepsi od ciebie,
Co służą Panu w niebie;
Dzieciątko się śmieje,
Aż w szopie widnieje,
Idźżeż tam aniele ano duchem,
A porządek uczyń przed pastuchem,
A powiedz niedźwiedziowi,
Niech się tam nie sadowi,
Niech się tam nie nosi,
Gdzie go nikt nie prosi,
Niech się tam nie żywi,
Gdzie mu wszyscy krzywi. —