CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaIwan Franko

Iwan Franko · Modernismo

Kamieniarze (Franko, 1913)

polaco

Widziałem dziwny sen. Tuż pod nogami memi

Leżała dzika dal, ugory puste, śpiące.

Przedemną ściana skał, co chmur sięgała z ziemi;

Przykutym do niej sam pętami żelaznemi,

I towarzyszów też, podobnych mi, tysiące.

Każdego męża skroń poryły życia pługi,

Lecz w oczach wiary blask i miłość płonie żarem.

I każdą dłoń — jak wąż — okręcił łańcuch długi

I każdy z mężów zgiął swych twardych plec kolczugi,

Jak gdyby tłoczon był nieznanym mu ciężarem.

I nagle wszystkim nam zabłysły w ręku młoty

I zagrzmiał mocny głos. Tak piorun żga obłoki!

»Uderzcie w skały pierś! Ni chłód, ni żar spiekoty

Niech nie wstrzymają was! Na trud! na krwawe poty!

Wam przeznaczone jest przewiercić pierś opoki.«

W ten mig, jak jeden mąż, podnieśliśmy swe dłonie,

Tysiące młotów wraz o skałę załomocą,

A skała pęka, drży, tysiącem iskier zionie,

My wszyscy bijem wciąż w kamienną pierś i skronie

Z upartą, żądną ran, rozpaczną jakąś mocą.

By wodospadów ryk, jak bitwy szczęk orężnej,

W granity wciąż i wciąż dzwoniły w takt oskardy;

I coraz nową piędź od skały niebosiężnej

Zdobywał tak nasz huf. Choć walki los potężnej

Kaleczył wielu z nas — młot walił w kamień twardy.

A wiedział każdy z nas, że sławy nie dosięże,

Że naszych krwawych łez zapomni myśl ludzkości,

Że wówczas drogą tą podążą inni męże,

Gdy my przebijem ją, gdy skruszym tu oręże

I gdy już w prochu tym wygniją nasze kości.

Lecz czyśmy wyszli tu po wawrzynowe wieńce?

Niech bohaterów skroń ozdobią wirydarze!

A my — niewolni my, nie sławy namaszczeńce,

My, z woli własnych dusz, wolności przyszłej jeńce,

Co ten postępu szlak krwią znaczą, — kamieniarze!

I ufał każdy z nas, że swemi ramionami

Rozkruszy skały pierś, rozbije w puch granity;

Że z własnej skrzepłej krwi i swemi piszczelami

Zbuduje twardy bruk, a drogą tą za nami

Przyjść nowe życie ma i nowe jasne świty.

I wiedział każdy wój, co tam daleko w świecie,

Porzucił z myślą: Dań dla wiecznych pęt męczeństwa...

Że matki nasze w łzach, że płaczą żony, dzieci —

I każdy świadom był, że na ten czyn nasz leci

Ze wszystkich stron, z ust swych i wrogów — krzyk przekleństwa.

A choć świadomość ta — najgorsza to udręka,

Choć nieraz naszą pierś rozraniał żal, zgryzota:

Przekleństwa, łzy i ból i ran piekących męka

Nie miały mocy tej... i ani jedna ręka

Nie uschła od tych klątw, nie opuściła młota.

Tak wszyscy dążym wciąż. Przykuciśmy do siebie

Zamysłem świętym, młot w ramionach naszych chrzęści,

Niech na nas miota świat przekleństwa, w piasku grzebie —

Nie spoczniem, póki młot tą ścianą zakolebie...

Po czaszkach naszych głów przyjść musi wszyskichwszystkich szczęście!

Sigue explorando

Por su autor
Iwan Franko · 10 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

Na ludową nutę (Franko, 1913) →

Expediente

Autor
Iwan Franko
Título
Kamieniarze (Franko, 1913)
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-kamieniarze-franko-1913--iwan-franko-976ceb
Cita recomendada
Iwan Franko, «Kamieniarze (Franko, 1913)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-kamieniarze-franko-1913--iwan-franko-976ceb.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.