CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMikołaj Biernacki

Mikołaj Biernacki · Modernismo

Jowisza do Warszawy wycieczka

polaco

Jowiszu! na Bozkie rany!

Co tobie! z czoła krew broczy!

Podbite oczy!

Zabłocony! obszarpany!...

— Junono! nie mów tak wiele;

Zaraz ci powiem aniele.

Jutro rano pjawki stawię!

Byłem w Warszawie.

Wiesz, że ze względu na zdrowie,

Zalecono mi spacery;

Rubli więc cztery

Biorę i układam w głowie,

Wycieczkę do głośnéj sławy,

Niby Paryża — Warszawy.

Pomysł mój był kapitalny!

Lecz dzień feralny!

Zaszedłem o ósméj rano.

Patrzę... coś na mgłę zakrawa,

Nie — to kurzawa!

Tu ulice zamiatano!

Krztuszę się, kaszlę, pył wzrasta..

Źle! trzeba uciekać z miasta.

Wskakuję więc do doróżki...

Na wierzbie gruszki!

Dorożkarz pyta gdzie każę?

Mówię: Mokotów kochanie,

Pięć rubli panie,

Powiada. Gwałtu! Wyłażę

I myślę: pójdę, zachwycę

Powietrza w boczne ulice.

Tam nie zamiatają wcale,

Tak, doskonale!

Juno! patrz! moje trzewiki!

W dodatku podbiłem nogę;

Stąpać nie mogę!

Takie tam u nich chodniki!

Powracam tedy w śródmieście,

I... wstyd mówić przy niewieście,

Chodzę, o! przewrotny losie,

Z chustką przy nosie!

Następnie byłem — raj czysty!

Saski ogród — co się zowie!

Jedni mężowie

Ganią, że jest za krzaczysty.

Juno! jakie tam kobietki!

Szkoda żem nie miał lornetki!

Takich nie mamy i w niebie!

To jest... prócz ciebie.

Wybiła druga — obiadek;

Ponieważ koło mnie krucho,

Pod śliwkę suchą

Poszedłem — smutny wypadek!

Zjadłem pieczeń, leguminę,

I dotąd myślę że zginę.

Pójdzie rubel na doktora,

Fora ze dwora!

Po obiedzie — na gazety;

Warszawskie, najpierwsze w świecie!

Jak małe dziecię

Beczałem z żalu. Niestety!

Niema takiéj na Parnasie...

...Zgody — jaka tam, w ich prasie..

Masz tu; na bezsenność duszko,

Miej pod poduszką.

Junono! teraz to kłusem

Przebiegły po mnie wypadki;

Zbieram manatki,

I powracam omnibusem.

Powiadam — czas jest destruktor;

Nawymyślał mi konduktor,

Spadło koło i me brzemię

Brzękło o ziemię!

Nadto deszcz lunął jak z cebra!

W krótkiéj, błyskawicznéj porze,

Naokół morze!

Junono! ach! moje żebra!

Mój parasol i szlafmyca!

Kanał... Królewska ulica...

Straszne los zasadzki kryje!

Wpadłem po szyję!

Ledwo że mnie wyciągnęli.

Mokry — jak tu iść do nieba?

Suszyć się trzeba.

Idę... noc... djabliż wiedzieli,

Że gaz tak świeci niezdarnie!

Dostałem w łeb o latarnię,

I dyszlem od dorożkarza.

To się tam zdarza.

No, teraz myślę — już kwita,

Bo dobiegałem rogatek;

Wtem naostatek,

Czuję — ktoś mnie za kark chwyta.

W głupiéj, krótkotrwałéj chwili,

Obdarli mnie i obili!

Zostałem w jednéj żakiecie,

I przy — gazecie.

Ledwiem się dowlókł do domu;

Poślijcie po cyrulika!

Szkoda trzewika!

Juno! nie mów nic nikomu

Bo to nie wina Warszawy.

To jakieś nieczyste sprawy!

Pomysł mój był kapitalny!

Lecz dzień feralny!

Sigue explorando

Por su autor
Mikołaj Biernacki · 67 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Jowisz — dziedzicemJowisza sprzeczka z Wulkanem →

Expediente

Autor
Mikołaj Biernacki
Título
Jowisza do Warszawy wycieczka
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-jowisza-do-warszawy-wycieczka--mikoaj-biernacki-841968
Cita recomendada
Mikołaj Biernacki, «Jowisza do Warszawy wycieczka», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-jowisza-do-warszawy-wycieczka--mikoaj-biernacki-841968.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.