CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaKlemens Junosza

Klemens Junosza · Modernismo

Jeszcze jeden rodzaj Straży Ogniowej

polaco

Działo się to niedawno w pewnem zacnem mieście,

Gdzie męże z apetytem beczki piwa niszczą,

Kędy kwitnie dewocja i plotki niewieście,

Gdzie młodzieńcy dla szyku, po ulicach świszczą,

A inteligencja pracuje bez miary,

Od rana do wieczora depcząc trotuary.

Wielka tam była cisza — ab urbe condita,

Nikt tam chrześcijańskiego nie oglądał sklepu,

Tak zwana „sobkowatość“ kwitła znakomita,

I każdy żył samopas jak zając wśród stepu.

Gdy raz półgłowek jakiś wspomniał solidarność,

Obywatele plując rzekli: wszystko marność.

„Vanitas vanitatisvanitatum et omnia vanitas!

Przecz nam spokojne głowy frasować napróżno,

Iść z toporem do ognia, otóż mi rarytas

I jak jaki kominiarz nieść pomoc usłużną.

Na to się całe miasto zgodziło bez sprzeczki,

A na rynku rozeschłe stały cztery beczki....

Jest to prawda odwieczna, jak mówią mędrcowie,

Że krzepkie duchy słabną, a krzepią się słabe,

A jak prawo odwieczne i stare przysłowie...

Gdzie sam djabeł nie może, tam posyła babę.

Tak się i w mieście onem miało stać niestety,

Że na drodze postępu wzięły prym kobiety.

Na meetingu niewieścim, w piękny dzień niedzielny

Zabrała głos czerwona pani patronowa,

A stanąwszy w postawie szlachetnej i dzielnej

Wygłosiła kontraltem te pamiętne słowa:

„Ponieważ męże nasi, są to safanduły,

„Trzeba, abyśmy spisek przeciw nim uknuły...

Wiadomo Wam zapewne, że ogień parzy

I że gdy się rozsroży, suknie może spalić,

Proponuję Wam przeto założenie straży,

Abyśmy mogły zawsze same się ocalić.

A przytem, przy pożarze można dla zabawki

Głowy naszych mężulków mocno zmyć z sikawki.

Ja Wam będę brandmajstrem, a każda dostanie

Odpowiednie zajęcie do beczek lub haków,

Na pierwszy odgłos dzwonu, każda z nas niech stanie

Na swojem stanowisku, w kostjumach strażaków.

Świat zachwycać będziemy stojąc w ognia blaskach,

Z błyszczącemi topory, i w złoconych kaskach...

.................

.................

Aj waj! gewałt! ist fajer! gore! krzyczą ludzie...

Gdzie topory? gdzie beczki? gdzie haki i liny?

Za kwadrans całe miasto, może z dymem pójdzie

I nie zostanie nawet dachu odrobiny...

Biją w dzwony na alarm wystraszone dziady,

I każdy obywatel drży, ze strachu blady...

Straż niewieścia z pośpiechem rzuca się szalonym

Pędząc z straszną odwagą, wprost.... do tualety,

Suknie kładzie na siebie do przodu ogonem,

Upina jak najprędzej brykle i bawety

I z ogniem poświęcenia w bohaterskiem oku

Lokuje kask blaszany, na ogromnym koku.

Na bohatérskie lica, sypie pudru kwartę,

Wszystkie plamki na twarzy zalepia i kryje...

O! poświęcenie wielkie i pomnika warte,

Aksamitki już nawet nie kładzie na szyję.

W sześć godzin po pożarze, nie tracąc ni chwilki,

Straż już pędzi... lecz wraca... zapomniała szpilki...

Już się miasto spaliło — straż w porządku jedzie,

Elegancko wygląda — bohatérska mina,

Brandmajster w amazonce niebieskiej na przedzie

Swe duńskie rękawiczki maszynką zapina,

A z wysokości beczek, krzyczą dzielne damy:

— Widzicie safanduły! my was zawstydzamy!

Sigue explorando

Por su autor
Klemens Junosza · 83 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Jesień (Junosza, 1876)Kwiatek (Junosza, 1898) →

Expediente

Autor
Klemens Junosza
Título
Jeszcze jeden rodzaj Straży Ogniowej
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-jeszcze-jeden-rodzaj-strazy-ogniowej--klemens-junosza-46cb5b
Cita recomendada
Klemens Junosza, «Jeszcze jeden rodzaj Straży Ogniowej», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-jeszcze-jeden-rodzaj-strazy-ogniowej--klemens-junosza-46cb5b.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.