CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaEugeniusz Małaczewski

Eugeniusz Małaczewski · Vanguardias / s. XX

Irysy przy fontannie

polaco

Wiosenna noc. Sad w młodem jest pąkowiu,

niby w oblepie z nieockniętych pszczół.

Pierścieniem srebrzy się księżyc na nowiu,

przędza obłoku przesłania go wpół.

W kroplistych rosach, niby w jasnej mannie,

szroni się trawnik, brylanci się klomb.

Kumkanie żab brzmi chórem nieustannie,

jakoby minor wzdychających trąb.

Pośród irysów siedzę przy fontannie.

Na niebo patrzę, nabite gwiazdami

raz koło razu, koło ćwieku ćwiek.

I tak zatracam tam wzrok, że się zda mi,

iż to śnieg prószy, w oczy prószy śnieg.

Fontanna bije. Splata krzak ruchomy

z roztrzepotanych, tryskających strug.

Wiatr niemi wstrząsa, niby snopem słomy,

wodne łodygi zginą wiewem w łuk.

I dżdżu spadają garście w basen właśnie,

jak ziarna, z snopu łuskane przez wiew.

Tafla basenu pluskiem im odklaśnie

i coraz wyżej rośnie żywy krzew.

Przez cembrowinę nad zmarszczoną wodę

wdzięcznie się chyli zasłuchany w szum

— niby dziewczątka wytworne i młode —

drobnych irysów sino-złoty tłum.

Czasem obłoczek zmgławionej wilgoci

rzuci się na nie, jak welonu szmat.

Wnet każdy irys bledni się i złoci,

jak drobna twarz dziewczyny, wklętej w kwiat.

A czasem leci tam cała mgławica...

Kiedy opadnie, zamiast kwiecia grząd —

szereg dziewczątek oczy mi zachwyca,

z łodyg kwiatowych patrzą główki blond.

Najprzezalotniej nad basen się chylą.

Coś sobie szepcą, niewiadomo co.

Irysy — mgnieniem, a dziewczyny — chwilą,

marzą, jak kwiaty, jak kobiety, chcą

ujrzeć na wodnej tafli swe odbicie

i ucałować wodowtór swych ust, —

kochać się w sobie, jak w kochance, skrycie,

do siebie samej mieć tak grzeszny gust...

Lecz, nim się przegną przez marmur cembrowin,

sypnie w nich nowy od fontanny deszcz:

znów widzę kwiaty zamiast jasnych głowin,

jeno w kielichach gaśnie jakiś dreszcz...

I tak się dziw ten powtarza do rana

Nie mogę sprawdzić: czy to irys jest, —

czyli dziewczyna w sobie zakochana?

Rozchwiew łodygi — czyli ciała gest?

Nie wiem, czy zmarszczki, krągłe jak pieniążki,

wkrapia do tafli wodotrysku spust?

Czy raczej stają się te wielokrążki

od pocałunków irysowych ust?

Kumkanie żab brzmi chórem nieustannie.

Klaszcze mi trzepot rozedrganych strug.

Słucham i patrzę i śnię przy fontannie, —

kochanek kwiatów, tułacz mlecznych dróg.

Sigue explorando

Por su autor
Eugeniusz Małaczewski · 29 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Głos wiela MogiłKobieta mówi →

Expediente

Autor
Eugeniusz Małaczewski
Título
Irysy przy fontannie
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-irysy-przy-fontannie--eugeniusz-maaczewski-3f59ce
Cita recomendada
Eugeniusz Małaczewski, «Irysy przy fontannie», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-irysy-przy-fontannie--eugeniusz-maaczewski-3f59ce.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.