Sama Latona, z nim razem złączona
Na syna swego wejście nie powstaje,
I łuk, co wzniosłe nosiły ramiona,
Zdejmuje z niego; jej kołczan oddaje,
Spuszcza cięciwę, co zbyt natężona,
I co strzał płytkich jeszcze pozostaje.
Wszystko to składa za złotym filarem,
A A wtem Zeus syna zasila nektarem.
Wówczas dopiero siadają bogowie,
A matka z syna swojego się cieszy.
Ciebie uwielbiam i szczęśliwą zowię,
Wzniosła Latono, wpośród niebian rzeszy.
Dnia pogodnego sprawco wielowładny!
Jak cię uwielbiać godnie, Apollinie?
Z ciebie rytm płynie dotkliwy i składny;
Tyś uczył, jak wieść, paść trzody w dolinie
Gór miłośniku! gdzie przystęp niesnadny,
Bierzesz spoczynek w cienistej krzewinie.
Miłe ci w chłodzie takowe siedliska,
Gdzie zdrój szumiący z opoki wytryska.
Skoro napoju tego zakosztował
Potargał więzy, a zdziwione bogi
Czekały, z nimi jak będzie obcował.
On widząc orszak wkoło siebie mnogi,
Rzekł: „Odtąd ludziom będę prorokował,
Będę uśmierzał żale, zmniejszał trwogi,
Dajcie mi lutnię do słodkiego grania,
Kołczan, łuk, strzały, znamię panowania“.
Szedł, a wiatr igrał z włosy, co spadały;
Trzymał grot w ręku; smutne okolice
Delosu wdzięczną postać przywdziewały,
Delosu, co ma ścieśnione granice;
A czego inne pobliższe żądały,
Chlubny, iż bóstwa osiągnie świątnicę,
Nad inne wyspy iż został wzniesiony,
Przez Apollina za wolą Latony.
Pozdrawiam ciebie, Dyano, Latono,
I ciebie, wielkie bóstwo, Apollinie!
Delos! jeżeli przyjmiesz na twe łono
Przychodnia, który do ciebie zapłynie
I będzie pytał: kogo tu mieszczono,
Kto był u ciebie, co pieśniami słynie?
Powiedz: przyszedł tu był niegdyś zdaleka,
Z gór Chijos, nędzny i ślepy kaleka.
Miłe nam dotąd i w pamięci trwają
Pieśni, które tu, będąc u nas, śpiewał;
Dotąd je chętnie nasi powtarzają;
I czego on się może nie spodziewał
Pochwały jego nigdy nie ustają.
Przychodzień, choćby na to się zdumiewał,
Gdy pieśń usłyszy, zdumienie uśmierzy,
Westchnie i waszej powieści uwierzy.
.....Posłuszni rozkazom żeglarze
Natychmiast żagle okrętu spuścili,
Bóstwu, co ściśle nagradza i karze,
Naprędce z darnia ołtarz postawili:
Mąki, owoce, kwiaty, nabiał, w darze,
Miotając w ogień, bóstwu poświęcili.
Sprawiwszy ucztę, przez onej ciąg cały
Apollinowe śpiewali pochwały.
Szli zatem w górę ku bożej świątnicy;
Im strzałolotny Apollo przodkował;
Śpiewali jego pieśni ofiarnicy,
On tony dawał i dźwięki wskazował.
Choć ciężki przystęp wzniosłej okolicy,
Bożą się sprawą żaden nie zmordował.
Wskazał wspaniałość przybytku swojego;
A wódz kreteński tak mówił do niego:
„O wielowładny! któryś nas prowadził,
Powiedz, jak dalsze mamy pędzić życie“.
Rzekł strzałonośny: „Na tom was osadził,
Byście mych darów użyli obficie,
Lud, który będzie do mnie się gromadził,
Wielkiemi tłumy śpieszący ujrzycie;
Wszystkich przyjmować wy będziecie sami,
Których świątnicy czynię strażnikami.
„Przyjmujcie trwożnych, troskliwych, zbłąkanych,
Niech ulgę w waszej dobroci uczują,
Miejsce to czynię pociechą stroskanych,
Błędni niech miły spoczynek znajdują.
Niech słyną Delfy w wieszczbach pożądanych,
A te w umysłach waszych niech wiekują!“
Ten wyrok dałeś, bóstwo wiekopomne!
Nigdy ja pochwał twoich nie zapomnę.