Siostry Meońskie, mądre panny Helikonu!
Wdzięczno-rymnego proszę użyczcie mi tonu,
Abym mógł, kiedy wena przyjdzie w myśl obfita,
Naśladować prostego w słowach Teokryta,
A na wzór idyll jego, zabawki wieśniacze
I mym rymem opisać rozmowy prostacze.
Tam albowiem ma gniazdo wesołość niewinna,
Tam najmilsza zabawka lubo jest dziecinna;
Tam żadném nie stroskana myśl wolna staraniem,
Bogu ufa samemu i polega na nim.
Nie zna dworskich chytrości, ani dołków kopie
Pod drugim, w niewinności wzrastające chłopię:
A mając obyczajów dawniejszych zabytki,
Pędząc życie w mierności, nie wie co są zbytki.
Tak byli wychowani Hilas z Celeryną,
Piękny pastuszek z niemniéj nadobną dziewczyną.
Dowcip był w obu wielki z chęcią do roboty,
I wszelkie w nich chwalebne zakwitały cnoty;
A że rodzice onych dobrze z sobą żyli,
Z tejże saméj przyczyny dzieci się lubili.
Pilnował zawsze Hilas, by przy Celerynie
W jednejże trzodę swoją mógł pasać dolinie:
Szukał zawsze sposobów, by mógł z nią rozmawiać,
Gdyż mu najmiléj było z oną się zabawiać.
Czy piękną konwalię ujrzał w czystym lesie,
Czyli różę szkarłatną, te jéj w darze niesie;
Czy ułapił wiewiórkę młodą, gdzie na dębie,
Czy mu się śnieżne w gnieździe wyległy gołębie,
Czyli najtłustsze jagnię, czyli w srokaciny
Upiętrzoną sarneczkę, to dla Celeryny
Chował wszystko: jak jeno z nią się zejdzie prędko
Tą łagodną przyciągnąć chce do siebie wędką.
Ale ona ostrożna, rozmów z nim unika,
I co najdalej zawsze stroni i umyka.
Martwiło to pasterza, że szły w niwecz dary,
Że zimnie przyjmowano te jego ofiary.
Szukał pory, ażeby mógł jej wytłómaczyć
Myśli swoje, a razem i affekt oznaczyć.
Raz, kiedy na zielonéj i wesołéj trawie
Z kwiatków wieniec wiązała sobie ku zabawie,
Ażeby otoczywszy nim wianeczek w koło,
Jasno złote tém mogła swe ozdobić czoło:
Przypadł Hilas z doliny, i kiedy już ona
W ucieczkę się udawać zaczęła strwożona,
Zatrzymał ją i rzecze: „Stój, paterskopasterko miła,
Nie wiem, czemubyś dotąd odemnie stroniła?
Usiądź proszę, a ja ci, gdy dowcip wspomoże,
Umysł mój i przychylność kruciuchno wyłożę.“
Spuściła na te słowa ku ziemi źrenice,
I wstydem zrumienione okrasiła lice.
— „Puść mnie, rzecze, mój drogi Hilasie, puść proszę,
Niechaj żadnéj na sercu miłości nie noszę;
Puść, jeżeliś przyjaciel, bo kiedy się zbracę
Miłością z tobą, dni me wesołe utracę.
Czy ci nie dosyć tego, żem ci się z przyjaźnią
Oświadczyła? i tomem czyniła z bojaźnią.“
— „O! piękna Nimfo, zatém rzekł Hilas, jak żywy
Jestem, nie byłem jeszcze nigdy tak szczęśliwy.
Niech wszystkie przeciwności razem mnie otoczą,
Zawsze mnie wesołego odtąd ludzie zoczą.“
Taką bawił rozmową Hilas Celerynę;
A słońce opuszczając tutejszą dziedzinę,
W podziemne uchodziło kraje, i szarawy
Wieczór, niósł morską rosę na zielone trawy.
Więc oni porzuciwszy te rozmowy wspolne,
Gnali w dom ciche owce i capy swawolne:
A sami do koszarów zagnawszy swe trzody,
W miękkiém spaniu, z gorąca szukali ochłody.