Jam porzucił moję chatę,
Wygnał owce do tych gór,
Co wiérzchołki lodowate
Wystawiają z ciemnych chmur.
Złote niebo na zachodzie,
Pod niém kilka modrych smug,
Na równinie jak w ogrodzie
Leżą wioski u mych nóg.
Gdzie Dunajec srébrny płynie,
Kędy leży cienka mgła;
Tam ja chatę mam w krzewinie,
Tam i Klara chatę ma.
Jak pod jesień z téj polany
Me owieczki będę gnał;
Będzie księżyc wyzłacany
Popod czystém niebem stał.
Najprzód pójdę ku méj Klarze,
Stanę zcicha u jéj drzwi;
Nagle zagram na fujarze,
Pójdzie głos po całéj wsi.