CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Mickiewicz

Adam Mickiewicz · Romanticismo

Gdzie dobrze, tam ojczyzna...

polaco

Gdzie dobrze, tam ojczyzna. A gdzież kiedy było

Komu lepiej, gdzie kiedy komu się przyśniło

To wszystko, w co pan Baron na jawie opływa?

Przychodzień, dóbr książęcia jak swoich używa,

I wkrótce pojmie wdowę, panią dóbr, za żonę,

A z nią księstwo, i hrabstwa dwa uksiążęcone,

I ten zamek wspaniały, tak sławny z piękności

Po świecie całym, że doń co rok mnóstwo gości

Z Anglii, z Niemiec, z Polski przybywa tłumami,

Jakby na miejsce jakie słynące cudami.

Nie dziw tedy, że Baron, budząc się w pościeli

Edredonowych puchów, miększej od kąpieli,

I z za kotar indyjskich wychylając głowę,

Powitał temi słowy słońce południowe:

«Gdzie dobrze, tam ojczyzna». — Już ruszył zawiasem

Wstęgę, tkaną z jedwabiu, ze złotym kutasem.

Na ten ruch, jak na laski czarodziejskiej zamach,

Zaraz we drzwiach pokoju zabłysło, jak w ramach

Obrazu zaklętego, wojsko malowane

I w cichości na całą rozlało się ścianę,

Żywe a nieruchome: i tylko z wyrazu

Oczu i twarzy widać, że czeka rozkazu.

Służba niemiecka; wszystko we fraki ubrane

Czarne, w białe pończoszki, glansowne trzewiki:

W ręku trzymają lustra, brzytewki, ręczniki.

Baron dał rozkaz, służba rzuca się. Dwaj pazie

Podają na talerzu obszytą w fontazie

Koszulę białą, jak śnieg na alpejskim głazie.

Gdy ją Baron przywdziewa, z przodu go osłania

Dwóch pokojowych suknią indyjskiego tkania,

Gdzie złotych kwiatów więcej lśni niż na ornacie:

Baron zwykle zaczyna ranek w takiej szacie.

Gdy ją włożył, to znak jest, że z łoża powstaje:

I wnet mu pochyleni do nóg dwaj lokaje

Podścielają meszt parę z marokańskiej skóry,

Mających i barwistość i świeżość purpury,

A każda z nich złocistą naszywana gwiazdą.

Stopa do nich wślizga się lekko, jak ptak w gniazdo,

I po kobiercach cicho, jako łyżwa lekka,

Płynie ku stolikowi, gdzie go kawa czeka.

Kamerdyner lał kawę. Murzyn, z lewej strony,

Trzymał nabitą lulkę i lont zapalony;

Za danym znakiem, ogień podłożywszy chybko,

Skłonił się z dwusążniową ku panu antybką,

Na której końcu bursztyn, wielkości ogórka,

Pełen drogich kamieni, jak zawój u Turka.

W tejże chwili, znów z tyłu inny pokojowiec

Stając, safijanowy rozwijał pokrowiec

Angielski, zeń nożyczki dobył; temi krzesze

Podbródek Baronowi i szyldkretem czesze,

I ręką muszcze, pełną utłuszczonej farby;

Potem, żeby włos ująć w należyte karby,

Chustką je opasuje, która uwikłana

Na szczycie głowy w węzeł nakształt tulipana.

Baron hawańskich dymów z bursztynu snuł smugi

Naprzód w górę przed siebie, potem w dół na sługi.

Ci, ze znaków pojmować wolę pana zwykli,

Drzwiami, kędy w cichości weszli, tędy znikli,

On został sam, dumając, a w bursztyn grał ciągle,

Puszczając dym to krągło, to znów wpół-okrągle.

To w słupki, to w zygzaki.

Rozwałęsana jego w tych dymach się błąka

Samotna i ponura myśl, nakształt pająka:

Lecz widno, że gdzieindziej myśl, gdzieindziej dusza,

Bo z ust, któremi puszcza dym i ledwie rusza,

Wychodził głos i słowa i zdania: lecz rzeczy

Trudno w nich znaleźć, jedno drugiemu więc przeczy.

Naprzykład takie słowa: «Gdzie mi dobrze będzie,

Tam i ojczyzna moja, tam dom...; [dobrze wszędzie,]

W domu lepiej! «Ten nie żył, po kim nie zostawa

Sława!...» Chleb to grunt, a sława zabawa!...

Mądry Baron po szkodzie! Żyj, pókiś na świecie;

Po mnie niech spadnie niebo i skowronki zgniecie!»

I tym podobne zdania. A jak zwrotka rymem,

Tak każde zdanie jego mieszało się z dymem.

Z takich go tęczowatych rozmyślań wytrąca

Mrok, spadający nagle, jak zaćmienie słońca.

Baron uczuł, że mu się poza skronie wije

I oczy ściska dwoje rączek: zgadnął czyje.

Wytchnął; puszcza z ust bursztyn, którego świecidła,

Jak puszczona z dziecięcej słomki bańka mydła,

Błysnęły i zagasły cicho na kobiercu

Podłogi. On prawicę położył na sercu,

A lewą koło głowy tu i ówdzie chyla,

Jak chustką, którąby ktoś odpędzał motyla.

Aż nakoniec milczenie przerwał naprzód jękiem,

Potem głosem cichutkim, jak komara brzękiem:

«Ach, ach, jeśli mi szczęście zawiera powieki

W kształcie nocy — ach, niechże ta noc trwa na wieki!

Jeżeli fala, która w nicość nas zagłębia,

Ma tę świeżość i ten puch skrzydełek gołębia,

Niech mrę teraz, niech zniknę!...» Lecz wzdychając, zniżał,

Głowę i prawie aż do kolan ją przybliżał.

Wtem jedna z rączek, co mu więziła powieki,

Rozsunęła się zwolna, jako obłok lekki.

Baron, podobien temu, co się cuci z mdłości,

Wydobywał półsenne oko z tych ciemności,

Aż dojrzał śród nich postać, która, jak królowa

Nocy, wdzięki swe w szatach zaciemnionych chowa.

Suknia długa i czarna; nad głową się sępi

Czarny kapelusz i wkrąg strusie pióra strzępi.

Tem jaśniej na dnie takiem zabielały lica,

Jako przedzierająca chmury twarz księżyca.

Była to księżna, w stroju, który zwykle służy

Wielkim paniom niemieckim do konnej podróży.

W ręku trzymała biczyk z szyldkretowym prętem,

Którego skówkę gryzła strojną dyjamentem.

Temi rzeczami gdy się bawił, lokaj wlata

Z krzykiem: «Hofrat oznajmia wizytę...»

Wszedł człek półwieczny, twarzy poważnej, w ubraniu

Podróżnem, z biczem w ręku, jakby na wsiadaniu.

Dawny znajomy, krótko witał się z Baronem

Dorywczem rąk ściśnieniem i lekkim ukłonem.

Baron przysunął krzesło, ręką i pół głową

Ukłoniwszy się; Hofrat skłonił się na nowo.

Usiedli, milczą oba. Tymczasem się krząta

Służba. Lokaj w milczeniu pośpiesza do kąta,

Gdzie, nakształt hodowanych w donicy cebulek

Wschodnich kwiatów, sterczały główki wschodnich lulek

Bursztynowe, natkane w stolik cyndałowy.

Lokaj wybrał z nich cybuch półtrzecia-łokciowy,

Nasadził piętę, nabił, zapalił i wtyka

Cybuch w usta Hofrata, a sam, jak wszedł, znika.

Siedzą tedy i palą; a dwaj przyjaciele,

Gdy się zejdą i gdy są oba marzyciele,

Mogą razem przemyślać i przegadać wiele,

Nie siląc się na słowa; i taż myśl, co w gwarze

Głosów brzmi, może równie przemawiać i w parze.

Hofrat zaczął dąć szybko i dym rączo ciskał,

Który szerząc się w górze jak wodotrysk pryskał.

Naprzeciw Baron, z usty wszerz rozciągniętemi,

Jak gdyby ze skalistej rozpadliny dymi.

Fala [dymu] poziomo w pół izby zawisa

I nad głowami, jako obłok, się kołysa.

Zdziwiło to Hofrata; cybuch spuścił na dół,

I czystem z płuc ciągnionem powietrzem się nadął;

Potem z taką je siłą dmuchnął w dymu środek,

Że go rozbił i zrobił w nim jasny obwodek,

Przez który odkryło się nieco dno sufitu,

Jak nad rozstępującą się mgłą krąg błękitu.

Taką przygotowawszy dla swych sztuk widownię,

Pochwycił znowu cybuch, pociągnął gwałtownie,

I cały przepędziwszy dym przez ust naczynie,

Puścił z nich jednę kulę, wielką jako dynię.

Podniosła się wspaniale i środkiem obłoku

Dążyła do sufitu. A wtem Baron z boku

Wystrzelił ku niej bańkę małego rozmiaru,

Lecz kręciła się szybko, jak kula bilaru;

Ta dopędza wnet banię, swym obwodu brzegiem

Trąca ją; aż obiedwie wstecznym poszły biegiem.

Cichym uśmiechem Hofrat dał poklask tej sztuce,

A tymczasem gotował i cybuch i płuce,

Nakoniec rozwarł usta: widno, jak w ich głębi

Dym długo gromadzony warzy się i kłębi

I przy brzegach ust krążąc, ciasno je obwieńcza;

Aż się zerwał i wyszedł na świat wkształt obręcza.

Kręcąc się, przed obliczem Barona zawiesza

I już się ma rozpłynąć: gdy Hofrat pośpiesza

Podeprzeć go obręczem drugim, mniejszym nieco,

Za którym drugi, piąty, dziesiąty wciąż lecą,

Z obręczy wnet się tworzy postać ostrokręga,

Który końcem gardzieli Hofrata dosięga.

A podstawę wprost przeciw Baronowi szerzy.

Wzdrygnął się Baron, zdumiał, ledwie oczom wierzy,

Żeby ktoś w Niemczech zdołał wydąć arcydzieło,

Któreby u fajkarzy chińskich poklask wzięło;

Chce godnie odpowiedzieć, i wnet jednem tchnieniem

Ów ostrokrąg odbija takiem zokrągleniem

....................

....................

Sigue explorando

Por su autor
Adam Mickiewicz · 173 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Gdzie dawniej źrenicami...Golono, strzyżono (Mickiewicz, 1893) →

Expediente

Autor
Adam Mickiewicz
Título
Gdzie dobrze, tam ojczyzna...
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-gdzie-dobrze-tam-ojczyzna--adam-mickiewicz-d49669
Cita recomendada
Adam Mickiewicz, «Gdzie dobrze, tam ojczyzna...», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-gdzie-dobrze-tam-ojczyzna--adam-mickiewicz-d49669.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.