Od boga poczynamy, bóg początkiem wszemu,
A początku zaś nie masz ani końca jemu;
On był jeszcze przed wieki, on dawnych ciemności
Nieporządek rozprawił mocą swej mądrości,
On ziemię wszytkorodną, on morze żeglowne,
On utwierdził na wieki niebo niestanowne;
Dzień i noc jego sprawa, i to światło wdzięczne
Niezgaszonego słońca i koło miesięczne;
Tenże i niebo natknął gwiazdami ślicznemi,
Aby ludziom znaczyły czasy biegi swemi —
Ztąd wie oracz, kiedy ma rolą uprawować,
Ztąd wie, kiedy siać abo nowy sad sprawowć,
Ztąd pogodę i wiatry i przyszły deszcz baczy;
Temi znaki nas bowiem bóg przestrzegać raczy,
Aby człowiek co w swojej pracy nie szkodował,
Ale owszem, z urobku swego się radował.
Słusznie go tedy zawżdy naprzód wspominamy;
Naprzód i nawet, bo ztąd wszytko dobro mamy,
Miej cześć ojcze łaskawy, ojcze dobrotliwy!
Ciebie chwalić powinien każdy człowiek żywy.
A ty o Urania! życz mi łaski swojej,
Aby ludzie poznali gwiazdy z pieśni mojej,
Której ja dziś wzór biorę z dawnego Arata;
Twój to dar, jeśli ona będzie godna świata.
Wozy.
Smok.
Ale gdzie z lewej ręki wzgórę się wydziera,
Aż o Wieniec okrągły żądłem się opiera.
Waga.
Co przyrodzeniu dosyć; więc morski pław zatem
Nie był ludziom znajomy, a dla breły złota
W niebespieczeństwo żaden nie wdawał żywota;
Pług a rola, to wszytka ludzka żywność była,
A święta sprawiedliwość wszem błogosławiła.
Ale kiedy zaś nastał srebrny wiek po złotym,
Rzadko tę świętą pannę widać było potem —
I to z ludźmi już nigdy mieszać się nie chciała,
Ale wieczorem tylko z gór się więc puszczała,
A upatrzywszy ludzi gromadę nie małą,
Wymawiała im jawnie cnotę zaniedbałą.
Jakie, prawi, złe dzieci po narodzie złotym!
Lecz jeszcze i wy gorszych narodzicie potem,
Który wiek walki srogie i mordy pobudzi,
A rozmaity smętek przypadnie na ludzi.
To rzekłszy ku świadomym górom się puściła
Niewściągniona, a one strachem napełniła.
Ale jako żelazu srebro ustąpiło,
Tak nad pierwsze gorszych się ludzi namnożyło,
Którzy naprzód złoczynną szablę ukowali
I robotnego wołu na srogi stół dali.
Nie mogła dalej zmieszkać z narodem okrutnym
Święta panna, lecz poszła w niebo lotem chutnym
I osiada to miejsce, skąd czasu nocnego
Da się widzieć — sąsiada Boota zacnego.
U tej na prawem skrzydle płomień nad ramiony
Wynika, Protrigitir od Greków rzeczony,
Tej wielkości i światła tak znakomitego,
Jakiej ogon niedźwiedzia gore co więtszego;
Świetny to i ma świetne gwiazdy wedla siebie,
A łacno je obaczyć późrawszy po niebie;
Bo krom tych, które w głowie i w łapach gorają,
Cztery co naświetniejszych w kroku miejsce mają
Na kwater usadzone, lecz za przebaczeniem
Starych żadnej z nich własnem nie zowiem imieniem.
Bliźnięta, Rak, Lew.
Bo i ci za krewnością wzięci są do nieba.
Cefea w tyle patrzać Cynozury trzeba,
Ręce ma rozciągnione, a sam na swym kroku
Stoi od Cynozury pośledniego skoku.
Kassiopea.
Ale u niego czterech nóg patrzać nie trzeba,
Bo tylko przednie członki ukazują z nieba.
Ten to kóń (co chcą ludzie mieć za rzecz prawdziwą)
Na wielkim Helikonie wzbudził wodę żywą,
Który przedtem suchy był, lecz skała kopytem
Uderzona strzeliła strumieniem obfitym.
Koniów zdrój i dziś zowią; ten z kamienia płynie,
Lecz kóń między gwiazdami na powietrzu słynie.
Skop.
Każda z nich swym łańcuchem za plusk uwiązana.
Łańcuchy gwiazda spięła, od Greków nazwana
Niebieski węzeł; lewe Andromedy ramię
Północnej ryby sięga, to masz pewne znamię.
Perseus.
Łabęć.
Strzała.
Zając.
Te zaś drobnem i bladem światłem opatrzone,
Między sterem a dziwem morskim położone,
Pod zającowym brzuchem imion swych nie mają,
Bowiem ani osoby żadnej wyrażają.
Jak ich wiele porządkiem swoim rozsadzonych,
Bieży temiż drogami lat niepowściągnionych,
Których jeszcze dotychmiast nikt nie rozrachował,
Ani wszytkich przezwiskiem właściwem mianował,
Kładąc je pod swe znaki; bo to niepodobno,
Aby śmiertelny człowiek każdą znał osobno,
Bo ich zewsząd moc wielka, a w tej obfitości
Siła ich jednej miary, także i światłości:
Wszytkie idą, a idą kołem rozpuszczone.
Przeto udzielne znaki są postanowione,
Aby jeden z drugiego snadnia obaczony
Każdy gwiazd pewny znaczył poczet zamierzony;
Zkąd to jest, że już wszytki swe przezwiska mają,
Ani nam z oceanu z podziwieniem wstają.
Te tedy pewnem piątnem świecą rozeznane,
Lecz pod Zającem ciemne i niemianowane.
Ryba.
Ołtarz.
Grzbiet pode Lwem się sunie, a koniec ogona
Dziwnie urodzonego dosięga Chirona,
Na grzbiecie Czasza stoi, Kruk w pośladek kłuje,
Procyon pod Bliźnięty jaśnie połyskuje —
A to są wszytki znaki, które wedla siebie
Swym porządkiem statecznem tkwią w obrotnem niebie.
Planety.
W niem obiedwie kolana są Erychtonowe,
Lewa noga i prawe ramię Perseowe,
W niem Andromedy prawa dłoń jest położona.
W nim końskie nogi i łeb ptaszy i ramiona
Jasnego Ofiucha; Panna się umyka
Ku południu, Lwa, Koło i Raka zamyka,
Lwa po piersi i po brzuch aż ku pośladkowi
Zajmuje, a w pół grzbieta przychodzi Rakowi.
To Koło na ośm części właśnie rozdzielone,
Pięć nad ziemią, a trzy zaś niesie zanurzone;
Tu letnie słońce swój wóz ognisty hamuje,
A tymże zasię tropem nazad postępuje.
To tedy na północy, jakośmy słyszeli,
W Raku tkwi; na południe zaś drugie wpół dzieli
Zimnego Kozorożca, tóż i Wodnikowi
Goleni przepasuje, plusk Wielorybowi,
W tem jest niewielki Zając, w tem nogi Chartowe,
W tem Okręt i szerokie plecy Chironowe,
W tem żądło jadowite Niedźwiadek położył,
W tem niepochybny Strzelec tęgi ług nałożył;
Tu, przyszedlszy z północy słońce ku Astrowi,
Wraca się zasię nazad ku Akwilonowi.
Tego koła trzy części wzgórę wyniesione,
A pięć zasię pod wodą idą zanurzone.
Między temi w pół prawie Koło tej wielkości,
Co i mleczne, trzyma się niebieskiej światłości;
W tem do roku dzień dwakroć z nocą się miarkuje,
Raz na wiosnę, raz kiedy lato ustępuje.
Tem wszytek, jako wielki, Skop jest przedzielony,
Tem kolana Wołowe i pas rozpalony
Orionów, tu jasnej Hydry zatoczenie,
Tu Czasza i czarnego Kruka położenie.
Toż koło Wagi ciemnej kilka gwiazd zamyka,
I kolan Ofiucha jasnego dotyka;
Orła jedno nie sięga, ale wszytkę głowę
I szyję swym okręgiem trzyma Pegazowę.
Te Koła oś przenika prosto położone;
Czwarte wszytkich się trzyma na ukoś sadzone,
Pobrzeżnych brzegiem sięga, średnie środkiem spina.
Takich Koł nie dowiedzie żadna ręka ina,
Jakie te są na niebie, których zamierzony
Bieg od wschodu na zachód jest niedokończony.
Owe tedy i wschodzą i także padają
Wszytki w miarę, a jeden wschód i zachód mają.
To przeczne zasię morza tak wiele przechodzi,
Jako od Kozorożca daleko Rak wschodzi,
A jako wiele miejsca zastępuje wschodząc,
Taką drugą część równie zaś bierze zachodząc;
Sześcią promieni z oka w okrąg rozmierzone,
Zamyka w każdem polu dwa znaki złożone.
Zodyakiem to Koło Grekowie mianują,
Bo w niem różne zwierzęta porządkiem najdują:
W niem Rak i Lew i Panna, w niem Waga i srogi
Niedźwiadek, po nim Strzelec i zwierz kozorogi,
Po Kozorożcu Wodnik, potem Ryby wodne,
Więc Skop, więc Wół uklękły, więc Bliźnieta zgodne.
W tych dwanaście bieg roczny słońce odprawuje,
A za nim niezliczny rój godzin się snuje.
Tego Koła ile się w głębi podawa
Ocean, tyle zasię nad ziemią zostawa;
Na każdą noc ustawnie sześć znaków zachodzi,
A tyle drugie zasię z oceanu wschodzi,
A wszelka noc tak się wszerz zawsze rozpościera,
Ile pół Koła wzgórę w pierwszy mrok zawiera;
A kto chce porozumieć, jako w noc głęboko,
Abo jako dzień blisko? niech ma pilne oko
Na znaki, kiedy wzgórę wynikają z dołu.
Bo słońce zawżdy z jednym przychodzi pospołu;
Z tych się najlepiej sprawisz; lecz jeśli prze góry,
Abo ich nie będziesz mógł obaczyć prze chmury,
Patrzajże gwiazd, które są z ich wschodem spojone,
Jedne na zachód, drugie na wschód położone.
Bo gdy świetny Rak wstaje, pół Korony właśnie
I pół Ryby południej w bystrem morzu gaśnie;
Klęczeń z głową do pasa, Wężownik ogniowy
Od kolan do ramienia, Wąż wszytek prócz głowy,
Bootes przez pół prawie pod ziemię wstępuje,
Bo go ze cztermi znaki ocean przyjmuje —
Ten światła nasycony od północy tonie
Wpadłszy na morze, kiedy i słoneczne konie.
Te tedy tak zachodzą; a z drugiej zaś strony
Orion z Erydanem wstawa niezmierzony;
A kiedy z Oceana wychodzi Lew srogi,
To, co był Rak na morze wegnał wielonogi,
Wszytko znika do końca, Orzeł równo z niemi,
A Klęcznia tylko lewa noga już przy ziemi;
Łeb złej Hydry i Zając i Procyon wstawa,
A przednie nogi z morza świetny Pies podawa,
Siła gwiazd Panna wstając na morze pomyka;
Wtenczas Lutnia i Delfin, wtenczas Strzała znika,
Z niemi Łabęć po ogon i część Erydana,
I łeb koński i szyja sięga oceana;
Hydra zaś i po czasie wschodzi, Chart ostatkiem
Ciągnący za sobą Mysz ku górze pośladkiem —
A ta nad ziemią bieży po maszt rozdzielona,
Kiedy wszytka już wnidzie Panna przerzeczona.
I Waga, chocia ciemna, krom znaku nie minie,
Bo z nią Bootes wschodzi o tejże godzinie
Arkturem rozświecony; już cnego Jazona
Okręt wzgórę, już Hydra wszytka prócz ogona,
A Klęczeń prawą tylko nogę po kolana
Natenczas z głębokiego wyniósł oceana.
Temu, jako widamy, często się przygadza,
Że tejże nocy gaśnie i zaś tejże wschadza;
Przy Wadze goleń tylko jego połyskawa,
Sam wisząc głową na dół w morzu oczekawa
Na Niedźwiadka i Strzelca, z Niedźwiadkiem go wstaje
Połowica, a Strzelec ostatka podaje,
A ten tedy na troje wstawa rozdzielony;
Ale zaraz przy Wadze wschodzi pół Korony
I ogón Chironowy; kóń zaś o tej dobie
Tonie, a ogon ciągnie Łabęci przy sobie;
I głowa Andromedy natenczas zachodzi,
A Wieloryb z południa ku niej przedsię godzi.
Przeciwko nim Cefeus na północy stojąc
Ręce wyniósł wysoko, o dziewkę się bojąc.
Ów po szyję już w morzu gaśnie nakłoniony,
Cefeus głowę wnurzył i ręce z ramiony,
Na wschodzie niedźwiadkowym jasna ręka znika
Przed nim się i on wielki Orion umyka,
Orion, który hardą myślą uniesiony
Obiecował wygładzić zwierz na wszytki strony,
Ale mu na złe wyszła ta duma szalona;
Bo ziemia sprawiedliwym gniewem poruszona
Wzbudziła przeciw jemu Niedźwiadka srogiego,
Który go gardła zbawił jadem żądła swego;
A przeto, kiedy i dziś ten sprosny jad wstaje,
Niewściągniony Orion zawżdy tył podaje.
Tenże strach Andromedę nieszczęsną zajmuje,
I on srogi Wieloryb sam o sobie czuje.
Cefeus po pas w morzu na łeb wywrócony,
Ostatek sucho niesie Wóz niezatopiony.
Ale i Kassyopa dziewki niezostawa,
A nie prawie pocześnie na dół sie podawa;
Bo głową tonie w morzu, nogi ma na goli,
A to cierpi nieboga Nereidom kwoli,
Którym się równać chciała; ta tedy zachodzi;
Z drugiej strony zaś niebo na górę wywodzi
Drugie pół Wieńca i część ostatnią ogona
Długiej Hydry, a przytem mocnego Chirona
Ciało i znaczną głowę, i zwierz rozciągniony,
Który na ręku niesie Chiron przerzeczony,
Tego Centaura przodek na łuk oczekawa;
Z łukiem pasmo wężowe i ciało nastawa
Jasnego Wężownika, lecz obudwu głowy
Niesie wschód znakomity z sobą niedźwiadkowy
Niesie wężownikowe ręce rozwiedzione
I przyklękłego męża piersi rozpalone.
A Klęcznia zasię (bo ten zawżdy opak wschodzi)
Nad insze członki z morza już i pas wychodzi
I znakomite piersi i jasne ramiona;
Prawa ręka do tejże liczby jest włożona.
Głowy i drugiej ręki patrzaj o tym czesie,
Kiedy niebo łuk z wody i Strzelca podniesie,
Z nimi Lutnia i Cefej ku górze wynika,
A wielki Pies i Zając i Orion znika.
Niewnet z Woźnicą Koza i Kózki podają,
Które na jego ręce wyciągłej pałają,
A też od inszych członków różnej są własności;
Bo gdy się z słońcem zejdą, budzą nawalności.
Kozę tedy ognistą i jej dobre plemię
Z głową, z ręką i grzbietem Woźniczym pod ziemię
Kozorożec podaje; insze członki jego
Gasną na pierwszym wschodzie Strzelca wyciągłego.
Strzelca chroniąc się Persej odbiegł prawej nogi;
I kraj Nawy tejże z nim naśladuje drogi,
A sama tonie, kiedy Kozorożec wschodzi;
W tymże czasie Procyon na morze uchodzi,
Ale wynika Łabęć i jasna Orlica
I Strzała i Ołtarza ranego stolica.
A kiedy zaś wilgotny Wodnik z morza wstaje,
Równo z nim Koń i nogi i głowę podaje.
Na zachodzie ciągnie noc za głowę Chirona,
Ale go nie załapi, tylko za ramiona,
Hydrze łeb z szyją narza, a to, co zostawa,
Na wstaniu Ryb z Chironem pod ziemię podawa.
Z Rybami wschodzi Ryba południa pospołu,
I Andromedy widać prawą stronę z dołu;
Lewe ramię Skop ciągnie, na którego wschodzie
Upatrzysz rozpalony Ołtarz na zachodzie.
Z tymże znakiem pospołu Perseus strapiony
Podnosi z oceana głowę i z ramiony,
Pas jego nie rozeznać, jeśli na skopowym
Ostatku, czy na wschodzie nastawa wołowym,
Z którym ustawnie świeci. Wołu zanurzony
Woźnica nie zostawa, bo z nim jest spojony;
Jednak nie wszytek przy tym znaku z morza wstaje,
Bo całego wschód Bliźniąt dopiero podaje;
Ale z Wołem i Kozą i drobne koźlęta
Wynikają i jego znakomite pęta.
Wtenczas Wieloryb swój plusk z wody ukazuje,
A Boota pierwszy znak pod ziemię wprawuje,
Których cztery go topią, okrom lewej dłoni;
Bo tej Wąż oceana nieświadomy broni.
A gdy Wężownik w morzu po kolana brodzi,
Znak jest, że zgodnych Bliźniąt jasny płomień wschodzi.
Natenczas już Wieloryb nie jest rozdzielony,
Ale wszytek nad ziemią idzie wyniesiony.
Tamże i Eridana ujźry wschodzącego
Żeglarz, na Oriona czekając samego,
Aby mu miarę nocy albo pławu zjawił,
Bo tego siła zewsząd bóg dla ludzi sprawił.