CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Mickiewicz

Adam Mickiewicz · Romanticismo

Epilog wydawcy

polaco

Czytelniku, jeżeliś przepatrzył cierpliwie,

I nie rad snać do końca, czemu się nie dziwię;

Bo w żmudném zaplątaniu, gdy wątku nie schwyta

Podraźniona ciekawość, gniéwa się nie syta.

Za co xiąże sam został, a wyprawił żonę?

Za co śród boju przyniósł niewczesną obronę?

Czy xiężna własną wolą zastąpiła męża?

Przecz Litawor na Niemce jął się do oręża?

Dostatnich odpowiedzi napróżnobyś badał;

Wiedzże iż autor co te historye składał,

Ile widział, lub słyszał, (był naonczas w mieście)

To pokrótce spisawszy, zamilczał o reszcie.

Niemogąc prawdy zmacać i na jaw wysadzić,

A niechcąc fałszywémi domysłami zdradzić,

Gdy umarł, jam rękopis wziął po nieboszczyku,

A sądząc, iż rad będziesz miły czytelniku,

Kiedy z ukrycia wyjdą na publiczne oczy,

I koniec się jakkolwiek przycięty dotoczy;

Pytałem Nowogródzian ludzi godnych wiary,

Ale żaden nie wiedział, jeno Rymwid stary;

I ten jak stary, prędko rozstał się z żywotem,

A póki żył, nikomu nie powiadał o tém.

(Snadź w przysiędze uwiązan albo obietnicy)

Szczęściem był drugi człowiek świadom tajemnicy,

Giermek xiężnéj pod onczas we dworcu przytomny;

Ten jako człowiek prostak, mniéj w języku skromny,

Gadał, a jam spisował, widząc iż powieści,

Wiążą się do podanéj od autora treści.

Czyli całkiem prawdziwe, trudno dać porękę;

A kto o fałsz pomówi, nie wyzwę na rękę.

Bo tu nic zgoła własną nie nadstarczam głową,

A com z Giermka usłyszał, oddam słowo w słowo.

Giermek zaś tak powiadał: Xiężna sfrasowana

Długo błagała męża padłszy na kolana,

Ażeby na kark Litwie nie zwał nieprzyjaciół;

Ale on tak się w gniéwie uporczywy zacioł,

Iż jéj prośby z szyderczém słuchając obliczem,

Nie i nie, odpowiadał, i odprawił z niczem.

Sądziła go przekonać łacniéj w innym czasie,

Roskazała posłańców zatrzymać w tarasie,

Lub za mury wyprawić; wyprawiłem cicho.

Zbłądziliśmy oboje, a stąd całe licho.

Bo Komtur odpowiedzią twardą zagniéwany,

Miasto posiłków niesie ogień i tarany.

Kiedym o téj nowinie uwiadomił panią,

Biegła znowu do męża, ja zdaleka za nią,

Weszliśmy, ciemno było w komnacie i głucho,

Xiąże strudzony zasnął na oboje ucho;

Stanęła podle łoża, lecz nie śmiała budzić,

Czy niechcąc darmo prosić, czy sennego trudzić.

Ale wrychle na obrot rzuciła się nowy;

Bierze szablę, xiążęciu leżącą u głowy,

Pancérz kładzie, mężowski płaszcz na piersiach zwiesza.

I lekko drzwi przemknąwszy na ganek pospiesza.

Mnie srogo zakazuje o niczém nie gadać.

Koń już był osiodłany, kiedy miała wsiadać,

Szabli nie obaczyłem przy jéj prawym boku,

Zapomniała przypasać, lub zgubiła w mroku.

Biegnę, szukam, powracam, aż zamkniono wrota,

Patrzę oknem, niestety! już za bramą rota.

Strach mię ścisnął, jakobym obrzucan żarzewiem,

Myślę, pocę się, kręcę, co mam począć nie wiem.

Widać blask i grzmot działa rozlega się w dali;

Zrozumiałem, że z Niemcy bitwę zagajali.

Wkrótce Litawor czyli dosyć mając spania,

Czy zbudzony łoskotem zerwał się s posłania,

Woła, klaszcze i woła; ja drżący ze strachu,

Wsunąłem się na klęczkach w ciemny zakąt gmachu;

Widziałem, jako szukał oręża i zbroje,

Kołatał we drzwi, skoczył na xiężny pokoje,

Wrócił, wyłamał rygle, wyleciał na ganek.

Ja do okna; (a już się zbierało na ranek.)

Xiąże spoziera wkoło i nastawia uszy,

I krzyczy, ale w zamku nié ma żywéj duszy.

Po tém na dół jakoby nieprzytomny sobie

Skoczył, gdzie stały jego rumaki przy żłobie;

Wyjechał ku okopóm, wstrzymał się u wałów,

Słuchał skąd zgiełk uderza, skąd ogień postrzałów.

A wypuściwszy wodze, lotem błyskawicy

Przez dziedziniec, most, bramę pędzi ku stolicy.

Ja w oknie patrzę, czekam niecierpliwie końca,

Wszystko ucichło, zgasło koło wschodu słońca.

Wraca Litawor, Rymwid; i Grażynę z łęku

Wysadziwszy omdlałą dzwigali na ręku.

Strach wspomnieć, kędy stąpią, krwawy strumień pryska,

W pierś ciężko zaraniona, i skonania bliska,

Padła niema, to nogi ściskaiąc xiążęce,

To załamane kniemu wyciągając ręce;

Przebacz mężu mój, piérwsza i ostatnia zdrada! —

Xiąże płacze, podnosi, zemdlona upada.

Skonała. Wstał i odszedł, i rękami oczy

Zakrył, i stał. Ja wszystko widziałem z uboczy.

A gdy z Rymwidem jęli kłaść na łoże ciało,

Umknąłem. — Wiécie wszyscy, co się daléj stało.

Tyle on Giermek gadał pod sekretem zrazu,

Lecz ze śmiercią Rymwida minął strach zakazu.

(Bo Rymwid wzbronił o tém przed ludem rozplatać.)

Wieść tłumiona poczęła coraz szerzéj latać;

Dziś żadnego nieznajdziesz w nowogródzkiéj gminie,

Coby ci nie zanócił piosnki o Grażynie.

Dudarze ją śpiéwają, powtarzają dziewki,

I dotąd pole bitwy zwą polem Litewki.

Sigue explorando

Por su autor
Adam Mickiewicz · 173 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Dzwon i dzwonki (Mickiewicz, 1893)Gdy tu mój trup... (1899) →

Expediente

Autor
Adam Mickiewicz
Título
Epilog wydawcy
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-epilog-wydawcy--adam-mickiewicz-56b66a
Cita recomendada
Adam Mickiewicz, «Epilog wydawcy», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-epilog-wydawcy--adam-mickiewicz-56b66a.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.