CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Echium vulgare

polaco

V.

ECHIUM VULGARE.

(ŻMIJOWIEC POSPOLITY)

»... Mówicie,

Że niby przegrać tej sprawy

W żaden już sposób nie mogę?

Dyć się i zemszczę! Stary popamięta,

Co to, wej! znaczy zastępować drogę,

Co to, wej! znaczy zatruwać tak życie

Swemu zięciowi! Czy to człek, jak w orce

Ten koń kulawy?

Czy to my jakie bydlęta,

Niby te w mojej obórce,

Z których, od pracy, są już kości same,

By w jarzmie chodzić, gdy taki dziadyga

Kiwnie swym palcem? Oj, zetrę-ć tę plamę,

Zetrę-ć ją, mówię, tak, jak Twoja pięta,

Panienko święta,

Starła łeb smoczy, że została — figa,

Hi! hi! z całego, wej! stworu... Oj dziadu!

Tak poprzycinam ci te kudły siwe,

Jak szkapią grzywę,

Że ani śladu

Onej godziny

Nie pozostanie z czupryny!

Tak cię wykąpię na sucho

Że cię, ty — jucho!...«

I ręką,

Ciężką jak topór stalowy,

Jak święta ziemia, tak czarną,

Huknie ci w stół ten, że w karczmie aż ściany

Tak się zatrzęsły, jakby jeno marną

Były purchawką, że ten sufit, miękką

Sadzą, by jedwab czarniawy, pokryty,

Prawie na głowy,

Na te niebieskie kaftany,

Na te spencery i świty

Zdawał się walić... Nawet lampka mała,

Jak widmo jakieś lśniąca nad szynkwasem,

Od tego huku zlękła się i drżała...

A ona flaszka, którą Ćmuk, pijany

Za boże rany,

Jak mówił straszny zbereźnik, »tymczasem«

Na stronę jeszcze odstawił w ferworze,

Spadła, zlewając mu strugą opary

Te szarawary,

Co mu nieboże

Żoneczka miła

Własną swą dłonią uszyła

Z jakiegoś, widać, drelichu —

Ludziom do śmiéchu...

»Też, Ćmuku!

Skaranie boskie, na szkodę

Ino łazicie...« »Karczmarko!

A co wam gadać!... są-cić u mnie grosze,

Zapłacę wszystko... Fi!... fi!... fi!... Barbarko,

Ty psia bestyo! czy już nie masz tuku

W tych swoich kościach?... Oj! mam ci kobiecko

Niby jagodę!

Oj, koszęć żyto, da! koszę

I nakosiłem...« »Wej! dziecko

Lepiej wam było kołysać w chałupie,

Lepiej do żony, niż bruździć! do domu

Wyspać się krztynę! Pokosy na kupie

Zmiękną, porosną...« »Cisawej jałosze

Zielska naznoszę...«

»Oj, też znosicie — chude, że wej! sromu

Dość macie we wsi i wstydu... racyę

Zawsze ma dziaduś...« »A niech go cholera

Ciężka zabiera!

A niech on zgnije!...

Panie Dorada,

Czy była słuszność u dziada?

Wytrzyjcie sami jej oczy,

Że aż wyskoczy!...«

»Raz rzekłem:

Słuszność po waszej jest stronie;

Dziwię się tylko, że gości

Pani karczmarka sama się pozbywa,

Że na interes...« »My tu ludzie prości,

Nie żadne panie, a z takiem wej! piekłem

I złe się pewno nie zgodzi; za zyskiem

Takim nie gonię...«

»O wielkie cuda! o dziwa!

A też ruszajcie z tym pyskiem,

Hadwokatowi lepiej wódki świeży

Kieliszek wlejcie!... Panie hadwokacie,

Więc sprawiedliwość niby wej! odmierzy

Mnie, jak to mówią, po sam sztrych?... Jak żywa

Istna pokrzywa

Byłeś mi, dziadu! lecz czekaj!... O stracie,

Pan wie, nie gadam... Rychtunek z nim zrobię,

Że go!... psianogi drelichy na dyabła!

Baba zesłabła,

Dyć niech i sobie!

Fi! fi! Barbarko

Podwiąż fartuszek... Karczmarko,

Choć macie gębę, jak ścierkę,

Jeszcze kwaterkę!...

Dorado!

Panie Dorado! z honorem

Niby tak mówcie...« »Toć mówię:

Jakem uczciwy!...« »Fi! fi! znane rzeczy,

Że wam też głowę golili; obuwie

Też już mieliście nie z łyka... Dyć, kładą

Takie obrączki, jak się czasem zdarzy;

Dyć-ci przed morem

Prędzej się człek ubezpieczy,

Niźli przed lochem... Dyć, sparzy

Człowiek się łatwo...« »Macie zadość w czubie...«

»Dyć, gdzie i zadość... Zamknęli, głodzili,

Ale nie widać po pyskach; dyć, lubię

Takie nadęte, jak kiej żaba skrzeczy!

Widać, wyleczy

Człowiek się rychło z wszystkiego! od chwili

Widać, zależy! czerwone, w lelijki

Prawie przechodzą — blajchu ani ździebłki!

A one ślepki —

Kiejby u żmijki...«

»Ćmuk!...« »Dyć, nauki

Nie potrzebują wej! Ćmuki —

Ale to też tak!... no, daléj,

Czy my wygrali?...«

»A juści,

Że u nas prawo jest czyste:

Czynna zniewaga, a za to

Czeka kryminał, czerwieniak...« »Dyć czeka!...

Była zniewaga: dziad ściągnął mnie łatą,

Czy też kosiskiem przez plecy... Nie puści

Ćmuk tego płazem... czerwieniak! ty stary!...

Hm! całą listę

Bodaj piszecie... Człowieka

Ograżka bierze... Ej, kary,

Dziadu, nie ujdziesz!... czerwieniak!...« »Też statku

Trochę, Józefie... pan-ojciec...« »Gębulę

Lepiej wam stulić, karczmarko...« »W przypadku,

Jako niniejszy...« »Dyć, krew szła jak rzeka,

A nawet spieka

Była na ranie...« »Józefie!...« »Bo stulę

Pysk wam ten zaraz; dyć, lepiej wódczyny

Dajcie przed pana pisarza... zniewaga,

Jak ciało, naga,

A za te winy

Do czerwieniaka,

Mówicie niby?... Ej! oskubię ptaka

Do samych pypci!... ej! psie giczele

Jak na śrót zmielę!...«

»Sromota,

Kiedy jest człowiek jak bydle —

A wy, co na mnie tak z boku,

Panie Napierny? jakby, wej! te ślepie

Źgnąć we mnie chciały! jakby wam w tem oku

Był jaki pałasz!... karczmarka to z błota,

Myślicie, wyszła bez czystszego czucia?

Wej! za ożydle

Wziąć go, aż cały się strzepie,

I precz do domu! zepsucia

Nie róbcie złego; sam Bóg was nawiedzi...

Czy to nie ojciec?...« »Dyć, cicho! prawicie

Tak, jak wam gęba urosła... niech siedzi!

Niech taki ojciec!... Napierny! co klepie

Ta w babskim czepie

Nie uważajcie, Napierny!... na szczycie

Takiej mądrości zawsze figa tylko...

A... a... dyć... figa!... Rzeknijcie też cósik,

A ja forszusik

Tą samą chwilką

Zaraz podrzucę,

A jak pszenicę wymłócę,

Panie Napierny, Doradzki,

Dam też na placki!

Półszósta

Tu, wej! złotego... pod nosem

Co się krzywicie?... za mało?

I tak już baba w chałupsku się głodzi...

A co?...« »A cóżby? przeczytam rzecz całą:

Prócz tego sińca, to przez swoje usta

Puścił obelgę...« »A puścił: w izbisku

Tak ci wej! głosem,

Aż po wsi, słychać, zawodzi:

Rakarska duszo! psi pysku!

Żonę masz za nic! marnujesz dobytek!

W karczmie utopisz, com przez życie szparał...

A wara, dziadu!... dałeś na przepitek?

Co cię to, siwcze, tak bardzo obchodzi,

Co robią młodzi!...«

»Macie swą prawdę; jeśli dziaduś karał,

To miał na kogo: nikt pewnieby córy

Nie wziął bez grosza...« »Rychtyczek!... po słowie

Widać, że w głowie

Nie żadne wióry

Lecz rozum wielki

Macie, Napierny!... kropelki —

Krzty nie daruje... ta, klnę się

Na ciebie, biesie...«

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Dzwonki sanek (Kasprowicz, 1912)Elizie Orzeszkowej (Kasprowicz, 1912) →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Echium vulgare
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-echium-vulgare--jan-kasprowicz-1bb420
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Echium vulgare», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-echium-vulgare--jan-kasprowicz-1bb420.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.