CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaPius Kiciński

Pius Kiciński · Romanticismo

Dziewosłąb (Kiciński, 1841)

polaco

Niosąc pieśń godowniczą ze ślubnemi wieńcy,

Przybywam progi wasze uczcić oblubieńcy!

Starodawne naddziadów wskrzeszając zwyczaje,

W cichym domowym kątku jak dziewosłąb staję.

Wiem że mnie tu życzliwie na ślub zatrzymacie,

W słynącéj z gościnności téj odwiecznéj chacie.

Szczerość, przyjaźń, szacunek, mych pieśni myśl wszystka,

Poziomych u mnie względów niedojrzysz i listka;

Bo gdzie prawda w odzieniu samorodném stoi,

Tam się serce usterku z ustami nie boi.

Ty więc sama kwitnąca Oblubieńców paro,

Nowa Bogu i ludziom dwóch domów ofiaro!

Jako jesteś dziś naszéj radości początkiem,

Tak i pieśni weselnych bądź obfitym wątkiem,

By się z nich Ojców naszych prochy pocieszyły,

Że w nowém pokoleniu ich cnoty ożyły.

Od ciebie zacznę Janie! Janie nasz jedyny!

Roskwitniona pociecho twéj lubéj rodziny.

Już jéj troski, nakłady, i łzy, i wzdychania,

Nieszczędzone przy trudach twego wychowania,

BłyszcząćBłyszcząc mirtowym wieńcem uprzejmie odwdzięczasz

I sowitą wywiąskę rodzeństwu zaręczasz.

Że jako szczep nadobny pod troskliwém okiem,

Użyzniony żywotnym swéj czerstwości sokiem,

Na nowy grunt przesadzon przy podporze lubéj,

I z nią nierozdzielnemi połączony śluby,

Późniéj w tysiąc zielonych gałązek rozwity,

Roskorzenisz szeroko ród twój znakomity;

A on ciebie w pokoleń późnych długim rzędzie,

Swéj dzielnicy ozdobą i głową zwać będzie.

Szczęśliwyś, żeś się w takiém plemieniu wychował,

Które Bóg świętym cnoty stęplem nacechował.

Lada komu on dary znikome szafuje,

A cnotą wyposaża tych których miłuje.

Szczęśliwyś po raz drugi, z tysiąca szczęśliwy,

Że ten szczęścia i sławy zarodek prawdziwy,

W twem gętkiém do dobrego sercu się zaplenił,

I na podziw owocem pięknym zazielenił;

Twe cnoty niemowlęce z życzliwéj ochoty,

Pierwszy za rękę wywjódł na manowiec cnoty,

A na śliskim porywczéj młodości gościńcu,

Przy zawrotnym i ponęt i pomyłek młyńcu,

Wszystkie wskazał przepaści, wesołą zasłoną,

Wciągające do zbrodni młodzież uwiedzioną;

A tyś kroku nie zrobił, nie tknął żadnéj drogi,

Bez tego przewodnika rady i przestrogi.

Zawsze święty rumieniec niewinność rozniecał,

I nigdy złym postępkom sromem nie przyświecał.

Stąd wszyscy widząc ciebie w drobnym pączku jeszcze,

Dzielili z twą rodziną te nadzieje wieszcze,

Że dla niéj w tym zawiązku piękny wzrastał wieniec,

A przyjemny i Bogu i ludziom młodzieniec.

Stąd urósł w tobie zachęt do ślachetnéj pracy,

W którą starzy wprawiali synów swych Polacy.

Jak bacznego rozumu w dziejach Ojców badać,

Kto chce być ich potomkiem i grunt ich posiadać,

Jako sławę i dobro krajowe miłować,

I matce życiodawczéj życia nie żałować.

Jako chcąc przewodniczéć i zaradzać komu,

Pierwéj umiéć potrzeba rządzić w własnym domu

Jak być ojcem, sąsiadem, przyjacielem, synem,

Zhoła, wszystkim dla wszystkich przykładem i czynem.

A tak niegościem będąc w ojczystym zakątku,

Łatwo dojść mogłeś dalszych wiadomości wątku,

Gdzie legły jakie kraje przyrodnią dzielnicą,

Jaką lądy i morza sprzęgły się granicą,

Jakie prawa narodem jakim mądrze rządzą,

Czém w potęgę urosły, czém stoją, czém błądzą

Co przystoi każdemu człeku, a co szkodzi;

Skąd się nieszczęście ludów i człowieka rodzi

Jakie skarby w swych kryje tajnikach natura.

Stąd nabyłeś wymowy, stąd zdatności pióra,

Stąd i Muzy łaskawy wzrok na cię rzuciły,

I zdroje Hipokreny smakiem zaprawiły,

Że ten zbiór wiadomości dla wielu surowych,

W uściech twoich nabywał przyjemności nowych.

Gdzieś się tylko obrócił, gdzie tylko poznano,

Z staropolska przylepką serca nazywano.

Niejedna twym widokiem Nimfeczka spłonęła,

I niejednaby matka za zięcia przyjęła;

Zgoła, czém teraz jesteś, czém będziesz w przyszłości,

Winieneś to cnotliwie użytéj młodości.

Wieluż z twych rówienników zapłaczą po czasie,

Że cię w tym nieścigali szlachetnym zapasie.

A gdy się twą kolebką Bóg sam opiekował,

I pierwszy ranek życia swą ręką kierował,

Możeż ci téj ostatniéj odmówić nagrody,

Zaręczonéj podobnym tobie za wiek młody;

Że powabna wdziękami i serca i lica,

Obok ciebie zasiądzie cna oblubienica,

A przy darach fortuny, niosąc cnotę w wianie,

Twego życia ozdobą i wieńcem zostanie.

Ty jesteś tych niepłonnych rękojmią nadziei,

Z przeznaczenia odwiecznych wyroków kolei;

Pierwszéj wiosny wdziękami Ewo rozjaśniona!

A jak róża przy Janie żarzewiem spłoniona.

Młodzian z tobą wiecznemi sprzężony ogniwy,

Czyż może nie być z tobą do zgonu szczęśiiwyszczęśliwy?

Wspomnij jego kłopoty, i noce bezsenne,

Bezdroża i włoczęgi i troski codzienne.

Tęschnicę i łzy z cichem złączone westchnieniem,

Samem tylko o tobie słodzone wspomnieniem.

Podobnażby ofiara i serca i życia,

Nie miała być zakładem szczęsnego pożycia?

Pojrzyj na te szanowne pokrewieństwa grono,

Które ciecię tak uprzejmie w swe przybiera łono,

A czułem rozrzewnieniem którem tchnie przejęte,

Wznawia słodkie nadzieje o tobie poczęte,

Że jak nowa latorośl w ich wszczepiona rodzie,

W niezmąconym pokoju, miłości i zgodzie,

Stanąwszy w znakomitym rzędzie prawych matek,

Ukrzepisz stałym bytem tych pociech zadatek.

A bogacąc dwa domy wnuczęty miłemi,

Swoje i Jana szczęście uwiecznisz na ziemi.

Zakon Boży, jak starzy Polacy mawiali,

Kiedy synów i córki w małżeństwo dawali,

Jest najpierwszą każdego domu podwaliną,

Bez niego wszystkie stadła zginęły i zginą.

I cudowna przepaska pięknéj Cyterei,

I dostatek sypany z rogu Amaltei,

I uroda Heleny, i usta z koralu,

I kamienie kosztowne i perły Bengalu,

Wszystko to być przestaje wdzięczném i przyjemnym,

Jeśli Bóg serc nie spoi węzłem nierozjemnym.

Lecz niepróżno on, Ewo! dni twoich poranek,

Uplotł wdzięcznie, w łakomy czułym sercom wianek,

Niepróżno czułéj matki troskliwe starania,

Spełnił drogim owocom twego wychowania.

Tak pięknie i kosztownie budowa przybrana,

Równie zacnego ducha miéć musi za pana,

To ręczą twego serca i duszy przymioty,

A cnota Jana będzie rękojmią twéj cnoty.

Bóg poczciwych młodzieńców złą żoną nie karze,

Lecz im dobrą przynosi w najbogatszym darze.

A kiedy on sam wasze umysły skojarzył,

I równych darów działem oboje obdarzył,

Pewnie wam nie usunie ciągłéj swéj opieki,

Ze szczęściem swem przetrwacie wieku kres daleki;

A każdy odwiedzając tę szczęśliwą ziemię,

Rzeknie do was: Tu mięszka prawe Lechów plemię.

Sigue explorando

Por su autor
Pius Kiciński · 4 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Dom jakich małoMyśl na Cmentarzu →

Expediente

Autor
Pius Kiciński
Título
Dziewosłąb (Kiciński, 1841)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-dziewosab-kicinski-1841--pius-kicinski-7b7900
Cita recomendada
Pius Kiciński, «Dziewosłąb (Kiciński, 1841)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-dziewosab-kicinski-1841--pius-kicinski-7b7900.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.