CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaZofia Rogoszówna

Zofia Rogoszówna · Vanguardias / s. XX

Dzieci pana majstra — Rozdział X

polaco

Śpią Imć Tydzień i Niedziela,

postulały dziatki oczy;

noc nad domkiem się rozściela,

noc ciemnością izbę mroczy.

Drży płomyczek lampki słaby,

płynie letniej nocy gwara,

gdzieś kumkają sennie żaby —

w izbie słychać tyk zegara.

Wtem na jego białej tarczy

poruszyła się wskazówka...

W pudle głośno coś zawarczy,

i wyskoczy ptasia główka.

Kuku! kuku! kuku! drze się,

aż się głos po izbie niesie;

wykukała północ z śmiechem

i w głąb skryła się z pośpiechem.

Coś w zegarze głucho trzasło,

i... światełko lampki zgasło.

Wtedy nagle w wnętrzu chaty

zapachniały cudnie kwiaty,

i spłynęła w nocną ciszę

z niewidzialnych dłoni grajka

pieśń — co tuli i kołysze,

pieśń czarowna niby bajka.

Pieśń, co barwę bierze z tęczy,

pieśń, co pąki róż rozchyla,

co na strunach serca dźwięczy

i na skrzydłach gra motyla.

Pieśń, co koi i weseli. —

Z pieśnią spływa — pani w bieli.

Sunie jasna i przezrocza,

lekka, cicha i powiewna,

jak pachnący kwiat — urocza,

kryształowa Cud-królewna.

Uśmiechnięta czule, słodko,

lice chyli nad Sobótką.

Wolno bierze ją w ramiona

i na brzegu łoża siada,

i przytula ją do łona,

i najdroższe liczko bada.

Miękkie włosy pięknej wróżki

oplatają niby wieńce

Butki plecki, Butki nóżki,

całe ciałko jej dziecięce.

W złocie włosów, jak w kolebce,

śpi najmilsza jej dziewuszka;

wróżka tuli ją i szepce

w bijącego takt serduszka.

Butko maleńka,

słodka dziecino,

przyszłam do ciebie

cichą godziną.

Przyszłam do ciebie,

ptaszku maleńki,

by ci wyszeptać

słowa podzięki.

Za twoją sprawą,

dzidziusiu miły,

wszystkie me więźnie

w dom powróciły.

Już mi ich smutek

serca nie truje,

więc się radosna

i wolna czuję.

I chodzić będę

w wonnym ogrodzie,

i snuć marzenia

w cichym zachodzie,

że, nauczone

na twym przykładzie,

przybiegną dziatki

igrać w mym sadzie.

Przez złote wrota,

jak szczęścia gońce,

wbiegną i wniosą

radość i słońce!

I pusty pałac

rozdzwoni echem,

dziecięcym gwarem,

dziecięcym śmiechem.

I zamyślone

utoną oczy

w dziecięcej duszy

toni przezroczej...

Aż znów odlecą

ptaszęta złote

i wdal poniosą

moją tęsknotę...

Tak w różowe Butki uszka

cichym głosem szemrze wróżka

i znów garnie ją, i tuli

w woniejących włosów luli.

Czemże cię, Butko

wdzięczna, nagrodzę?

Czemże dzieciństwa

lata osłodzę?

Dni twych minionych

niech pamięć wskrześnie,

marzenia twoje

ukaż mi we śnie.

Za hart twój, Butko,

za twoje męstwo

wszystko, co pragniesz,

dam ci maleństwo.

W pierścień zdobną, lekką ręką

nad jej czółkiem krąg zatoczy

i przygarnie znów maleńką,

i w zamknięte patrzy oczy.

Lecz nie może u dzieciny

snów rozplątać gmatwaniny,

bo każdziutkie jej życzenie

znika — niby oka mknienie.

............

............

Parę łyżek miodu w garnku —

nieskończona kiedyś bajka —

jakaś lalka na jarmarku —

piernik w kształcie Mikołajka —

znalezione jajko kurki —

jakieś szkiełko, jakieś sznurki —

rzemiennego sprzączka paska —

jakiś guzik, strzęp obrazka...

............

............

(Skarby, które chłopcy mali

zwykle Butce wydzierali.)

To w jej snach się teraz kręci,

to jedynie ma w pamięci.

Patrzy wróżka zadumana —

Butka śmieszy ją i wzrusza:

jakże-bo skomplikowana

jest małego dziecka dusza!

Lecz te strzępki, te błyskotki,

toć to rzeczy bez znaczenia...

Czyż nie znajdzie u Sobótki

większych pragnień, lub marzenia?

Wtem spostrzegła, że różowa

buźka dziecka się uśmiecha,

ustka szepcą jakieś słowa,

w całem ciałku drży uciecha.

Gdzieś chcą biegnąć małe nóżki,

w włosów plącząc się atłasie,

a rozwarte jej paluszki

coś uchwycić pragną, zda się.

(To w ogródek — co malutki

wyrósł nagle wkoło Butki

i owocem ciężkim gnie się,

sen tłuściutką Butkę niesie.)

Biegnie, biegnie za morelką,

za brzoskwinią, za jabłuszkiem,

to znów gruszkę goni wielką

z smakowitym, krasnym brzuszkiem.

Już się zdaje, że dzieweczka

w buzi słodycz soku czuje,

tak jej drobne drżą usteczka,

tak języczkiem coś smakuje.

Ale obraz wdal ucieka!

Wokół Butki głucha pustka,

żal twarzyczkę jej powleka,

w podkóweczkę zgięła ustka

i z wyrazem smutku, nudy,

śpi cichutko — tak, jak wprzódy.

Zato twarz królewny biała

niby zorza zróżowiała,

bo wyraźnie teraz widzi,

za czem tęskni małe dzidzi.

Na buzieńkę swej dzieciny

pocałunków spada gradem...

W dołek wkłada ją pierzyny

i uchodzi — duchów śladem.

............

............

Pierwsze kury pieją wdali.

............

Lampka się jak pierwej pali,

a w mrok izby, przez okienko,

zaglądają: świt z jutrzenką.

Sigue explorando

Por su autor
Zofia Rogoszówna · 236 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Dzieci pana majstra — Rozdział VIIDzieci pana majstra — Rozdział XI →

Expediente

Autor
Zofia Rogoszówna
Título
Dzieci pana majstra — Rozdział X
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-dzieci-pana-majstra-rozdzia-x--zofia-rogoszowna-25a7dc
Cita recomendada
Zofia Rogoszówna, «Dzieci pana majstra — Rozdział X», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-dzieci-pana-majstra-rozdzia-x--zofia-rogoszowna-25a7dc.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.