Ty! prawd pomienie wziąwszy za sztylety,
Śmiesz jeszcze mniemać żeś wódz — żeś jenerał;
O! niewolniku — stój — cofaj bagnety —
Dopókiż będę za ciebie umierał? —
Czyż myśli każdej — każdej myśli prawie
Uczyć się trzeba ciągłemi ofiary:
Patryotyzmu, na bruku w Warszawie —
A chrześcijaństwa u krwawych wrót Fary — ?
Czyż nigdy z siebie ty nic, własną siłą
Nie poczniesz nigdy: boś wszystkozabierał —
Cofnij się! wołam, głucha lodu bryło:
Dopókiż będę pod tobą umierał — ?
Toć groszem twoim tuczne pułkowniki
Własnych się uczą mordować proroków:
A wy nas wodzić śmiecie — niewolniki! —
Nie widząc Boga ręki u obłoków.
Niechże wam szron raz roztaje u powiek,
Niech rozniewoli się ta ciemna góra;
Wrogi! — do nogi broń! — kto jeszcze człowiek —
A bryłę lodu na kosy! — i hura! —
1863. C. Norwid.