Zacny Józefie, niechaj się nikt u mnie
Nie chlubi próżno, ni wynosi dumnie:
Że się urodził lub został książęciem,
Hrabią, baronem, lub margrabi zięciem;
Że liczne włości i zamki posiada,
Które nań zlała krew, przemoc, lub zdrada;
Że go wspaniałe obejmują gmachy,
Ściany marmurem, złotem tkane dachy.
Cały się świeci natchniony gwiazdami,
Różnych kolorów powiązan wstęgami;
Pieczęcią, laską pyszny, lub buławą,
Hagę i Lejdę swą napełnia sławą;
W ręku swych trzyma serce swego pana;
Pochlebstwo przed nim zgina swe kolana,
I podłym bluszczem uwieńczywszy skronie,
Los w nim ubóztwia przez ofiarne wonie.
Ślepego trafu właściwe to znaki,
Prawéj wielkości blask wcale nie taki.
Ten jest prawdziwie wielkim mężem u mnie,
Kto samym sobą kierując rozumnie,
Chęci i żądze gdy jak człowiek czuje,
Nie one jemu, lecz on im panuje.
Marnym przepychu blaskiem gardzi śmiało,
Niewiele pragnie, przestaje na mało,
Ani co próżność uwielbia i ceni,
Zalety szuka w czczém świetle kamieni.
Świetnym go honor nie razi widokiem,
Równém na nędzę w szczęściu patrzy okiem.
Nikłego chwały nie ugania cienia,
Ani próżności zna w sobie nasienia.
Zdzierstwem i krzywdą bliźniego się brzydzi,
Ratuje gdy go w nieszczęściu być widzi.
Nie wie co słuszność lub grzeczność przedajna,
Ani co chytrość czasom tym zwyczajna.
Niższych hardemi nie depce oczyma,
Ani się w złotym powozie nadyma.
Pełnić powinność swój chęci ma celem,
Wie kogo, komu, mieć, być przyjacielem.
Dobro powszechne nad własne przekłada,
Nie zna co chytrość, fałsz, interes, zdrada;
Krajowi służy wiernie i z ochotą,
Woli być, niźli zwać się patryotą.
Z zasług się swoich wielkości nie chlubi,
Ni ich ztąd liczy, że ojczyznę gubi.
Nauk i kunsztów zna i kocha wdzięki,
Cenić je umie hojnością swéj ręki.
Dobre i w innych szacuje przymioty,
Pozorność zawsze rozróżnia od cnoty;
Ani zazdrosny, ani zemsty chciwy,
Ani obłudnie święty i gorliwy.
Pełen litości nędzę wyrozumie,
Hojnym gdy pora i ludzkim być umie.
Nie dumny w szczęściu, nie podły w potrzebie,
Zna świat i ludzi, a najpierwéj siebie.
Na srogość losów nie łaje, nie fuka,
W krajowéj burzy swych zysków nie szuka.
Nic go nie smuci, nie trwoży, nie łudzi,
Ani sam sobą, ani innych nudzi.
Kontent z téj, w jakiéj los go chciał mieć doli,
Dobrym być raczéj niż szczęśliwym woli.
Takowych mężów o jakże zbyt mało!
Szczęśliwyś, jeślić widzieć się ich dało.