Sławne rozbojem Ponary,
Sród których nocą, po drodze,
Snują się łotry i mary;
I chatka na kurzéj nodze,
A w jéj zdziczałych obrębach
Zbłąkany młody poeta;
I drżąca jak galareta,
Siwa baba o dwóch zębach;
I syny jéj hajdamaki,
Co z nożami, śród wąwozów,
Za ciemne zasiadłszy krzaki,
Ładownych czekają wozów.
Śród strasznych byłeś opałów;
Ale, że kieszeń poety
Więcéj zwykle ma szpargałów,
Niżeli monety;
W powieści téj było głucho,
Czyliś tam wierszów, czy prozy
Użył do mieszkańców łozy,
Dosyć, żeś uszedł na sucho.
O jakiż to straszny traf!
Zbójca! zbójca! powstał krzyk.
Łapaj! strzelaj! paf, pif, paf!
Kula w serce, dusza szmyk.
Nie wiém kto rozplotł te dzieje,
Nie wchodzę, co z nich skorzystał;
Niech mu język skamienieje.
Chwała Bogu! żeś zmartwychwstał.