Ktośkolwiek jest, coś skrycie w przychylnym mi rymie
Przedsięwziął tak skutecznie bronić moje imię,
Odkryj się: wszak nie będziesz wstydzić się swéj ręki,
Niechaj wiem, komum winien i wdzięczność i dzięki.
Rzadko los nieszczęśliwym w gniewie swym udziela
Takiego, coby śmiał ich bronić, przyjaciela;
Często się zimna przyjaźń z pomocą wydziera,
Sto nas ludzi żałuje, a żaden nie wspiera.
Ten jednak, takiej doznać mógł najlepiej proby,
Kto miał nieszczęście możne rozgniewać osoby;
Słabe z niemi umysły i czeladka podła
Będzie mu dopiekała i będzie go bodła,
I ten motłoch, co ledwie godzien jest spojrzenia,
Będzie się z zacniejszego urągał stworzenia.
Jak kiedy lew ogromny wskroś strzałą przeszyty
Zgonem swym grożąc zbójcy wyzionie jelity,
Jeśli już w nim nie czuje dzielnéj krwi gorąca,
Gnuśny osioł go s wojem kopytem potrąca....
Lecz po co nad tym celem zastanawiam pióro?
Że żyją ludzie tacy, tyś winna naturo!
Tyś winna, że wydając nikczemne istoty,
Dopuszczasz najznacniejsze kazić twe roboty.
Ja, póki ten ród będzie, zawsze sarkać muszę;
Jeśli chcesz, żebym chwalił, pokaż wielką duszę!