CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Cisza wieczorna (wyd. 1912)

polaco

VII.

CISZA WIECZORNA.

I.

Rozmiłowana, roztęskniona,

Hen! od wieczornej idzie zorzy

Zamykać Tatry w swe ramiona.

Przed nią zawiewa oddech boży:

Wonie jedliczne i świerkowe

Ze swych lesistych wstają łoży.

A ona tuli jasną głowę

Do Osobitej, by wraz potem

Kłaść ją na piersi Giewontowe.

Po reglach muśnie li przelotem,

Czoło Świnnicy w żar rozpali

I Hawrań zleje krwawem złotem.

Tak mknąc po szczycie i po hali,

Z ogniem tęsknicy ginie w dali...

II.

Płonie kamienna Tatr korona,

A cisza siada między granie,

Rozleniwiała, rozmarzona.

Nad przepaściami niema stanie,

Senność przelewa w mgieł opary,

Po skałach wiesza zadumanie.

Ani się ozwie bór prastary:

Ona milczeniem gniecie smreki,

Unieruchamia ich konary.

Przez cały przestwór, przez daleki,

Głuchą za sobą tęskność wlecze,

Snać dźwigającą wieki... wieki...

Za nią, jak zdrój, co ledwie ciecze,

Snują się ciężkie myśli człecze...

III.

Owiana mgłami różowemi,

Przystaje w drodze, zalękniona,

Przykłada ucho swe do ziemi:

Nic!... tylko gdzieś tam echo kona,

Tylko przygasa obłok krwawy,

Tylko blednieje Tatr korona.

Pomrok ogarnia skalne ławy,

A od nich płynie do stóp ciszy

Li jednostajny szmer siklawy.

Czasem zaklęty las zadyszy,

Albo wystrzelił krzyk pastuszy

I zamilkł... I ona znów nie słyszy

Nic w tej przelękłej, mrocznej głuszy —

Nic, prócz pojęku twojej duszy...

IV.

Rozmiłowana, roztęskniona,

Schodzi powoli od miesiąca

Zamykać Tatry w swe ramiona.

Po halach srebrne krople strąca,

Srebrzy potoków seledyny,

Ciche pacierze szeptająca.

Upłazy tuli w całun siny,

Szkliwy, jak przędze te pajęcze;

Blask żenie srebrny na gęstwiny.

Blask żenie srebrny na przełęcze,

Na wirchy, kopy, na grzebienie,

Na przepaściste ścian poręcze —

Blask naokoło srebrny żenie,

Z nim wyczerpanie i omdlenie...

V.

Opadły Tatry i omdlały,

Gdy na nie cisza rozmarzona

Płaszcz zarzuciła wiewny, biały;

Gdy rozpostarła swe ramiona —

Srebrnej rozświetli mgławe smugi —,

Garnące czoła gór do łona:

Jak pas szeroki, jak pas długi,

Od Lodowego do Krywania,

A z nimi puszcze, stawy, strugi,

Szczyt się przy szczycie ku niej słania...

Ona omdlenie wciąż rozsiewa,

Aż w tym bezkresie wyczerpania,

Tuląc się gdzieś do limby drzewa,

Sama wraz z bolem twym omdlewa...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Ciche, samotne rzędy wierzbCóż jest warte życie bez uniesień →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Cisza wieczorna (wyd. 1912)
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-cisza-wieczorna-wyd-1912--jan-kasprowicz-628598
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Cisza wieczorna (wyd. 1912)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-cisza-wieczorna-wyd-1912--jan-kasprowicz-628598.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.