Z obrazków ziemi méj Krakowskiéj, świętéj
Na trzech mogiłach tak cudnie rozpiętéj,
Z złotych chwil szczęścia i z cichéj boleści,
Usnułem wątek téj mojéj powieści
Biednéj, nieśmiałéj, jak pacholę bose,
Co ma łzy w oczach — i korny ją niosę,
Jako w Jehowy świątynię w ofiarę
Noszono niegdyś synogarlic parę.
Wy, którym wielcy nucili poeci,
Nie gardźcie piosnką, co mi z serca leci;
Przy posągowém wielkich mistrzów dziele
Piosenka moja jak bluszcz się rościelerozściele,
I marmurową pierś oplecie drżąca,
Drżąca z radości, że o nich potrąca.