CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMichał Bałucki

Michał Bałucki · Modernismo

Cicha miłość — III

polaco

Płynie Wisła — z Wisłą płyną latka,

I nad Wisłą postarzała chatka,

I sierotka już wyrósł w chłopaka,

I Anielka już dzieweczka taka

Z jasném czołem i pogodną duszą;

Wiotka, slicznaśliczna jak ranny obłoczek,

W twarzy ciemnych pływa dwoje oczek. —

Gdy sęsię z Staszkiem bawiała pod gruszą

Na murawie, przy swéj matce miłéj

To te oczka jak gwiazdy świeciły

Od radości i uśmiech był w twarzy.

A gdy Staszek w inną odbiegł stronę,

To te oczka jak na płacz stworzone,

I do matki tuli się i skarzy:

„Mamo droga — dla czego ten Staszek

Nie chce moich zabaw i igraszek“ —

Staszek kochał siostrunię przybraną;

Ale milsze niż śmiechy dziewczęce,

Były jemu zabawy chłopięce,

I tam leciał, gdzie bójki staczano,

Pod las chłodny, kędy chłopcy mali

W żołnierzy się i wojny bawali —

Lub gdy łodzi, wiosła dorwał mały,

To mu ręce od zapału drżały,

I pierś chłopca od radości rosła,

I przyuczał wczas ręce do wiosła,

Ku rybackiéj ciało niewygodzie,

A znał Wisłę, jak ścieżki w ogrodzie.

Kiedy wieczór senną ziemię rosi,

On pocichu z domu się wykrada

Do starego Grzegorza sąsiada,

I na nocny połów z nim się prosi.

I płynęli obaj w noc gwiaździstą,

Ciszą nocną, drożyną srebrzystą,

Z pluskiem wioseł... a Grzegorz mu gada

Kędy skała, mielizna i zdrada,

Kędy połów obfity nocami.

A gdy przyszyli w cień tynieckiéj skały,

Gdzie przez okna ruiny ponuréj

Przeglądają gwiazdy i lazury....

O powieści stare prosił mały;

Wtedy Grzegorz powieści, legenedylegendy

I o zamkach i o wojnach pocznie,

Co z ksiąg czytał, lub widział naocznie,

Lub od starych słyszał ludzi kędy.

Więc mu prawił o rybackim rodzie,

O rybakach — aniołach na wodzie,

O Tatarach, obrońcy rybaku,

Aże dusza skakała w chłopaku.

U nóg starca siedział cicho mały

I stosowne do jego powieści,

To mu oczy radością się śmiały,

To twarzyczka bladła od boleści.

Przestał Grzegórz — to on go całował,

Rączętami nogi obejmował,

I prośbami drżał głosik chłopięcy:

„Mówcież, mówcież mi Grzegorzu wiecéj!“

I za każdą taką jazdą nocną

Chłopiec bywał zamyślony mocno:

Wtedy próżno go Anielcia woła

Do bawiących się dzieciątek koła;

Wolał wtedy siadywać sam w chatce

I na świstku, lub książki okładce,

Wiecznie kreślił coś i znowu mazał,

Lecz nikomu nigdy nie pokazał.

Aż go matka zdybała przypadkiem,

Jak w olszynie na papierze gładkim

Różne jakieś rysował figury:

Niby kościół, rozwalone mury,

A z nich idzie tłum niewiast, rycerzy — —

Nad tém wszystkiem pełny księżyc świeci;

Z boku widać łódeczkę maleńką,

A w niéj starzec, oparty na sieci,

Pacholęciu, co mu u nóg leży,

Coś tłomaczy i wskazuje ręką; —

Więc zdziwiona chłopczynę zagadnie,

Kto rysować uczył go tak ładnie.

Stach jąkając się nieśmiało gada,

Że od starca Grzegorza sąsiada

Dużo ślicznych gadek się nasłuchał,

A spamiętać wszystkie było trudno,

Więc co słyszał jaką powieść cudną,

To rysował, by czas nie rozdmuchał

Mu ich w głowie, jak w jesieni liście,

Boby szkoda było oczywiście.

Matka chłopca pogłaskała rada,

I zaniosła papier do sąsiada,

Ten do kumy, kuma dała kumie,

I wnet wszędzie były o tém mowy,

Że przybrany syn ubogiéj wdowy

Tak udatne rzeczy kreślić umie.

Aż ksiądz proboszcz rzekł jednéj niedzieli

Po nieszporach do matki Anieli:

„Chłopiec talent ma, marnować szkoda,

Niech go jejmość do szkół w mieście odda;

„W domu próżno tylko będzie wadził.“

I stało się jak ksiądz proboszcz radził.

I oddano go między malarzy,

A niewiasta czém może go darzy;

A choć bieda w domu, nie narzeka,

Byle Staszek wyszedł na człowieka.

Aż gdy brakło funduszów nareszcie,

Staszek sam się utrzymywał w mieście,

A choć czasem i głód cierpiał pono,

Nikt nie wiedział, bo się nie pożalił,

Jeno w sztuce wciąż się doskonalił,

I po ludziach wielce go chwalono.

Wszędzie radzi go mieli, lubili;

Ale jemu było tam najmiléj,

Kędy domek za Wisłą się bieli.

A więc w święto i każdej niedzieli

W wolnych chwilach on tam przesiadywał

Przy mateńce (bo ją tak nazywał)

I przy swojéj siostrzyczce Anieli.

A był taki wesoły, uroczy

I duch czysty przeglądał przez oczy.

Oj wiedziała Anielcia dla czego

Tak serduszkiem przylgnęła do niego.

Ale już téż nie jednej niedzieli

Staszka tu za Wisłą nie widzieli,

A gdy przyszedł, zamyślony siedział,

Mało śmiał się, mało co powiedział.

Więc Anielka także smutnéj twarzy,

Rzadko śpiewa i rzadko się śmieje,

I jak dawniéj mateńce się skarży:

„Oj mateczko, co się z Staszkiem dzieje?“

Sigue explorando

Por su autor
Michał Bałucki · 70 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Cicha miłość — IICicha miłość — IV →

Expediente

Autor
Michał Bałucki
Título
Cicha miłość — III
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-cicha-miosc-iii--micha-baucki-725aa3
Cita recomendada
Michał Bałucki, «Cicha miłość — III», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-cicha-miosc-iii--micha-baucki-725aa3.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.