CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Chrystus w Nazarecie

polaco

II.

CHRYSTUS W NAZARECIE.

A oto w nędzy, pośród wyrobniki,

Chował się boski Odkupiciel świata,

Którego imię poniosą języki

Na krańce ziemi — tam, gdzie bluszcz oplata

Bogatych zamków błyszczące marmury,

I tam, gdzie drzemie w zmrokach chłopska chata.

I ani berła i ani purpury

Nie miał ten mocarz, ten król nad wiekami,

A tylko duchem sięgał niebios góry.

O Nazarecie! Pomiędzy miastami

Władniesz, jak prorok między rzeszą tłumną,

Choć prorok w szmatach, a tłum lśni blaskami

Złocistej szaty i postawą dumną.

O, ty się równasz, nędzny Nazarecie,

Lichym na pozór, ale pełnym gumnom...

I tak się działo, że niezwykłe dziecię

Wyrasta w mistrza w ubogiej mieścinie,

Co miała zostać najbogatszą w świecie!

A czas, jak potok, płynie rączo — płynie

W warsztacie ojca, to u stóp Taboru,

Albo w zielonej, jordańskiej dolinie:

Gdyż często, porwan melodyą choru,

W który się łączy wszystek płód Przyrody,

Do cedrowego biegł nad Jordan boru.

I tutaj dumał ten marzyciel młody,

Wszystką swą duszą wsłuchany w poszumy

Lasu, w śpiew ptaków i w szelesty wody.

I w takich chwilach, śród takiej zadumy,

Rychło się cały w swym duchu przemienił,

Rychło rósł, wzrastał nad zwykłe rozumy:

Ten ptak, co nucił; las, co się zielenił;

Jordan, co jęczał sercem smętnej fali;

Kwiat, co się w blaskach słonecznych rumienił;

Tabor i Sulem, co w niebieskiej dali

Gubiły szczyt swój, jemu braćmi byli;

Z niemi się cieszy i z niemi się żali

W chwili radości i w boleści chwili,

I z niemi strzela nad ziemię, w niebiosy...

A gdy się dzionek do upadku chyli

I na błoń kwietną występują rosy,

Wraca znów w miasto, tam, gdzie jego uszy

Rażą zawiści rozkłócone głosy.

I nie mógł pojąć w swej natchnionej duszy,

Dlaczego braćmi nie czują się ludzie,

Gdy on był bratem nawet leśnej głuszy...

I patrzał na to, jak w powszednim trudzie

Łamią się serca; jak ich blask promienny

Gasł, zamiast w rajskiej spotężnieć ułudzie.

I patrzał na to, jak o chleb codzienny

Toczą się walki, a narzędziem boju

Duch, w nizką chciwość i zawiść brzemienny.

I zdało mu się, że na rany znoju

I ziemskiej troski potrzeba balsamu

Niebieskiej ciszy, rajskiego spokoju.

I myślał prawdę wnieść na miejsce kłamu;

I słowo boże stawić w miejsce chleba;

I ludzi powieść do boskiego chramu.

Nie w imię ziemi, ale w imię nieba,

Co nań tak patrzy pogodnemi oczy,

I w Jego imię złączyć ludzi trzeba.

A On mu nie był bogiem, co się mroczy

Chmurą ołowiu i grzmi gromem gniewu,

Że się aż ziemia w swych posadach toczy:

On był mu dźwiękiem słowiczego śpiewu;

On był mu lasu łagodnym szelestem;

On był mu szmerem rzecznego przelewu...

On był mu słońcem, co promiennym gestem

Każe tym kwiatom, aby kwitły z nowa,

Aż kwiat mu każdy odpowie: patrz! jestem!

A chociaż przed nim lali inne słowa

Uczeni w Piśmie, gdy za próg jasziwy

Chodził w sabaty, daremna ich mowa:

Do serca głos ich nie płynął zdradliwy —

Pyszni, szeptali, odchodząc pobici:

Skarż »syna krnąbrnych«, ty Boże Gniewliwy!...

I tak przed duszą codziennie mu świéci

Ten promyk boży, aż się w dzień przemieni,

Przed którym zadrżą nietoperze skryci...

I tak codziennie z tajemniczych cieni

Gorących marzeń zarysy wychodzą

Mistrza, proroka i blaskiem promieni

W serce mu godzą i w ducha mu godzą,

Aż serce rwie się, aż rwie duch się cały...

I Pisma słowa potężne wnet zrodzą

Nowe nadzieje i nowe zapały:

Sam się wczytywał, lub słuchał, podróże

Czyniąc na Syon, w ten gród Pańskiej chwały.

I zadrżał nieraz, gdy świątyni stróże,

Starce zsiwiali i o chwiejnym głosie,

Śmierzyli ludu rozpłakane burze:

»Słuchajcie, młodzi i wy w białym włosie!

Miejcie nadzieję; za chwilę swe czoła

W górę wzniesiecie, jak kwiaty po rosie...

Bo czas już idzie, gdzie w mury kościoła

Wejdzie król nowy, arcykapłan nowy,

I będzie radość i szczęście dokoła.

I spocznie na nim święty duch Jehowy,

Ten duch mądrości, duch siły i rady —

I, wielki, wstąpi na tron Dawidowy.

I w nim nie będzie fałszu ani zdrady,

Gdyż sprawiedliwość będzie biódr mu pasem,

A prawda mieczem... Zniknie czas zagłady!...

Na świętej górze zdrój krwi owym czasem

Już nie popłynie... I nikt już nie będzie

Chełpił się biczem i krwawym zapasem...

I będzie wielki ten wódz w wodzów rzędzie...

I równą miarą narodom wymierzy,

»Którym go dałem«, mówi Pan, »na sędzię...«

Wstrząśnijcie serca, niechaj serce wierzy,

Że Panna pocznie i porodzi syna:

W nim wasze szczęście i zbawienie leży...«

Tak za godziną płynie mu godzina

Nieraz... On słucha i marzy i słucha:

Zostać tym zbawcą, myśl jego jedyna.

Wszak czuje w sobie tę potęgę ducha,

Wszak codzień rwie się za owem weselem...

Nawet — rzecz dziwna, o nakłońcie ucha! —

Matką mu panna... I rozkoszy zielem

Duch mu się stroił, gdy mu w bożym domu

Jakiś głos szeptał: tyś tym zbawicielem...

On zbawicielem?... Zbawicielem? komu?

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Chrystus w domu faryzeuszowymChusta św. Weroniki →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Chrystus w Nazarecie
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-chrystus-w-nazarecie--jan-kasprowicz-697dde
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Chrystus w Nazarecie», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-chrystus-w-nazarecie--jan-kasprowicz-697dde.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.